Cesc Fabregas napędził stracha kibicom i trenerom FC Barcelony. Na szęście na strachu się skończyło. Podczas meczu, w wyniku zderzenia z Mathieu doszło do rozcięcia łuku brwiowego katalońskiego piłkarza. Wychowankowi Blaugrany założono trzy szwy.
Wczorajszy mecz był bardzo twardy, ale ostatnią rzeczą jaka była potrzebna Barcelonie była kolejna kontuzja. Starcie Fabregasa z Mathieu wyglądało bardzo groźnie. Piłkarz Valencii w walce o piłkę w 22. minucie zbyt wysoko uniósł nogę i kolanem uderzył w twarz byłego kapitana Arsenalu Londyn. Hiszpan trzymając się za twarz upadł na murawę.
Arbiter spotkania widząc zalanego krwią pomocnika Blaugrany przerwał spotkanie. Po interwencji klubowych lekarzy stwierdzono głębokie rozcięcie brwi. Oszołomiony Cesc na kilka minut musiał opuścić boisko, lekarze założyli mu trzy szwy, które miały zatrzymać krwawienie.
Na boisko piłkarz wrócił z bandażem na głowie w którym zagrał do końca pierwszej części gry. W drugiej połowie Fabregas zagrał w specjalnej opasce. Kontuzja Cesca nie jest groźna i zawodnik będzie mógł wystąpić w najbliższym meczu ligowym z Realem Sociedad.
Komentarze (18)