FC Barcelona Regal po serii dwudziestu czterech kolejnych zwycięstw we własnej hali, po dziesięciu miesiącach bez porażki, wreszcie poległa w Palau Blaugrana. Katalońską twierdzę zdobył zespół Cajasol Banca Cívica, który pokonał zespół Xaviego Pascuala w lidze również jesienią w Sewilli (81:75). Mamy do czynienia z klątwą Cajasol?
Barça nie ma w zwyczaju przegrywać z niżej notowanymi drużynami. W obecnym sezonie drużyna Pascuala zachwyca regularnością i konsekwencją nawet w spotkaniach z teoretycznie słabszymi rywalami. Dotychczas, sumując spotkania w lidze i Eurolidze, Barcelona zanotowała 34 zwycięstwa i zaledwie pięć porażek. Trzykrotnie ulegała europejskim potęgom poza domem - w Eurolidze w Sienie z Montepaschi oraz w lidze z Caja Laboral w Vitorii i Realem Madryt w stolicy. Zaś pozostałe dwie porażki poniosła z rąk hiszpańskiego średniaka - Cajasol Banca Cívica, przegrywając z nim w Sewilli i we własnej hali. Przypadek czy klątwa?
Cajasol bardzo odważnie i bez żadnego respektu rozpoczął spotkanie w hali Barcelony. Dowodem na to były celne rzuty trzypunktowe Rubio i szybko osiągnięta 8-punktowa przewaga nad faworyzowanym rywalem. Katalończykom w końcówce pierwszej kwarty udało się zniwelować straty do czterech punktów (18:22) po celnym rzucie wolnym Navarro i 'trójce' młodego Rabasedy, jednak to nie tak miał wyglądać początek spotkania.
W drugiej kwarcie to Barcelona wyszła na 4-punktowe prowadzenie dzięki kolejnej 'trójce' Rabasedy oraz punktom Kosty Perovicia, jednak kiedy wydawało się, że drużyna Xaviego Pascuala wraca na właściwe tory, goście zmniejszyli straty i do szatni obie drużyny schodziły przy wyniku 40:39. Po zmianie stron gra nadal wyglądała identycznie - żadna ze stron nie potrafiła wypracować sobie większej przewagi. To zapowiadało emocjonującą końcówkę, która niechybnie nadeszła.
Kilkadziesiąt sekund przed końcem meczu wynik stanął na prowadzeniu gości (63:66) i jak się okazało nie zmienił się już do końca spotkania. Cajasol nie potrafił przypieczętować zwycięstwa pudłując kolejne rzuty, co dawało nadzieję wszystkim culès zgromadzonym w Palau Blaugrana. Nieudane akcje gości w końcówce dały Barcelonie trzy posiadania piłki, które mogły doprowadzić do dogrywki, a nawet zapewnić wygraną, jednak słabo dysponowani liderzy Barçy, kolejno Navarro, Lorbek i Mickeal, spudłowali rzuty trzypunktowe i katalońska twierdza została zdobyta po raz pierwszy od dziesięciu miesięcy. Może gdyby piłkę dostał młody Xavi Rabaseda byłoby inaczej?
Wczoraj słabszy dzień nie przytrafił się jednemu zawodnikowi - można śmiało rzecz, że słabszy dzień miała cała drużyna poza jednym graczem. Młody canterano Xavi Rabaseda trafił wczoraj cztery na cztery rzuty zza linii 6,75, zdobywając dwanaście punktów. To on utrzymywał Barcelonę przy życiu do ostatnich sekund meczu, kiedy jego utytułowani koledzy zawodzili. Juan Carlos Navarro trafił zaledwie jeden na dziesięć rzutów z gry, zaś Pete Mickeal trzy na dwanaście... Jednak Barcelona nadal pozostaje liderem ligi Endesa i musi szybko otrząsnąć się po porażce, ponieważ już w niedzielę czeka ją trudny mecz na Wyspach Kanaryjskich z Gran Canaria 2014.
FC Barcelona Regal 63
Cajasol Banca Cívica 66
FC Barcelona Regal (18+22+11+12): Huertas (4), Navarro (3), Ndong (5), Lorbek (12), Mickeal (10) – wyjściowa piatka - Sada (2), Perović (8), Wallace (0), Rabaseda (12), Ingles (5), Vazquez (2).
Cajasol Banca Cívica (22+17+12+15): Triguero (6), Urtasun (12), Calloway (8), Jasen (5), Rubio (13) – wyjściowa piątka - Satoransky (8), Sastre (2), Bogdanovic (5), Davis (5), Tepić (2).
Sędziowie: Antonio Conde, Carlos Peruga oraz Sánchez Montserrat.
Komentarze (0)