Jedenaście bramek zdobytych w ostatnich siedmiu ligowych meczach i 22 w ostatnich jedenastu spotkaniach we wszystkich rozgrywkach. Statystyki Leo Messiego są stratosferyczne. Futbol nie ma dla niego granic.
Ostatnie spotkanie w Primera División, w którym Messi nie zdobył bramki odbyło się 11 lutego, a Barcelona poniosła wwczas porażkę. Od tamtej pory trafiał w każdym meczu i obecnie ma na koncie 36 goli w Lidze, w tym pięć z rzutów karnych. Jedynej "jedenastki" nie wykorzystał w spotkaniu z Sevillą, która dzięki rewelacyjnemu Javiemu Varasowi, jako jedyna wywiozła w tym sezonie z Camp Nou ligowe punkty.
Gdyby strzelił bramkę Milanowi na San Siro, także mógłby się pochwalić niesamowitą passą w Lidze Mistrzów. Bayerowi Leverkusem wbił w 1/8 finału łącznie sześć bramek, co pozwoliło mu wyrównać rekord zdobytych goli w jednym sezonie Champions League, należący do Ruuda van Nistelrooya. Jeśli dodamy do tego trzy bramki zdobtyte w towarzyskim spotkaniu reprezentacji Argentyny, da nam to zawrotną liczbę 22 trafień w ostatnich 11 meczach.
Wczoraj, przed pierwszym gwizdkiem na Camp Nou, kibice rozwinęli na trybunach ogromny transparent z napisem: "Leo ets únic! Sos grande" ("Leo jesteś wyjątkowy, jesteś wielki"). Realizator wyświetlił również na telebimach niektóre bramki byłych znakomitych graczy Barçy - Cesara, Romario, Ronaldo, Rivaldo, a także samego Leo. Był to hołd dla najlepszego strzelca w historii FC Barcelony, który strzelając trzy gole Granadzie (5:3), wyprzedził w tej klasyfikacji legendarnego Cesara. Dopiero w sobotę cules mieli okazję podziękować Argentyńczykowi, bowiem wcześniej Barcelona dwukrotnie grała na wyjazdach.
Komentarze (52)