Dwa wybrane mecze Puyola. Pierwszy 2 maja 2009 roku, czyli wygrana 6:2 w meczu ligowym na Santiago Bernabéu. El capitán błyszczał siłą, wigorem, ustawieniem, talentem defensywnym, a nawet golem. Drugi mecz zaledwie dwa dni temu, 10 kwietnia 2012 roku.
Ta sama siła, rozmach, pewność siebie i przywództwo. Nic się nie zmieniło. Lata płyną, a upływający czas w żaden sposób nie odciska swojego piętna na zawodniku. Patrząc na fotografie z tych dwóch meczów, nikt nie byłby w stanie dostrzec różnicy.
Po wtorkowym meczu z Getafe zapytano Guardiolę o wieczną młodość Puyola, który jutro skończy 34 lata. "Do każdego treningu podchodzi, jakby był to pierwszy i ostatni" – odpowiedział, uchylając rąbka tajemnicy tej godnej pozazdroszczenia cechy.
Warto tu przypomnieć legendarnego Maldiniego, wielkiego obrońcy AC Milanu, który przeszedł na emeryturę w wielu 40 lat. Patrząc na Puyola grającego dla Barcelony i widząc jego trud, to coś, co także wywiera wielkie wrażenie.
W swojej piłkarskiej karierze Puyol również miał kłopoty, jednak nigdy się nie poddał. Zdołał się podnieść i wrócić do fantastycznej formy. W 2011 roku dopadł go ciąg bolesnych kontuzji, a w końcu operacja kolana. Było to na tyle poważne, że zawodnik widział się już na emeryturze. Opowiadał o tym otwarcie.
Osoby, które go znają, dobrze wiedzą, że kiedy nadejdzie dzień, w którym Carles poczuje spadek sił, odwiesi buty na przysłowiowym kołku i odejdzie. Po prostu. Czy będzie to jutro, czy za rok, czy za pięć lat.
A skoro się na to nie zanosi, skoro zawodnik właśnie pobił swój strzelecki rekord, na Camp Nou już szykują dla niego przedłużenie kontraktu. Trenera nawet nie trzeba pytać o zgodę.
Carles należy do grupy regularnie grających zawodników. Klub o niego dba, ponieważ nie sposób wyobrazić sobie Barçy bez niego, a kapitana bez swojego potencjału, walecznego i cieszącego się grą, jakby to był jego debiut.
Komentarze (82)