Sa gole ważne, gole piękne i takie, które dają tytuły. Są bramki szczęśliwe i bramki zwykłe, które nie zapadają w pamięć. Najbardziej pamiętamy jednak trafienia historyczne - takie, które odmieniały bieg historii i losy wydawać by się mogło przegranego meczu.
Był 6 listopada 1991 roku, gdy Barça grała rewanżowe spotkanie Ligi Mistrzów z Kaiserslautern. Mimo zwycięstwa w pierwszym meczu 2:0, w rewanżu drużyna Johana Cruyffa straciła trzy gole i była bliska odpadnięcia z rywalizacji. W 87. minucie do siatki trafił jednak José Mari Bakero, ratując swój zespół, który w tamtym sezonie sięgnął ostatecznie po raz pierwszy w swej historii Puchar Mistrzów.
Młodsi kibice mogą tego nie pamiętać, pamiętają za to doskonale dzień 6 maja 2009 roku. Barcelona grała na Stamford Bridge z Chelsea i po świetnym strzale Essiena przegrywała 0:1. Taki wynik dawał awans The Blues, którzy przez całe spotkanie prezentowali się lepiej niż ich rywale. W doliczonym czasie gry magiczny strzał Andrésa Iniesty uratował jednak gości, którzy kilka tygodni później zdobyli najcenniejsze klubowe trofeum.
- To była magiczna chwila, jeden z najszczęśliwszych momentów w mojej karierze. Dla mnie osobiście to było wyjątkowe przeżycie, ale myślę, że także dla wielu ludzi to był niezapomniany dzień. Widziałem powtórki tej sytuacji wiele razy i myślę, że minie jest trochę czasu nim przestanę czuć dreszcze wspominając tę sytuację - mówi bohater z Londynu.
W Barcelonie są teraz gracze, którzy wtedy nie byli jej członkami, jak Montoya czy Muniesa, którzy dopiero wchodzą do zespołu Guardioli, czy Mascherano. Wszyscy jednak wspominają ten dzień. Montoya wspomina, że grał wówczas w turnieju o młodzieżowy Puchar Mistrzów. - Nie pamiętam, gdzie to było, chyba w Alfaz del Pi (Alicante). Świętowaliśmy w niesamowity sposób. Nigdy wcześniej hotel nie widział takiej fiesty - wspomina.
Muniesa z kolei był wówczas członkiem reprezentacji do lat 17, która grała na Mistrzostwach Europy. - Oglądałem mecz w pokoju z innymi zawodnikami Barçy (Dalmau i Sergim Gomezem). Gdy to się stało, oszaleliśmy ze szczęścia - mówił.
Javier Mascherano wspomina z kolei: "Byłem w Anglii, byłem neutralnym kibicem, ale chciałem, by wygrała Barcelona ze względu na Leo Messiego i Gaby'ego Milito".
Gol de lo puto crack:
Komentarze (116)