Na starcie sezonu Leo Messi może poszczycić się lepszymi statystykami niż jego wielki rywal – Cristiano Ronaldo.
Argentyński crack zdobył siedem bramek w sześciu oficjalnych spotkaniach (sześć goli w pięciu meczach Barçy i gol w meczu reprezentacji). Ronaldo strzelił dwa gole mniej – cztery bramki zdobył w pięciu meczach w swoim klubie i w piątek dołożył trafienie w meczu reprezentacji Portugalii.
To, co przyciąga uwagę, to lepsze statystyki Leo Messiego w aspekcie wykonywania rzutów wolnych. Dobrze znamy obrazki z meczów z udziałem Ronaldo. Wykonywanie rzutów wolnych zamienia w prawdziwy rytuał: odmierza kroki, staje w rozkroku, podbiega do piłki i atomowym uderzeniem umieszcza piłkę w siatce. Jednak obszar, na którym zdecydowanie panował piłkarz rodem z Portugalii, od jakiegoś czasu jest konsekwentnie zdobywany przez Messiego.
Spośród swoich pięciu bramek w tym sezonie, Ronaldo ani jednej nie zdobył bezpośrednio z rzutu wolnego. Messi natomiast zdobył dwa takie gole: w rewanżowym meczu o Superpuchar Hiszpanii z Realem oraz w sobotę w spotkaniu Argentyna-Paragwaj.
Warto zaznaczyć, że w poprzednim sezonie ligowym, gdy Leo zdobył tytuł króla strzelców, strzelając 50 goli, trzy z nich padły po uderzeniach z rzutów wolnych; Cristiano, zdobywając 46 bramek, dwukrotnie trafił z wolnego. W sezonie 2010/2011 zwycięzcą tej statystyki został Ronaldo (5:1 na korzyść Portugalczyka).
Ze sporym zainteresowaniem patrzymy w przyszłość. Licznik wciąż chodzi, a na podsumowanie przyjdzie czas pod koniec maja.
Komentarze (66)