Song: Zaadaptowałem się bardzo szybko

Robertinho

16 października 2012, 19:52

FCBarcelona.cat

17 komentarzy

Alex Song, drugie wzmocnienie Tito Vilanovy przybył do Barcelony pełen oczekiwań i głodny sukcesów. Wspierany przez Cesca, z którym grał w Arsenalu Londyn, jest już gotowy do triumfowania w „najlepszym klubie na świecie”.

17 maja 2006 roku, dwóch osiemnastolatków przeszło obok siebie w tunelu stadionu Saint-Denis, na którym rozgrywany był finał Ligi Mistrzów pomiędzy Arsenalem i FC Barceloną. Tymi nastolatkami byli Leo Messi i Alex Song, ale żaden z nich nie zagrał w tamtym spotkaniu. Argentyńczyk wciąż był kontuzjowany po niefortunnej kontuzji stopy, a Kameruńczyk dopiero debiutował pod wodzą Arsène Wengera.

Sześć lat później, obaj spotykają się ponownie w Barcelonie. Pierwszy uznawany jest obecnie za najlepszego piłkarza świata, a drugi przychodzi do zespołu na życzenie trenera, by zwiększyć pole manewru w środku pola po odejściu Seydou Keity. W wypowiedzi dla Revista Barça (dwumiesięcznik wydawany przez klub – przyp. red.) Song powiedział: „Dokładnie pamiętam tamten paryski finał i Messiego, który również nie zagrał. Barcelona zasłużyła na zwycięstwo. Mimo porażki, to było dla mnie cenne doświadczenie. Pewne rzeczy nie ułożyły się po naszej myśli i dlatego przegraliśmy, a Barça rozegrała świetne spotkanie”.

Jednakże tamten wieczór w Paryżu jest już historią. Kataloński zespół od tego czasu zdołał dwukrotnie wygrać najważniejsze klubowe rozgrywki w Europie i przeżywa złoty okres w historii klubu, podczas gdy sytuacja w Arsenalu była całkiem odmienna i wielkie oczekiwania kończyły się często całkowitym niepowodzeniem. „Przychodzę do Barcelony by wygrywać”, mówi Song. „To zespół, który wciąż jest głodny mimo tego, że wygrał już wszystko. To dlatego zdecydowałem się na zmianę. Zawsze chcę zwyciężać, a ten klub jest na innym poziomie”.

Makalele inspiracją

Wywalczenie pozycji w drużynie nie będzie łatwe, bo jako rywali w środku pola ma takich zawodników jak Javier Mascherano czy Sergio Busquets. Ale podobnie jak Argentyńczyk Song wie, że będzie musiał nauczyć się wielu nowych rzeczy i w miarę potrzeb zaadaptować do gry na nowej pozycji. „Będę pracował ciężko, by grać jak najwięcej”, a jako wzór wskazuje Busquetsa: „Jego gra podobała mi się już wcześniej. Grałem przeciwko Barcelonie dwukrotnie, od razu zwróciłem na niego uwagę i bardzo lubię jego styl. Nie ma wątpliwości, że Barça ma jednego z najlepszych zawodników na pozycji, na której również ja występuję”.

Co wydaje się oczywiste, to nie wychowanek Barcelony był wzorem dla kameruńskiego zawodnika, a Francuz Claude Makalele, były zawodnik Realu Madryt i Chelsea Londyn. „To na nim się wzorowałem, już od małego. Grał na mojej pozycji i byłem jednym z najlepszych. Około trzy lata temu miałem okazję z nim porozmawiać [przy okazji Emirates Cup – przyp. red] i otrzymałem od niego kilka wskazówek, z których bardzo się cieszyłem. Już jako dziecko chciałem być taki jak on i spotkanie z nim było dla mnie wspaniałym doświadczeniem. Powiedział mi, żeby się mocniej koncentrować. Bez presji. Wytłumaczył również jak lepiej poruszać się na boisku, by wykorzystywać siły na odzyskiwanie piłki a nie bezmyślne bieganie i od tego czasu staram się to wcielać w życie w każdym meczu”. Również od tego czasu, kiedy jest w Paryżu, Song stara spotykać się z Makalele, który zakończył karierę w 2011 roku.

Inną osobą, która go inspirowała jest jego wujek Rigobert Song.  „Oczywiście, że chciałem go naśladować. Grał na tak wysokim poziomie i był dla mnie niczym osobisty doradca. Wciąż utrzymujemy kontakt i niedługo ma mnie odwiedzić w Barcelonie. Teraz wiem, że miałem takie samo szczęście jak on”.

Pomimo piłkarskich koneksji rodzinnych Song nie grał w piłkę do dwunastego roku życia. Cztery lata wcześniej opuścił Kamerun ze swoją rodziną (jego ojciec zmarł, gdy Song miał trzy lata) i przeniósł się do Paryża. Dopiero tam jeden z kolegów powiedział mu, że trenuje w małym klubie i zaprosił go na próbę. Song zaakceptował zaproszenie i nie potrzebował dużo czasu by się wyróżnić i trafić do szkółki Bastii. Szybki rozwój sprawił, że  od 2001 do 2004 roku wypracował sobie drogę do pierwszego zespołu prowadzonego przez François Ciccoliniego, który dostrzegł jego potencjał po przybyciu do klubu. W swoim jedynym sezonie w Ligue 1, w wieku szesnastu lat, zagrał 32 spotkania i to wystarczyło, by zwrócić uwagę największych klubów angielskiej Premiership. Najwięcej ruchów poczynił Arsenal Londyn, z którego w tym samym roku odszedł po dziewięciu latach Partick Vieira i to jego miejsce miał w przyszłości zająć młody Kameruńczyk. W Bastii Song grał głównie na środku obrony, ale kilka razy zdarzało mu się występować nawet na lewej stronie defensywy, jednak w Arsenalu Wenger ustawiał go jako środkowego pomocnika. „Często zdarzało mi się grać też w obronie,ale to było raczej środek zastępczy w momencie, gdy ktoś  był kontuzjowany lub zawieszony za kartki”, wspomina.

Tito Vilanova zdążył już zademonstrować, że zamierza przydzielić mu nieco inną rolę niż Seydou Keita. Malijczyk głównie w środku pola by zbalansować ofensywę napakowaną takimi zawodnikami jak Xavi, Iniesta, cesc czy Thiago z defensywą. Keita często grał jako defensywny pomocnik, ale nigdy jako środkowy obrońca. Songa nie można porównać również z Touré Yaya, mimo iż reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej miał podobne zadania, które czekają Kameruńczyka. „Jesteśmy innymi zawodnikami”, podkreśla piłkarz zdając sobie sprawę, że Touré jest bardziej usposobiony ofensywnie, ale nowy nabytek Barçy również potrafi pokazać się z dobrej strony w tym aspekcie gry. Jeśli już porównać go do kogoś, to posiada on taktyczne umiejętności Busquetsa i siłę fizyczną Mascherano.

„Wszystko zawdzięczam Wengerowi”

Opuszczenie Arsenalu i Wengera było dla Songa trudną decyzją. „To dzięki niemu jestem tym, kim jestem”, mówi o francuskim szkoleniowcu. „Kiedy przybyłem do Anglii był dla mnie ogromnie pomocny. Byłem bardzo młody i miałem siedemnaście lat, a nie 25 jak teraz, zostawiłem rodzinę i było mi ciężko, ale traktował mnie jak syna”. Wdzięczność Songa odnosi się głównie do pierwszych tygodni pobytu w stolicy Anglii, lata 2005 roku. Kameruńczykowi było niezwykle ciężko zaadaptować się w nowym miejscu, gdzie początkowo przyszedł na wypożyczenie. Jadł tylko chleb z masłem, nie znał nikogo i praktycznie nie ruszał się z domu. Bardzo tęsknił za domem i chciał za wszelką cenę wrócić do Paryża, do rodziny. Tylko dzięki Wengerowi tak się nie stało i wyrósł na gwiazdę zespołu, w którym spędził siedem lat. „Mam wspaniałe relacje z Wengerem. Chciałbym mu podziękować, że we mnie wierzył. Chcę dać mu wszystko, co otrzymałem od niego. Jestem pewien, że jest szczęśliwy z tego gdzie się znalazłem i jakim piłkarzem jestem”.

W Barcelonie było mu już dużo łatwiej. W wieku osiemnastu lat poślubił swoją aktualną żonę Olivię i obecnie jest dumnym ojcem dwóch synów, Nolana i Kayliana, zagorzałych fanów Leo Messiego. „Nie jestem w tym samym wieku, co w momencie przybycia do Arsenalu i było tu już dużo łatwiej. Jedzenie jest dobre, podoba mi się miasto i mamy wspaniały zespół. Wszystko jest idealne. Bardzo łatwo jest mi zaadaptować się tutaj”, komplementuje Song.

Nieocenioną pomocą był dla niego Cesc Fàbregas, który wrócił do Barcelony w zeszłym roku. „Znałem go przez dłuższy czas w Arsenalu i kilka pierwszych nocy spałem w jego domu. To dobry przyjaciel. Stara się mi pomagać na treningach, w każdym spotkaniu, zarówno na boisku i jak poza nim”. Song przyznaje, że skontaktował się z Ceskiem zaraz po tym, jak uzgodnił warunki transferu do FC Barcelony. „Zadzwoniłem po radę, bo dobrze zna klub i miasto. Urodził się tutaj i zaoferował pomoc. Wytłumaczył co trzeba, a czego nie wolno robić i zawsze się do tego stosuję”. Pomimo bariery językowej Kameruńczyk zdołał już zaprzyjaźnić się bardziej z Messim i Pinto. „Jeżeli Barcelona to najlepszy klub świata, to także dlatego, że ma tutaj wspaniałą grupę ludzi. To naprawdę wspaniałe osoby”, co jest szczególnie ważne dla osoby, która szczególną uwagę w życiu przykłada do rodziny. Urodzony w Duali piłkarz ma dziesięciu braci i siedemnaście sióstr, więc przywykł do tego, że każdy pomaga sobie nawzajem. Dla przykładu, podczas prezentacji towarzyszyła mu duża grupa członków stowarzyszenia kulturalnego  Adna-Bassa, którzy są z tej samej grupy etnicznej co Song.

Zadowolony z odmienności

Według Andoniego Zubizarrety, Alex Song był najlepszą możliwą opcją dla zespołu z listy zawodników, którzy mogli grać zarówno w środku pola, jak i obrony, nawet mimo tego, iż sam zawodnik uważa się za oryginalnego na swój sposób. „Lubię być inny niż wszyscy”, mówi człowiek z bardzo oryginalną fryzurą i stylem ubierania się. Decyzja o takiej fryzurze nie zapadła przypadkowo. W 2010 roku podczas Mistrzostw Świata w RPA jego syn pomylił swojego tatę z innym członkiem reprezentacji Kamerunu. Jak tylko turniej się zakończył Song poszedł prosto do fryzjera, by taka sytuacja nigdy więcej się nie powtórzyła. „Nie wiem kiedy znowu zmienię fryzurę”, zapewnia. „Ale mogę was zapewnić, że na pewno to się stanie”. 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (17)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze