W 10. kolejce hiszpańskiej Ligi BBVA na Camp Nou zmierzą się FC Barcelona i Celta Vigo. Spotkanie wicemistrza kraju i obecnego lidera La Liga z beniaminkiem, który powrócił do najwyższej klasy rozgrywkowej po pięcioletniej tułaczce na zapleczu Primera Division odbędzie się w sobotę o godzinie 18.00. Mimo wyraźnej różnicy klas obu drużyn w kontekście tego spotkania pojawia się wiele smaczków, dla których warto obejrzeć ten mecz.
Sześć lat. Po niemal sześciu latach Celta Vigo ponownie zjawi się na Camp Nou, aby zmierzyć się z liderem tabeli - FC Barceloną. Klub z Galicji to beniaminek, który w obecnych rozgrywkach na boiskach rywali nie zdobył nawet punktu. W historii starć z Barçą na jej stadionie, Los Celestes wygrali tylko raz. Ponadto owe zwycięstwo pokryte zostało patyną przeszłości, gdyż miało miejsce siedemdziesiąt jeden lat temu. Nic nie wskazuje na to, aby dziś Celta miała w cudowny sposób przerwać swą barcelońską gehennę. Jednak w bramce gości stanie człowiek, który zakpił z katalońskiego Modus Operandi - Javi Varas. Natomiast czas na moment nostalgii będą mieli Tito Vilanova, José Manuel Pinto i Thiago Alcântara.
José Manuel Pinto spędził w Vigo całą dekadę, gdzie przeżywał najlepsze chwile swojej piłkarskiej kariery. Thiago Alcântara w Mieście Oliwnym przeżył dużą część dzieciństwa i stawiał pierwsze piłkarskie kroki. Tito Vilanova w tym galicyjskim miasteczku debiutował na boiskach Primera Division, przy czym mierzył się z Barceloną i przyjacielem Guardiolą. Nie ulega więc wątpliwości, że poczciwe Vigo jest bliskie sercu wielu członków obecnej Barçy, jednak dzisiaj wszelaka nostalgia nie może zagościć na boisku. Wbrew temu, co zapisała historia, to nie będzie łatwe spotkanie. Vilanova wciąż zmaga się z problemami w defensywie - nieustannie niezdolni do gry są Piqué i Puyol, jednak do składu wraca Mascherano. A Celta mimo wyjazdowych niepowodzeń potrafiła ograć Sevillę (2:0) czy stawić czoło Valencii (1:2).
Camp Nou niegościnne dla Los Celestes
Celta Vigo w historii starć z FC Barceloną na Camp Nou wygrała tylko raz. Siedemdziesiąt jeden lat temu, dokładnie 12 października 1941 roku. Galijczycy pokonali wówczas Dumę Katalonii 2:0. I na tym koniec. W czterdziestu sześciu oficjalnych spotkaniach pomiędzy Barçą a Celtą w stolicy Katalonii, gospodarze wygrali trzydzieści pięć razy, remis padł dziesięciokrotnie, natomiast goście - jak wspominałem - wygrali tylko raz. Ostatnia potyczka między jutrzejszymi rywali w Primera Division miała miejsce 21 stycznia 2007 roku, kiedy Barcelona wygrała 3:1. Jednak powiedzieć, że piłkarze z Vigo byli regularnie ogrywani na Camp Nou, to kłamstwo. Doskonałym na to przykładem jest okres między 1998 a 2001 rokiem, kiedy Celta pozostawała nieprzerwanie niepokonana - w stolicy Katalonii padło pięć kolejnych remisów.
Koszmar powraca
Niewiele jest szczytów, których nie zdołała osiągnąć Barcelona Guardioli. Niewiele jest bloków defensywnych, które nie złamały się pod naporem barcelońskiego walca. Niewielu jest bramkarzy, którzy wytrzymali gradobicie spadające ze stóp i głów katalońskich maluchów. Jest tylko jeden bramkarz, który w pojedynkę zatrzymał Barçę na Camp Nou. W pojedynkę, gdyż perforowana zewsząd defensywa na niewiele mu się zdała. Tym bramkarzem jest Javi Varas.
"Media twierdzą, że to była moja najlepsza noc, ale rozgrywałem już lepsze mecze" - mówi nonszalancko obecny bramkarz Celty. Wówczas w barwach Sevilli zatrzymał siedem strzałów w światło bramki - w tym sytuacje sam na sam, rzut karny Leo Messiego -, przy dwudziestu jeden wszystkich, które oddali piłkarze Pepa Guardioli. Od tamtej pory żaden bramkarz nie wyjechał z Camp Nou z czystym kontem. Dziś koszmar powraca. Czy w barwach Celty Vigo andaluzyjski portero ponownie wcieli się w rolę mitologicznych Ajgajona, Kottosa i Gygesa - sturękich synów Gai i Uranosa? Czy raczej świeżo upieczony tata, najlepszy piłkarz świata, Leo Messi przełamie klątwę Varasa w dedykacji dla synka Thiago? Początek spotkania o 18.00.
Komentarze (204)