Gerard Piqué udzielił wywiadu dla Mundo Deportivo. Mówił nie tylko o bieżących sprawach drużyny, ale także komentował tematy ogólne. Swoimi bezpośrednimi i jasnymi wypowiedziami udowodnił, że jest prawdziwym posiadaczem DNA Barçy.
Jak upłynął panu długi proces rehabilitacji?
Gdy masz kontuzję, jest to najtrudniejszy czas dla każdego piłkarza. Chcesz grać, pomagać, czuć się ważnym, ale nie możesz. Oglądasz mecze z trybun, albo w telewizji, ale cierpisz razem z drużyną. Wtedy jest najgorzej. Następnego dnia wstajesz i nadal odczuwasz ból w nodze. Jest to duże obciążenie psychiczne, które w końcu mam za sobą. Teraz trzeba zapomnieć i skupić się na tym co jest.
Nie lubi pan zbytnio mówić o kontuzji…
Nie, bo to dość ciężki czas. Tylko ja wiem, co przeżyłem. Ludzie z zewnątrz pytają: „Już wyzdrowiał, czy jeszcze nie?”, „Co mu jest?”. A to ja byłem tym, który każdego ranka wstawał, stawiał stopę na ziemi i odczuwał ból. Przeszkadzało mi to. Inne rzeczy mniej, ale noga to podstawowa część ciała w futbolu.
Ale przecież to zainteresowanie kibiców pana kontuzją wynika z wiary i troski o pana…
Nie tylko. Jest mnóstwo ludzi, którzy czekają aż wrócisz i wielu, którzy liczą na to, że nie. Kiedy grasz w Barcelonie możesz spodziewać się wszystkiego. Jest to wielki klub, na którym ciąży ogromna presja. Musisz wygrywać co tydzień.
Dlaczego drużyna traci więcej goli w tym roku niż w poprzednim? Czy może nie odnosi pan takiego wrażenia?
To nie jest kwestia wrażenia, tylko statystyk. Drużyna zna wyniki, wiemy, że tracimy więcej bramek i trzeba to analizować. Do poprawienia są niektóre sytuacje, w których tracimy gole, ale są też takie jak ta Busquetsa, który niechcący zagrywa piłkę ręką, ale ostatecznie jest rzut karny, a później gol. Myślę, że trzeba poprawić całą grę w defensywie, ale uważam również, że sami dużo więcej strzelamy. Jesteśmy bardziej ofensywni. Na tym świecie nie można mieć wszystkiego. Im więcej goli chcesz zdobywać, tym bardziej musisz ryzykować na boisku. A to ryzyko wiąże się z traceniem bramek.
Był pan czasami częścią planu B, kończąc spotkania jako napastnik i strzelając gola. Co pan sądzi na ten temat?
Myślę, że nie ma czegoś takiego jak plan B. My mamy zawsze plan A, który tworzą wielcy piłkarze. Stwarza nam to możliwości rozgrywania wielu wariantów. Ja jako napastnik jestem właśnie jednym z nich, trochę desperackim, ale wciąż tylko opcją planu A. Filozofia Barçy to 22 albo 23 zawodników, którzy mierzą się z sezonem. Ja nie nazwałbym tego planem A, B czy C, tylko oryginalnym stylem, który posiada wiele wariantów.
Powiedział pan, że brak odzewu po stronie Barçy spowoduje, że Mourinho nie będzie jej atakował i poszuka u siebie tematów do polemiki. I prawda jest taka, że trafił pan w samo sedno, bo ostatnio uwziął się na canterę. Aż tak dobrze go znasz?
Takie odniosłem wrażenie. Nie znam go osobiście, ale po sposobie w jaki się zachowuje i jego stylu bycia, można było przypuszczać, że tak się stanie. I mówię teraz tylko jako piłkarz Barçy, o odczuciach jakie tutaj mamy. Tito na konferencjach wypowiada się zupełnie normalnie. Wyraża swoje opinie, ale bez żadnych złośliwości. Ma czyste intencje i nie szuka żadnych podtekstów, czy ukrytych przekazów. Myślę, że Mou zrozumiał, że w Barcelonie nie znajdzie odpowiedzi, dlatego szuka jej u swoich. Ciągnęło się to wszystko miesiącami, ale w końcu dobiegło końca. My musimy koncentrować się na sobie.
Zdaje się, że Pepe upiekło się w ostatni weekend. Jak pan do tego podchodzi jako profesjonalista?
Nie wiem, co się stało i nie chcę się w to mieszać. Ale uważam, że już wiele razy się to zdarzało i ludzie wiedzą jaki każdy jest. Ostatecznie, kiedy już tak długo grasz w piłkę, może c,i się przytrafić to raz, czy dwa, ale nie tyle razy. Jeśli chodzi o wydarzenie z meczu z Levante, nie wiem o tym zupełnie nic więc w tym przypadku nie mogę się wypowiadać. Wiem tylko, że zawsze ci sami ludzie są uwikłani w niektóre sprawy i myślę, że powinno się podjąć środki. Nie wiem jakie, bo nie jestem w komisji i nie zajmuję się podejmowaniem takich decyzji, ale gdy zdarza się to tyle razy, coś trzeba by z tym zrobić.
Jeśli mógłby pan głosować w plebiscycie o nagrodę Złotej Piłki, na kogo oddałby pan swój głos?
Jestem bezwarunkowym fanem Leo. Skradł moje serce, gdy tylko go poznałem, gdy był jeszcze czternastolatkiem i od tamtej pory nie widziałem nikogo lepszego. W tym momencie trudno byłoby mi oddać głos na kogoś innego niż Leo.
Pan również jest nominowany. Razem z Sergio Ramosem, jako jedyni obrońcy. To chyba cieszy?
Cieszy, bo ciężko jest zostać nominowanym, będąc obrońcą. Nagrody otrzymują ci, którzy są pod największą presją, czyli napastnicy, albo pomocnicy. To dla mnie bardzo pozytywne zwłaszcza, że nie był to mój najlepszy rok. Ale ludzie doceniają twoją pracę i trzeba mieć to na uwadze.
Zagłosowałby pan na siebie gdyby mógł?
Nie, nie zrobiłbym tego. Nie uważam, że byłem najlepszy.
Osiem punktów to przepaść w tej dwubiegunowej lidze?
Różnica jest znacząca, ale jeszcze o niczym nie świadczy. Ja zawszę podaję przykład z pierwszego sezonu pod wodzą Guardioli. Mieliśmy 12 punktów przewagi, myśleliśmy, że wszystko już załatwione, a potem cierpieliśmy i musieliśmy wygrać na Bernabéu, bo jeśli nie, zbliżyliby się do nas na punkt. A teraz Madryt jest lepszy niż wtedy. Są bardzo niebezpieczni. Fakt, my możemy pozwolić sobie na więcej spokoju, ale nie możemy ulec rozprężeniu. Trzeba utrzymać dotychczasowy rytm. Zdobyliśmy 31 punktów na 33 możliwe i wyrównaliśmy historyczny rekord ligi. Dlaczego nie pójść dalej i nie ustanowić naszego własnego rekordu?
Kibice tęsknią za parą Piqué-Puyol. Piqué też tęskni za Puyolem?
Tak, czasami sobie mówimy, że za sobą tęsknimy i zadajemy sobie pytanie, jaki będzie nasz ostatni wspólny mecz. Jestem pewien, że zagramy jeszcze razem. Puyol będzie gotowy na Saragossę, a jeśli nie, to na Ligę Mistrzów. Jest bardzo ważną osobą w szatni. Jest wielkim kapitanem i zawsze nim dla mnie był.
Madryt otrzymał 5 karnych na swoją korzyść i 0 przeciw. Barça 1 na korzyść i 2 przeciw. Przypadek, czy tendencja?
Powiedzmy, że przypadek, sam nie wiem. Te statystyki są do analizowania i oceniania przez prasę. My jesteśmy na boisku, próbujemy wygrać i chcemy, żeby decyzję sędziów nie wpływały na wynik meczu. Dlatego zawsze usiłujemy zdobyć dużą przewagę, wygrywając 2 albo 3 do zera, podążać dalej drogą zwycięstw i czuć się dużo silniejsi od swoich rywali. Teraz Barça zawsze musi wygrywać w ten sposób.
Docierają do szatni wiadomości o samobójstwach spowodowanych eksmisjami i pozbawianiem ludzi domów?
Nie wiem czy docierają do wszystkich w szatni, ale ja jestem uważnym użytkownikiem Twittera, gdzie śledzę różnych dziennikarzy i media. Wszyscy wiemy jaka jest sytuacja w Hiszpanii ostatnimi czasy. Nasza praca polega na tym, że uczynić życie tych ludzi choć trochę szczęśliwszym.
Rozmawiacie o sytuacji politycznej w Katalonii? O niepodległości?
Nie rozmawiamy o tym dużo, ale dociera do nas wszystkich. Zwłaszcza kiedy jesteśmy na boisku i w 17. minucie słyszymy, że wszyscy zaczynają śpiewać.* Myślę, że stopniowo dotrze to do wszystkich ludzi na świecie. Mamy demokrację, czasy, w których każdy ma prawo do wyrażania tego co czuje, do opinii. Wybory 25 listopada będą dobrą okazją do potwierdzenia tego.
Jak Shakira znosi ciążę?
Bardzo dobrze, zostały już tylko 2-3 miesiące. Wszystko w swoim czasie, spokojnie. Póki co, ostatnio dobiegła nas wiadomość o narodzinach Thiago. Wydaje się, że tu w Barçy jesteśmy bardzo prężni i produktywni, co mnie cieszy.
Zmieniał Pan już jakąs pieluchę w ramach ćwiczeń?
Nie, jeszcze nie. Ta chwila nadejdzie.
* dokładnie w 17. minucie i 14. sekundzie meczu, które symbolizują ważna datę w historii Katalonii. To właśnie w 1714 roku miało miejsce oblężenie Barcelony przez wojska Burbonów, wskutek czego Katalończycy utracili szerokie swobody autonomiczne i zaczął się długi okres opresji. We wspomnianej momencie spotkania wszyscy kibicie zgromadzeni na Camp Nou skandują słowo „independencia”, co po katalońsku znaczy „niepodległość” (przyp. tłum.)
Komentarze (25)