Defensywny problem bez imion i nazwisk

Jan Kidawa

18 listopada 2012, 17:10

Mundo Deportivo

47 komentarzy

Fakt, że Barça straciła gola po stałym fragmencie gry w meczu, w którym na boisko powrócił tandem Piqué-Puyol, może posłużyć jako dowód, że problem w defensywie nie ma imion i nazwisk. Jest to kłopot całej drużyny, nad którym trzeba pracować.

Przeciwko Saragossie siła obronna wzrosła nie tylko w centymetrach oraz możliwości wyskoku dwóch środkowych defensorów. Na korzyść działała również postura Kameruńczyka Alexa Songa, którą były gracz Arsenalu niewątpliwie przewyższa szczupłego Busquetsa.

Tito świadomie umieścił tych trzech zawodników w jednej linii, ponieważ, jak powiedział na konferencji prasowej, Manolo Jimenez potrafi wyciągać świetne wnioski z błędów przy rzutach rożnych i wolnych na wysokości pola karnego, a następnie bezlitośnie je wykorzystywać. Ma świetnego dośrodkowującego, jakim jest były gracz Barçy, Víctor Rodríguez oraz wielu zawodników linii ataku, którzy potrafią wykończyć jego dogrania. Posiada również silnych napastników takich jak Aranda oraz stanowiący podstawę linii ataku, wchodzący wczoraj z ławki rezerwowych, Postiga.

Wszyscy zostali ostrzeżeni, ale gdy nachodziła chwila prawdy w postaci rzutu rożnego bądź wolnego przy polu karnym, zawsze było niebezpiecznie. Prawie za każdym razem piłkę pierwszy dotykał piłkarz Saragossy, przedłużając ją w głąb pola karnego i tworząc niebezpieczną dla gospodarzy sytuację.

Tak padł gol Montanesa, który dopadł do źle wybitej piłki przez Montoyę, w jednej z tych akcji, kiedy futbolówka nie chciała opuścić pola karnego Blaugrany. Puyol rzucił się z całym impetem żeby zapobiec bramce, ale jedynie ją musnął, co jeszcze bardziej zmyliło źle ustawionego Valdésa.

Szepty na Camp Nou

Pomimo, że nie stało się nic wielkiego, Barcelona zwyciężyła przecież 3:1, to oczywistym pozostaje, że były akcje, które nie pojawiają się w powtórkach telewizyjnych, gdyż Saragossa ostatecznie nie zdobyła gola, ale które na Camp Nou wywołują coś więcej niż szept niezadowolenia.

Być może jest to związane z ustawianiem się obrony przy rzutach rożnych, z Xavim i Albą przy słupkach, a „wielkoludami" w środku. Wydaje się logicznym, że ze względu na wzrost, drugi kapitan zespołu zostaje uprzedzany, a w konsekwencji piłka przedłużana jest w głąb pola karnego. Stawianie Alby po przeciwległym słupku też wiąże się z ryzykiem, co mogliśmy zaobserwować w meczu z Celtikiem w Glasgow.

Jedyny pozytyw akcji bramkowej Saragossy jest taki, że Adriano i Mascherano, najczęściej uznawani za pośrednich winnych przy bramkach traconych ze stałych fragmentów, mogą spać spokojnie. Nie ma winowajców indywidualnie odpowiedzialnych za tracone bramki, pretensje trzeba kierować do całej obrony.

Najbardziej poszkodowany bramką straconą przeciwko Saragossie był Víctor Valdés, który nie mógł świętować narodzin swojego drugiego syna Kaia z czystym kontem. Tracą bramki, ale wygrywają. Póki tak jest...

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (47)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze