Przepis dla młodych filozofów - menedżerów: wycofaj się na Manhattan, zatop wzrok pomiędzy drzewami Central Parku i czekaj aż oferty przyjdą same. Rzadko się zdarza, że bierność jest w stanie zwiększyć reputację, tak jak ma to miejsce w przypadku urlopu, którym cieszy się aktualnie Pep Guardiola. Odsunął się on od futbolowego szaleństwa i sprawił, że stał się o wiele bardziej cenny na rynku pracy w Premier League.
Tajemniczość, jaką zbudował wokół siebie były szkoleniowiec Barcelony, zaczyna procentować. Guardiola nadał decydujący wymiar taktyczny blaskowi Lionela Messiego, Andrésa Iniesty i Xaviego Hernándeza wynosząc ich na jeszcze wyższy poziom. Ale zmęczenie i polityka skierowały go ku poszukiwaniom innego stylu życia.
Ta manifestacja trzeźwego myślenia lub obnażenie delikatności - każdy może wybrać własną interpretację - jedynie zwiększyły ilość dostępnych dla Guardioli możliwości. Jego twarz świetnie pasuje do ramki przeznaczonej dla trenera Chelsea, Arsenalu, Manchesteru City albo United, w dłuższej lub krótszej perspektywie czasowej. Najbardziej „ekscytująca" liga na świecie będzie, w ciągu najbliższych dwóch lat, kształtowana przez grupę trenerów o najwyższych umiejętnościach. To czysty zbieg okoliczności, że Mourinho powinien wraz z Realem Madryt wylądować na angielskiej ziemi, w dniu ostatniego meczu Roberto Di Matteo jako trenera Chelsea. Były prezydent Realu, Ramón Calderón, przewidywał, że Mourinho opuści Bernabéu na koniec sezonu, a Chelsea będzie tak zdesperowana by wywabić Guardiolę z lodowiska i zoo w Central Parku, że zdecyduje się na drastyczne zmiany.
Wiedzą na temat Premier League, którą posiadają wszyscy, jest fakt, że Sir Alex Ferguson i Arsène Wenger władają Manchesterem United i Arsenalem, podczas gdy Chelsea funkcjonuje na swój sposób, zatrudniając średnio jednego menedżera na rok. Tymczasem Roberto Mancini oscyluje pomiędzy zdobywaniem trofeów, poprzez sprzeczki z zawodnikami, aż do rozczarowania w fazie grupowej Ligi Mistrzów.
Odłóżmy na bok kwestie finansowe, wyzwaniem jest dobranie menedżera pasującego w kwestii kultury. I to będzie gra Pepa Guardioli, młodego mędrca, który już pokazał, że można chcieć od życia czegoś więcej niż ławki trenerskiej i pieniędzy. Wciąż żywe pozostaje wspomnienie Pepa wraz z rodziną oglądającego finał Ryder Cup w Chicago. Jego oczy płonęły podekscytowaniem; całym sobą wspierał, pozornie skazaną na porażkę ekipę Europy, w dogonieniu i pobiciu wynoszącego dziesięć do sześciu prowadzenia Amerykanów. Plotki w środowisku sugerują, że Guardiola zbyt lubi swoje aktualne życie w Nowym Jorku, by porzucić je pół roku wcześniej niż to sobie zamierzył, z powodu polityki Chelsea.
Przywrócenie światu talentu Fernando Torresa i umiejętności Johna Terry'ego mogłoby być zbyt ciężkie bez stylistycznej rewolucji w samym sercu strategii Chelsea. Ostry reżim Rafy Beníteza, mógłby, na przykład, sprowadzić zwycięzców Ligi Mistrzów na właściwy tor i spowodować, że uwolnią wreszcie potencjał tej drużyny dzięki Oscarowi, Juanowi Macie i Edenowi Hazardowi.
Prócz tego, że londyńska rezydencja mogłaby dorównywać jego gniazdku na Manhattanie, nie przychodzi na myśl żadna płaszczyzna w Chelsea, na której Guardiola mógłby dalej rozwijać swój znakomity styl pracy z Katalonii, mający swoje korzenie w barcelońskiej fabryce talentów i jego własnej, gruntownej wiedzy na temat klubu. Stamford Bridge nie oferuje takich atrakcji - jedynie impuls w postaci możliwości pracy z nowo zakupionymi graczami, podczas gdy milczący i mściwy właściciel spogląda z wysokości trybun.
Dla Chelsea to dopasowanie jest perfekcyjne. Oferuje artyzm gry, filozofię, charyzmatyczne zarządzanie i silną wiarę w młodzież: wartości, które są już synonimem United. Tam natomiast, znane są pewne wątpliwości zarządu względem braku zainteresowania wychowaniem młodzieży ze strony Mourinho.
Po drugiej stronie Manchesteru, Mancini co tydzień ma do czynienia z teorią, według której pewnego dnia będzie musiał zwyciężyć w Lidze Mistrzów, by utrzymać się na swoim stanowisku w City. Mesjanistyczna wizja szejka Mansoura zakłada rozszerzenie projektu zarzucenia sieci na najlepszych młodych zawodników z całego świata, z pomocą pewnych starych przyjaciół Guardioli z Barcelony. W ostatnim miesiącu, guru piłkarskiej akademii z Camp Nou - Txiki Begiristain, zastąpił Briana Marwooda na stanowisku dyrektora sportowego, pod okiem nowego dyrektora generalnego, Ferrana Soriano, jego byłego towarzysza z Barcelony. Katalonizację City można odczytać w bardzo prosty sposób - jak przygotowanie sceny dla Pepa Guardioli, by mógł dołączyć do swoich starych przyjaciół, gdy era Manciniego dobiegnie końca. Obecność Soriano i Begiristaina mogłaby też stać się przeszkodą na drodze Mourinho, który wśród culés uchodzi za "antychrysta", pomimo że pracował w Barcelonie za rządów Bobby'ego Robsona i Luisa van Gaala.
Oczekiwania względem trofeów, stabilność i tradycja, zarówno w przypadku Mourinho, jak i Guardioli, mogą uczynić United numerem jeden na ich prywatnej liście życzeń zawierającej kluby z Premier League, które chcieliby objąć. Za to City wydaje się najbardziej atrakcyjne pod względem możliwości siły nabywczej i perspektyw cantery.
Możliwości Chelsea na rynku transferowym, wydają się być bardziej determinowane przez Abramowicza niż jego menedżerów. By zwabić Guardiolę i odciągnąć go od jego własnych kontemplacji, oligarcha musiałby bardziej wtopić się w tło: co samo w sobie jest zaprzeczeniem jego natury.
Kiedy ostatnio Abramowicz przewrócił kostki domina, spowodowało to najpierw zatrudnienie Andre Villasa-Boasa w Premier League, a następnie wyprowadzenie Roberto Di Matteo z cienia zaplecza technicznego ku spektakularnym sukcesom. Jednak ostatnia utrata cierpliwości może mieć znacznie poważniejsze konsekwencje. Przywraca wszystkie najlepsze kluby Anglii do gry, zmusza każdy z nich do wybiegania myślami naprzód poza czasy aktualnego trenera, choćby ze względu na zwykłą biznesową logikę.
Arsenal jest klubem, o którym Guardiola wyrażał się najcieplej. W Kanonierach Arsène'a Wengera dostrzega on pokrewnego ducha. Ale może nie być zadowolony z polityki ekonomicznej klubu. Niczym jeden bohaterów Władców Wszechświata Toma Wolfa, musi wybrać się na długi spacer z Wall Street i przemyśleć, jaki ruch na rynku powinien wykonać. Albo może po prostu pojechać do Włoch, pozostawiając Abramowicza i Anglików ich własnej próżności.
Komentarze (26)