Drużyna Tito Vilanovy bije kolejne rekordy i jest liderem ligi hiszpańskiej (zwyciężyła również swoją grupę w Lidze Mistrzów). Są jednak rzeczy, które obecny szkoleniowiec Barcelony musi mieć na uwadze.
Niektórzy dziennikarze, którzy zdecydowanie powinni znać się na piłce o niebo lepiej, już teraz dokonują porównań między tą drużyną, a epoką Pepa Guardioli, twierdząc, że przejście pomiędzy dwoma trenerami już się dokonało i było „bułką z masłem". Benfica, środowy rywal Barçy w Lidze Mistrzów, nie mógł być lepszym treningiem dla umiejętności, jakości i mocy z jaką podopieczni Tito Vilanovy zdemolowali zespół Bilbao w ostatni weekend.
Vilanova to nie tylko trener Barcelony z najlepszym startem w lidze w historii - żaden klub w Hiszpanii nie zaczął lepiej niż jego. Trzynaście zwycięstw, jeden remis - to oficjalne. Jego pokazali, jak potrafią być bezwzględni, prowadząc grę w zawrotnym tempie - wszystko to, czego brakowało w poprzednim sezonie - presja na rywalu do momentu odebrania piłki. To oczywiste, że tylko o tym myśleli.
Ale Tito Vilanova szybko dokonał konkretnego i spokojnego podsumowania tego spotkania: „Mówienie o naszych statystykach i rekordach jest miłe, ale osiągnęliśmy to na krótkiej przestrzeni czasowej. Cztery lata z Guardiolą są niepowtarzalne ze względu na to, co ociągnęliśmy. Jestem dumny, że byłem tego częścią i jestem przekonany, że bez względu na to, co osiągniemy w dłuższej perspektywie, ciężko będzie konkurować z tamtymi czterema latami".
To dobre, że zachowuje zdrowy rozsądek. Dotychczasowe rekordy musimy zestawić z jednym pucharem wygranym i jednym przegranym. Era Guardioli była bezwzględna, bezlitosna. Dla całego spektaklu tworzonego przez tamtą drużynę, najważniejsze były trofea, etyka pracy była bezlitosna, a ambicja nigdy niezaspokojona. Ostatnie kopnięcie piłki w czasach Guardioli nieprzypadkowo miało miejsce w finale Copa del Rey z Bilbao.
Interesujące jest porównanie obecnej drużyny z tą Pepa Guardioli, badając wszystkie części składowe.
Kiedy rozmawiasz z przeciwnikami Barcelony z lat 2008, 2009, a zwłaszcza 2010, zdajesz sobie sprawę, jak FC Barcelona była nieprawdopodobnie szybka z piłką przy nodze, jak ciężko zatrzymać Messiego, ile goli tamta drużyna strzelała, ale przede wszystkim odpowiadają, że niemożliwe było utrzymanie piłki z dala od Katalończyków.
Pressing to słowo, które wróciło do mody na początku lat 90., kiedy Milan, a przede wszystkim Juventus Marcello Lippiego, wywierał ogromną presję na obronie przeciwnika, przez co utrzymanie piłki przez tę formację było niemożliwe. Juve grało wówczas „tridente" z przodu, zaczynając od Vialliego, Ravanelliego, Del Piero, Padovano, kończąc na Lombardo.
Obrońcy czuli się, jak owce uciekające przed wilkiem. W pierwszych latach za Guardioli te wilki były niezwykle drapieżne. To wraca teraz, pod wodzą Tito. Bardzo ciekawe jak FC Barcelona sobie poradzi w trudnych spotkaniach, poczynając od teraz, kończąc na świętach.
Sekwencja niezwykle wymagających spotkań zaczynając od ostatniego z Bilbao u siebie, dalej: z Betisem na wyjeździe, z Atlético Madryt na Camp Nou, kończąc na wyjeździe do Valladolid, to najtrudniejszy okres dla Barcelony od pamiętnej zimy z 2008 roku. Wówczas w swego rodzaju „mini-lidze" Barcelona zmierzyła się kolejno z: Sevillą (wyjazd), Valencią (dom), Realem Madryt (dom) i Villarrealem (wyjazd). Wszystkie cztery drużyny miały identyczną sekwencję spotkań między sobą. Guardiola wygrał tę „mini-ligę" kolejno 3:0, 4:0, 2:0 i 2:1, pokazując swoją nieprawdopodobną moc, jakość i agresję.
Spotkania z Betisem w Sewilli (drużyna Pepe Mela ograła ostatnio Real) i z Atlético na Camp Nou będą szczególnie obserwowane przez José Mourinho. Mistrzowie Hiszpanii przejdą swój test w następnej kolejce, kiedy zmierzą się z będącym w dobrej formie Valladolid. Zapewne wygrają, jeżeli zagrają z taką samą determinacją, jak w derbach Madrytu w ostatnią sobotę. Następnie podejmą Espanyol na własnym stadionie, co na tę chwilę wygląda na pewnie trzy punkty.
Niewątpliwie Real Madryt nie tylko pragnie zmniejszyć przewagę Barçy, ale również zaszczepić u niej lekki niepokój na święta, związany z tym, że nie zdołała utrzymać jedenastopunktowej przewagi. „Real Madryt będzie walczyć o mistrzostwo mając nawet czternaście, piętnaście, czy szesnaście punktów straty" - powiedział ostatnio Vilanova.
To, co on sam musi zrobić, to poprosić swoje gwiazdy, aby pokazały tę samą bezwzględność i determinację, jaką prezentowali wcześniej, pod wodzą Guardioli. Czterdzieści punktów? Vilanova będzie domagać się kolejnych dwunastu w czterech meczach, które pozostały, tak żeby zawodnicy podeszli do tych spotkań z jeszcze większą ambicją i wolą walki.
Tymczasem, jeżeli masz bilet na środowy mecz z Benficą, pytanie brzmi: „Czy Messi wystąpi w tym meczu?"*. Odpowiedzią mogłoby być spotkanie przeciwko Alavés, które pokazało, jak w Barcelonie cenią sezon jako sezon, a jak poszczególne rekordy. Ale to jest Liga Mistrzów, zwycięstwo to bonus w postaci miliona euro, walka o drugie miejsce wciąż jest otwarta. Messi powinien zagrać. Myślę, że zagra. Potrzebuje jednej bramki, aby wyrównać rekord, dwie, żeby go pobić. Biorąc pod uwagę, że mam ten przywilej być na tym meczu, mam nadzieję, że stanie się to już w tę środę.
*Graham Hunter napisał ten tekst przed ogłoszeniem listy powołanych na mecz z Benficą.
Komentarze (17)