Jawai uciszył Belgrad

Rozwad

7 grudnia 2012, 01:09

FCBarcelona.cat/Euroleague.net

4 komentarze

Partizan Belgrad

Herb Partizan Belgrad

67:68

Herb Partizan Belgrad

FC Barcelona Basket

FC Barcelona Regal po wielkich emocjach  pokonała Partizan Belgrad (68:67) w 9. kolejce Euroligi. Do wyłonienia zwycięzcy w hali Pionir potrzebna była dogrywka. Katalończycy ostatecznie okazali się lepsi od Serbów, chociaż w trakcie spotkania przegrywali nawet jedenastoma punktami. Bohaterem został Nathan Jawai, który popisał się spektakularną czapą w ostatnich sekundach meczu, blokując rzut na wagę zwycięstwa autorstwa Djordje Gagicia.

Podopieczni Xaviego Pascuala nadal pozostają jedyną niepokonaną drużyną w bieżących rozgrywkach Euroligi z kompletem dziewięciu zwycięstw. Na nieszczęście katalońskiej drużyny CSKA Moskwa równolegle pokonało Besiktas Stambuł (87:72), dzięki czemu legitymuje się bilansem 8-1 i o pierwsze miejsce w grupie D Euroligi koszykarzom przyjdzie walczyć do ostatniej kolejki. Aby ukończyć rundę przed Rosjanami kataloński zespół musi obronić - tylko albo aż - 20-punktową przewagę z meczu w Moskwie. Ciężko sobie wyobrazić, aby Barça Regal przegrała w Palau Blaugrana z jakimkolwiek rywalem różnicą 20 punktów, jednak na podobny wynik nie liczono również przed meczem w stolicy Rosji.

Jednak skupmy się na meczu w Belgradzie, ponieważ widowisko to było przednie. FC Barcelona Regal przez całe spotkanie miała niesłychane problemy ze skutecznością z dystansu, skąd przerażające statystyki rzutów trzypunktowych (3/20 celnych, 15%). Katalończycy nie mieli pewnej opcji w ataku, dlatego - oprócz Navarro (10 punktów) - żaden zawodnik nie zanotował dwucyfrowej zdobyczy punktowej, jednak co istotne mozolnie ciułane punkty przez wszystkich graczy (każdy kto pojawił się na parkiecie rzucił choć punkt) przyniosły sukces w postaci zwycięstwa. Tak naprawdę tylko dzięki świetnej obronie Katalończycy wciąż pozostawali żywi w meczu, choć trzeba równocześnie przyznać, że niemoc koszykarzy Xaviego Pascuala pod atakowaną tablicą również w pewnym stopniu wynikała z twardej defensywy gospodarzy. To był mecz prawdziwej walki toczonej w stylu play-off, a to wszystko rozgrywało się w akompaniamencie niemal 8-tysięcznej żywiołowej serbskiej publiczności

Mająca zapewniony awans Barcelona wyszła na gorący parkiet hali Pionir niecodzienną piątką, bez kontuzjowanego Lorbeka, rekonwalescentów Navarro i Mickeala oraz Tomicia. Brak podstawowych graczy był widoczny od początku spotkania, zwłaszcza w ataku, gdzie brakowało talentu rzutowego. Na szczęście dobra organizacja gry obronnej rekompensowała niepowodzenia w ataku (4/12 trafionych rzutów z gry), przez co pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 14:13 dla gospodarzy z Belgradu. Na początku drugiej kwarty Barçę Regal ogarnęła totalna niemoc w ofensywie, w efekcie czego licznik punktowy gości z Katalonii stanął w miejscu na ponad pięć minut. Obrona wciąż funkcjonowała nieźle, ale frustracja Navarro i Wallace'a przyniosła dwa przewinienia techniczne, co w połączeniu z kilkoma dobrymi akcjami podopiecznych Dusko Vujosevicia przyniosło niekorzystny serial 10-0 dla Partizana (13:24, 15 m.). Na szczęście to była najwyższa przewaga gospodarzy w całym spotkaniu. Do przerwy Barcelona zminimalizowała straty do pięciu oczek (25:30).

Po przerwie Víctor Sadą akcją and-one dał Barcelonie dobry początek, jednak szybko odpowiedział Milosavljević przyjemnym dla oka wsadem. Co ciekawe chwilę później Juan Carlos Navarro rzucił pierwszą trójkę w całym meczu - do przerwy Partizan i Barça Regal mieli statystyki na poziomie odpowiednio 0/4 oraz 0/5 celnych rzutów za trzy punkty. La Bomba tym samym zmniejszył stratę do zaledwie jednego punktu (32:33). Do końca trzeciej kwarty toczyła się gra punkt za punkt, przez co przed ostatnią kwartą gospodarze prowadzili zaledwie 44:43. W czwartej kwarcie od stanu 46:43 dla Partizana, serial 5-0 (trójka, a następnie dunk) w odstępie kilkunastu sekund zanotował Xavi Rabaseda (48:46, m.32). Po wyrównanej walce na minutę przed końcem Partizan prowadził dwoma punktami (56:58), jednak wynik wyrównał Navarro, który dwukrotnie stanął na linii rzutów wolnych. Przy akcji gospodarzy Tomić ukradł im piłkę w pomalowanym i zapewnił ostatnie posiadanie przed końcem czwartej kwarty swojej drużynie. Niestety po nieudanej akcji wynik nie uległ zmianie (58:58). Czekała nas dogrywka.

Szybkie punkty Mickeala i Wallace'a świetnie zainaugurowały extra-time dla gości (62:58), jednakże trójka Lucicia i alley-oop na linii Gagić-Westermann po chwili wyprowadził koszykarzy trenera Vujosevicia ponownie na prowadzenie (66:67) na 26 sekund przed ostatnią syreną. Czekając na decydującą akcję, Serbowie zdecydowali się faulować Marcelinho na 15 sekund przed końcem i samemu rozstrzygnąć losy meczu, mając piłkę w rękach. Brazylijczyk dwukrotnie trafił z linii rzutów wolnych i Katalończycy przed ostatnim posiadaniem w meczu prowadzili jednym punktem (68:67). Ostatnią akcję meczu sztab Partizana rozpisał na Gagicia, jednak na trzy sekundy przed końcem jego floater zmierzający w kierunku kosza gości bezwzględnie zablokował Nathan Jawai. Hala Pionir wreszcie zamilkła, a Barceloniści popędzili z gratulacjami do swojego pivota. Wielki mecz. 

Partizan (14+16+14+14+9): Gordon (3), Bogdanović (2), Lucić (10), Westermann (6), Musli (12) - wyjściowa piątka - Milosavljevic (14), Gordić (6), Bertans (2), Gagić (12), Cakarević (0), Milutinović (0), Andusić (0).

FC Barcelona Regal (13+12+18+15+10): Jasikevicius (7), Ingles (9), Mickeal (8), Wallace (7), Jawai (8) - wyjściowa piątka - Tomić (4), Huertas (5), Navarro (10), Sada (4), Todorović (1), Rabaseda (5).

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (4)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze