Podczas gdy Leo negocjował z zarządem Barcelony nową umowę, jeden z rosyjskich klubów złożył mu bajeczną ofertę.
Nie owijając w bawełnę – Messi miałby zarabiać prawie 30 milionów euro za każdy z trzech sezonów gry w Rosji, co daje niemal 90 milionów za trzy lata spędzone w największym państwie świata. Chodzi o zespół z najwyższej półki, w którym Leo mógłby wygrywać rosyjskie puchary, a zatem dostawałby premie związane ze zwycięstwami.
Oferta zawierała również rozwiązanie "małego problemu", jakim jest klauzula odejścia. Wynosi ona 250 milionów euro, które rosyjski klub był gotów zapłacić Barcelonie.
Roztropność i umiar
Argentyńczyk odrzucił ofertę z kilku powodów, ale głównym wydaje się brak zainteresowania gigantycznymi pieniędzmi. Leo gra u boku mistrzów świata (Xavi, Iniesta, Busquets, Puyol, Piqué, Pedro, Villa, Cesc, Valdés) i żadne pieniądze nie są w stanie zapewnić mu lepszej możliwości do rozwoju i zdobywania kolejnych pucharów. To unikalne środowisko w historii futbolu, którego wisienką na torcie jest sam Messi.
Ciągłość projektu i poziom, który prezentuje ta Barça, a także stabilność klubu oraz jego umiejscowienie w Barcelonie, gdzie urodził się syn piłkarza Thiago – to wszystko jest nie do pobicia przez jakąkolwiek kwotę.
Boiskowe plany Messiego obejmują tylko i wyłącznie wygrywanie meczów, zdobywanie tytułów i rzeźbienie pomnika najlepszego gracza w historii piłki nożnej. Liga rosyjska tymczasem nie należy do największych, nie wspominając już o pogodzie, nieznajomości języka czy samotności, którą Leo odczuwałby po opuszczeniu Barcelony.
Jorge Messi nie wykorzystał oferty do negocjacji z Sandro Rosellem, wykazując się roztropnością i umiarem. Propozycja rosyjskiego klubu, który nie chce ujawniać swojej nazwy, została odrzucona, a ojciec Leo doszedł do porozumienia z Rosellem w sprawie nowego kontraktu geniusza z Rosario, który obowiązuje do 2018 roku.
Komentarze (148)