Podczas lotu powrotnego z Zurychu do Barcelony, prezydent Sandro Rosell rozmyślał wraz z Leo Messim o historycznym znaczeniu, jakie miało zdobycie przez 25-latka Złotej Piłki po raz czwarty z rzędu.
Prezes uświadomił Argentyńczykowi, że ogromna liczba meczów i wydarzeń, które teraz mają miejsce z jego udziałem, uniemożliwia mu tak naprawdę zdanie sobie sprawy jak bezprecedensowy jest jego sukces. Dopiero w przyszłości, po upływie kilku lat, będzie mu dane docenić znaczenie swoich osiągnięć.
Liczby na każdym robią wrażenie, bez względu na to, z której strony się na nie spojrzy. W dużym skrócie, Argentyńczyk, odkąd zadebiutował w drużynie w sezonie 2004/05, miał udział przy 400 z ostatnich 1151 goli dla Barçy, licząc zdobyte przez niego bramki (289) i asysty (111) dla innych piłkarzy. Jego niesamowity wkład w ofensywny sukces zespołu to aż 35%.
Co więcej, wpływ Leo na ofensywną wydajność Barçy ma tendencję zwyżkową, postępuje wraz z kolejnymi latami i to w sposób niesłychany. 1% osiągnął podczas swojego pierwszego sezonu 2004/05, przy czym w sezonie 2011/12 było tu już aż 53,68% - zdobył bądź asystował przy 102 ze 190 goli azulgrany.
W obecnym 2012/13 nadal nie zwalnia tempa: 36 goli plus 9 asyst dają mu 53,57% udziału w strzeleckim dorobku Barçy. Nikt nie może więc zaprzeczyć, jak wielkich rzeczy Messi dokonał dla klubu wcześniej i jakich zapewne dokona wkrótce.
Pozostaje tylko pytanie, które wyniki może jeszcze udoskonalić i poprawić. Wszystkie pobite przez niego w tym sezonie statystyki pozwalają myśleć, że bariera 53% z pewnością zostanie przekroczona i to mimo że w tym roku zdecydowanie częściej strzela niż asystuje. Biorąc udział w 29 spotkań we wszystkich czterech rozgrywkach, strzelił bądź asystował w 23 spotkaniach (w 18 zdobywał bramki, w 5 asystował).
Patrząc z innej perspektywy, aż w 8 na każde 10 meczów jego obecność na boisku wpływała w jakiś sposób na ostateczny wynik. Biorąc pod uwagę sześć spotkań w których ani nie strzelał, ani nie asystował, w dwóch z nich nie mógł wystąpić (Alavés), ponieważ Tito zdecydował, że będzie odpoczywał, w jednym (Benfica) odniósł kontuzję i nie wrócił na boisko, a w jeszcze innym (Granada) sprowokował samobójczą bramkę rywala (Granada). Jedynie w dwóch (Celta i Celtic) nie da się znaleźć dla niego żadnego "usprawiedliwienia".
Ulubiona La Liga
Krajowa liga to ulubione rozgrywki Messiego w tym sezonie. Narzuca w niej strzelecki rytm, za którym bardzo ciężko nadążyć rywalom. Nawet piłkarz taki jak Cristiano Ronaldo nie jest zdolny dotrzymać mu kroku w liczbie bramek na koncie. Póki co Leo rozegrał 18 spotkań i w 14 z nich trafił do bramki (11 dubletów, jeden hat-trick i dwa pojedyncze gole). Tylko Valencii, Granadzie, Sevilli i Celcie udało się uchronić przed jego zabójczymi strzałami.
Wszystkie pozostałe drużyny "ugodził" bez zbędnych uprzejmości. I w dwóch z nich, przeciwko ekipie Los Ches i zespołowi z Andaluzji jego podania pozwoliły odmienić losy meczu na korzyść Barçy.
Łącznie z 18 mających miejsce spotkań, w 16 rozstrzygał o wyniku, co daje wniosek, że 50 bramek, które w zeszłym sezonie dały mu nagrodę Pichichi, może zostać wkrótce mało znaczącym wynikiem. Messi stał się bowiem doskonałą strzelecką maszyną.
Komentarze (43)