Praca pod ostrą kontrolą ze strony opinii publicznej nigdy nie należy do przyjemności. Jednak na to właśnie pisze się z góry większość trenerów piłkarskich. Jednak w przypadku Jordiego Roury, którego praca w ostatnim tygodniu została wzięta pod lupę przez media, (zaś wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie zainteresowanie to nie ulegnie znaczącej zmianie), sytuacja wydaje się być wyjątkowo nieprzyjemną. I przede wszystkim - odległą od tego, no co pisał się Roura.
Porażki Barcelony w dwóch kolejnych Klasykach, poprzedzone wyjątkowo bladym występem drużyny w meczu z Milanem oznaczają, że jeśli nawet nie mamy do czynienia z kryzysem, to z pewnością nadszedł najwyższy czas na ogłoszenie stanu pełnej gotowości w Ciutat Esportiva Joan Gamper, gdzie zwykle trenują zawodnicy.
Roura przejął obowiązki Tito Vilanovy do czasu, aż ten ostatni zakończy proces leczenia choroby nowotworowej w Nowym Jorku. Rok wcześniej Roura był zaledwie trzeci w kolejce do tronu i nie miał najmniejszych aspiracji, by nosić koronę. Teraz to on po części zbiera plon zasiany w poprzednich latach. Skład jest przemęczony, zarówno grą w klubie, jak i reprezentacjach. Odbijają się na nim niewystarczające decyzje transferowe. Na dodatek do tego dochodzi jeszcze dziwna sytuacja z Vilanovą, który nadal trzyma rękę na sterze drużyny choć znajduje się na innym kontynencie i w innej strefie czasowej.
Jednak nieubłagany charakter tej części sezonu oznacza, że nie ma wiele czasu do stracenia na współczucie wobec Roury. Jordi przyjął wyzwanie i podjął się zadania tymczasowego prowadzenia drużyny. W związku z tym to on jest osobą, która powinna podnieść ich na duchu, zadbać o morale i nastawienie grupy zawodników, która wydaje się być zdezorientowana i przybita.
Moje współczucie w stosunku do niego wynika z faktu, że nie ponosi on pełnej odpowiedzialności. Można dojść do wniosku jak cenna jest menadżerska ręka Vilanovy. Porównując rundę jesienną wykonaniu Barçy, jakże odmienną od formy, którą piłkarze prezentują aktualnie, trudno nie doszukiwać się przyczyny zaistniałej sytuacji w nieobecności trenera. Sądzę, że proszenie Tito o zarządzanie drużyną z Nowego Jorku, to proszenie o zbyt wiele.
Oczywiście, nagrania z sesji treningowych są mu przesyłane. Może obejrzeć je później, ma także możliwość przeprowadzania wideokonferencji ze swoim sztabem, w takim wymiarze, na jaki pozwala jego medyczny harmonogram. Gdyby zarządzenie na odległość było fizycznie wykonalne wtedy prawdopodobnie znałbym wiele osób, które robiłyby to z pola golfowego, bądź z plaży na Bahamach, zamiast dzień w dzień wisieć na telefonie w swoim biurze.
Nie jest to z pewnością jedyna kwestia, która wywołała ten alarmujący spadek formy Barcelony, jaki obserwujemy od początku tego roku. Jednak ciężko nie zgodzić się z tym, iż jest to znaczący czynnik, mający wpływ na sytuację Barçy i bynajmniej nie pomagający w jej polepszeniu. Przed zbliżającym się meczem z Deportivo La Coruña podjęto decyzję, iż piłkarze Jordiego Roury potrzebują odpoczynku. Być może jest to prawda, być może nie. Jeśli jednak zawodnicy rzeczywiście są wykończeni to dodatkowy czas wolny może się okazać pomocny.
Jednak jeszcze gorsze, dla każdego klubu grającego na takim poziomie, i tak dobrze rozumiejącego własny system gry jest to, że Barça wydaje się zdezorientowana. Zawodnicy sprawiają wrażenie jakby utracili wiarę w siebie i konieczność porwania się na jeszcze jeden olśniewający występ była dla nich przytłaczająca.
To rodzaj letargu jaki niekiedy dotyka liderów. Zwykle pomaga ciężka praca na boisku treningowym, która nie musi koniecznie oznaczać wyczerpujących fizycznie ćwiczeń. Ważne jest także podejście psychologiczne i ćwiczenie mające na celu odbudowanie drużyny.
Sobota i poniedziałek to dni wolne dla zawodników. Trenować będą we wtorek i w środę (podwójna sesja). W czwartek otrzymali kolejny dzień odpoczynku przed sobotnim meczem z Deportivo.
Choć prowadzenie w lidze wydaje się bezpieczne, to po porażce na Bernabéu, zanotowanie jakiegokolwiek innego wyniku niż komfortowe trzy punkty z czerwoną latarnią La Liga spowodują, że dzwony bijące na alarm rozdzwonią się na całą Hiszpanię. A oba z kluby z Madrytu pomyślą: „Może jednak da się jeszcze dogonić Barçę?"
Odpowiedź prawie na pewno brzmi „nie". Niezależnie od tego, czy Barcelonie uda się osiągnąć legendarną remontadę w meczu z Milanem ich duma została boleśnie ukąszona, a w zespole jest zbyt wielu dumnych i wojowniczych graczy, by pozwolili oddać prowadzenie jakim cieszą się w lidze.
Jednak w meczu z Milanem potrzebny będzie spokój, potrzebna będzie ta ostrość i nieustępliwość, energia i wiara w siebie, których ostatnimi czasy brakowało. Prawdopodobnie potrzebna będzie także ta odrobina szczęścia, której w zeszłym roku zabrakło w starciu z Chelsea.
Roura (i Vilanova) muszą dać swoim zawodnikom trochę czasu na wylizanie ran i powrót do dawnej świeżości. Tymczasem Xavi ściga się z czasem, by być w stanie wyjść na murawę Camp Nou w przyszły wtorek.
Czas, który gracze i sztab spędzą razem musi zostać poświęcony na coaching w pełnym tego słowa znaczeniu. Zawodnikom znów trzeba wytłumaczyć ich podstawowe zadania i podkreślić najważniejsze wartości. Należy odbudować ich zaufanie. Sądzę, że po właściwym przepracowaniu roboczego tygodnia, nie przerwanego meczem w środku, wszystko powinno wyglądać lepiej.
Tak czy inaczej Roura i Vilanova będą musieli dokonać wyborów, na dwa zbliżające się spotkania, które choć różnią się od siebie prawie wszystkim, będą najważniejszymi testami, jakie drużyna ma do zdania.
Komentarze (36)