"Wiemy, co zrobić, by znów zwyciężać"

Eoren

8 marca 2013, 17:01

La Vanguardia

111 komentarzy

Carles Puyol, lat 34, całe swoje życie spędził w Barcelonie, kapitan, piłkarz będący symbolem walki i zaangażowania. Czternaście sezonów od czasów swojego debiutu, który miał miejsce w 1999 roku, w meczu z Realem Valladolid, Puyol został drugim zawodnikiem, tuż po Xavim, który rozegrał najwięcej spotkań jako barcelonista. Reprezentując barwy Barcelony rozegrał 579 meczów i zdobył 19 tytułów. Teraz udzielił wywiadu dla dziennika La Vanguardia, w którym opowiada o ciężkich chwilach, jakie przechodzi aktualnie jego drużyna. Puyol jest typem urodzonego zwycięzcy, człowiekiem pełnym życia i optymizmu, przekonanym, że Barcelonie uda się zachować ciągłość. Wierzy, że nie jest to koniec jego drużyny, która da jeszcze kibicom wiele powodów do radości.

Pytanie: W pierwszym kluczowym momencie tego sezonu Barcelonie nic nie wychodzi tak dobrze, jak wszyscy uprzednio sądzili.

Odpowiedź: My, którzy wiele lat spędziliśmy grając w piłkę, wiemy jak to jest. Jesteśmy we wspaniałym momencie, wiedziemy prym w lidze, wszystko układa się po naszej myśli i nagle przychodzi zły rezultat w meczu z Milanem, gdzie oczywistym jest, że nie zagraliśmy dobrego spotkania. Rewanżowy mecz w Pucharze Króla był dla nas poważnym ciosem, Real okazał się od nas lepszy. To normalne, że pojawia się krytyka. My też musimy być samokrytyczni i musimy przeanalizować przyczyny tego, że osiągamy tak złe wyniki. Nie można jednak pozwolić, by takie rozmyślania doprowadziły człowieka do szaleństwa, by uwierzył, że to, co się stało jest katastrofą. Nie możemy w jednej chwili przeskoczyć od bieli do czerni. Nie jest tak, że w zaledwie dwadzieścia dni przebyliśmy drogę od bycia najlepszymi na świecie do momentu, w którym mówi się, że nic nie funkcjonuje jak należy: ani taktyka, ani Míster, ani motywacja. Wszystko zależy od rezultatów. Musimy starać się poprawić i spoglądać w przyszłość, nie ma innego wyjścia. Przegraliśmy z dwoma wielkimi drużynami. Przed spotkaniem z Milanem ostrzegałem, że oni mogą sprawić problemy. My nie zaprezentowaliśmy się wtedy dobrze, ale oni odebrali wielką nagrodę za to, co zrobili. Jeśli chodzi o Madryt, to zdawaliśmy sobie sprawę z ich potencjału, to jedna z najlepszych drużyn na świecie, wiedzieliśmy, że możemy z nimi przegrać. To oczywiste, że musimy się poprawić.

Zgadzasz się ze słowami [Javiera Mascherano - przyp. tłum.] o Disney'u i domu strachu?

W futbolu, zarówno w przypadku Barcelony, jak i innych wielkich klubów, tak właśnie się dzieje. Futbol nie wie co to pamięć. Musisz żyć teraźniejszością i myśleć o przyszłości, nie możesz oglądać się za siebie. Musimy być przygotowani na krytykę, ona może także pomóc zespołowi, między innymi w poskromieniu odczuwanej wściekłości.

Żyjesz w tym klubie na co dzień. Czy to jest już kryzys?

W żadnym razie. Pamiętam naprawdę złe czasy. Przez pierwszych pięć lat nie wygraliśmy żadnego tytułu. I nie chodzi tu tylko o to, że niczego wtedy nie zdobyliśmy, ale że nie walczyliśmy o to, a taki stan rzeczy jest jeszcze gorszy. Wygrać to wszystko, po co sięgnęliśmy na przestrzeni ostatnich pięciu lat także nie jest sytuacją normalną. To były wspaniałe czasy i zachowujemy po nich pewną ciągłość. Mamy drużynę z piękną przyszłością.

Nie wiem czy czytałeś o tym, ale pisze się, i mówi, że szatnia Barcelony bez Tito Vilanovy przypomina raczej szkołę, w której dzieci zostały same.

To wszystko jest kłamstwem. To opinia oparta na tym, że piłka nie znalazła drogi do siatki, a wtedy ludzie zyskują skłonność do wymyślania możliwych przyczyn porażki. To kłamstwo. W szatni panuje jedność. Niestety Tito nie może być razem z nami i to dla nas wszystkich poważny cios. Gdy przeanalizujemy wszystko, to rzeczywiście to, co spotkało Abidala i Tito, było dla nas bardzo bolesnym przeżyciem. Kwestie emocjonalne oczywiście mają na nas duży wpływ i są bardzo ważne. Ale doszukiwanie się w tym przyczyny porażki i odpowiedzialności za nią jest jednym wielkim kłamstwem. Wszyscy gramy na tych samych pozycjach, na których graliśmy, gdy wygrywaliśmy seryjnie i byliśmy najlepsi na świecie.

W jakim więc stopniu wpłynął na was brak Tito?

Tito jest dla nas bardzo ważny. Jest naszym przywódcą, ale ci, którzy go teraz zastępują doskonale wywiązują się ze swoich obowiązków. Tito nadal pracuje. Moim zdaniem to dobrze, ponieważ on sam mówi, że chce to robić, bo wtedy czuje się lepiej, to dla niego część terapii. Ale najważniejszy jest teraz jego powrót do zdrowia. Futbol jest sprawą drugorzędną.

Kiedy ostatnio z nim rozmawiałeś?

Całkiem niedawno, utrzymujemy stały kontakt. On ma ogromną siłę. Jest godzien podziwu i stanowi dla nas przykład do naśladowania - przy wszystkim, z czym przyszło mu się zmierzać, nadal prowadzi ten zespół. To dla nas prawdziwa lekcja.

Oskarża się was o brak zaangażowania, jednak w dniu, w którym Sandro Rosell i Andoni Zubizarreta poinformowali opinię publiczną o nawrocie choroby Tito, wy, czterej kapitanowie Barçy, także zjawiliście się w sali konferencyjnej. To był żywy obraz waszego zaangażowania.

Decyzja zarządu o tym, że Tito, mimo choroby, zachowa swoje stanowisko jest tym, czego oczekiwaliśmy. Najbardziej byśmy chcieli, by mógł być razem z nami, choć jego obecność w Barcelonie także nie gwarantowałaby nam tytułów. W zeszłym roku był z nami trener i także nie wygraliśmy [ligi ani Ligi Mistrzów - przyp. tłum.]. Kiedy wyniki już padną, bardzo łatwo je wtedy oceniać. Jestem przekonany, że ta drużyna osiągnie jeszcze wielkie rzeczy.

Czy to, co dzieje się teraz nie przypomina Ci ostatniego etapu Ronniego w Barcelonie? Matka Xaviego powiedziała kiedyś, że jej syn wracał do domu wykończony tym, co działo się w szatni...

Nie można porównywać aktualnej sytuacji z tym, co działo się wtedy. Gdyby wszyscy mogli zobaczyć jak drużyna trenuje, z jaką ochotą to robi, z jaką intensywnością i zaangażowaniem, nikt by w nas nie wątpił. Zanotowaliśmy trzy niekorzystne rezultaty i prawdą jest, że musimy poprawić grę. Są aspekty, nad którymi powinniśmy pracować, by wygrać wszystko, co jeszcze można. Ale ta drużyna jest bardzo zaangażowana, pragnie dobra klubu ponad wszystko. Jest tak, ponieważ większość z nas nosi barwy klubowe w sercu, a to gwarancja tego, że wszystko ułoży się dobrze.

Mówisz, że musicie się poprawić pod wieloma względami. Co mówi się w szatni na temat waszego pressingu?

Musimy odzyskać umiejętność zakładania skutecznego pressingu. Sądzę, że najważniejsza dla tej ekipy jest właśnie reakcja po stracie piłki. Gdy ją stracimy nie możemy pozwolić rywalowi nawet złapać oddechu. To właśnie taki sposób gry dał nam wszystkie wygrane tytuły, abstrahując nawet od umiejętności, jakie mieli i mają nadal nasi zawodnicy. Ale ten aspekt nie może zostać zrzucony jedynie na napastników, musi w nim uczestniczyć cała drużyna. W pressing muszą angażować się wszyscy, jeśli zawodnicy ofensywni zaczynają naciskać na przeciwnika, ale pomocnicy nie idą za nimi, a obrońcy zostają na własnej połowie boiska, to sprawa staje się o wiele trudniejsza.

Jest to kwestia waszej dyspozycji fizycznej?

Nie, z pewnością nie. Po prostu rywale dobrze się ustawiają. Madryt jest świetną drużyną, która naprawdę potrafi ukąsić. Jeśli przyjrzymy się bramkom, które strzelił nam Madryt i Milan nie można powiedzieć, że stało się to przez nasz brak zaangażowania. Ludzie powinni zrozumieć, że każda ekipa, niezależnie od tego jak wielką jest drużyną, ma swoje wzloty i upadki, i niekiedy musi przejść przez gorszy okres. Jednak jesteśmy silni i nie możemy się już doczekać tego, co jeszcze przed nami. Trzeba zwyciężyć zarówno z Depor, jak i we wtorkowym meczu. To spotkanie będzie dla nas jak finał, musimy w nim odrobić bardzo niekorzystny wynik a sądzimy, że przeciwnik spróbuje zamknąć obronę i wyprowadzać przeciw nam kontry.

Czy rozmawiacie ze sobą o tym, o czym wszyscy mówią i o tym, co może się wydarzyć?

O tym, o czym mówią wszyscy z pewnością nie, bo „wszystkich" jest zbyt wielu. Ale analizujemy wszystko. Kibice i prasa powinni wiedzieć, że ta sytuacja, ważne mecze, które przegraliśmy, najbardziej bolą właśnie nas, wszystkich zawodników w szatni. To my jesteśmy na boisku i my mamy możliwość wprowadzenia zmian. Dlatego także my musimy znaleźć rozwiązanie.

Co byś powiedział tym, którzy uważają, że powinno się zatrudnić innego trenera?

Nie wiedziałem, że w ogóle mówi się o czymś takim. Sądzę, że to brak szacunku, po pierwsze brak szacunku dla Roury, który jest trenerem o wysokich kwalifikacjach i wykonuje kapitalną robotę. Jednak jest to także brak szacunku dla Tito. Mimo to, mam nadzieję, że Tito wróci do nas już niebawem, tak jak zapewniał prezydent.

Jest w tobie wiele optymizmu.

O tak, ja wierzę w tę drużynę. Mamy receptę. Wiemy, co trzeba zrobić, by wygrać wszystko, co jeszcze pozostało w grze. Zrobimy wszystko by zdobyć ligę i awansować do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Wiemy, że to nie będzie łatwe. Wręcz przeciwnie: to wyzwanie ciężkie, lecz piękne. Tak, jak powiedział Xavi: ta drużyna nie ma jeszcze swojej legendarnej remontady i my chcemy by stała się on faktem. Ta ekipa była poddana ciężkim próbom lecz wychodziła z nich pomyślnie, i nie mówię tu tylko o piłce.

Czy na waszą wydajność mógł mieć wpływ dystans szesnastu punktów, jaki dzielił Madryt od was?

Nie, to nie miało najmniejszego wpływu. Choć mamy teraz odpowiednio jedenaście i trzynaście punktów przewagi, wiemy, że liga nie jest jeszcze wygrana. Ale dzięki tej przewadze nie straciliśmy prowadzenia w tabeli, gdy przyszedł spadek formy. Nie da się wiecznie wygrywać, więc dobrze jest mieć taki „materac". Ale to nie znaczy, że już się rozluźniliśmy i uznaliśmy, że liga jest zdobyta. To długie rozgrywki i pozostało nam w nich jeszcze sporo spotkań. Rozegraliśmy niewiarygodną rundę jesienną. To było nienormalne, wygraliśmy prawie wszystkie mecze. To było najtrudniejsze. Ale Barça nie myślała, że cała robota została już wykonana. Nie daliśmy się też ponieść euforii. Jednak tak samo nie sądzimy, że teraz nagle straciliśmy wszystko i przeżywamy jakąś wielką katastrofę. Jesteśmy świadomi, że mamy wielką ekipę i wiemy, że bez pracy niczego nie da się wygrać.

Więc co się stało, przestaliście pracować?

Nie. Wszyscy moi przyjaciele, którzy są culés, pytają mnie, co się stało. Takie pytania są nieuniknione. Można odnieść wrażenie, że wszystko opanował chaos, że nikt nie ma kontroli nad szatnią. Ale zespół jest tak samo zmotywowany, jak wcześniej. Wszystko wygląda tak samo, jak przed trzema miesiącami, z tą różnicą, że przegraliśmy trzy spotkania. Ja wierzę w tę drużynę. Rozumiemy krytykę, jednak pewne słowa, które padły są nie na miejscu. To, że musimy poprawić nasza grę nie podlega najmniejszej dyskusji.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (111)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze