Wrócił Messi, wróciły bramki. Argentyńczyk to maszyna, która poradzi sobie ze wszystkim i z każdym. Ostatnią ofiarą Messiego jest Diego Maradona.
Od kilku lat Maradona przegrywa w statystycznych pojedynkach z Leo Messim. Liczby Atomowej Pchły są niesamowite. W niedzielę zdobył swoje gole nr 344 i 345 w karierze (licząc oficjalne spotkania Barcelony – 313 goli i reprezentacji – 32 bramki).
Maradona strzelił tyle samo bramek w całej swojej karierze (311 w 6 różnych klubach i 34 w kadrze), która trwała ponad 20 lat. Messi osiągnął to w niespełna 10. I kolejna ciekawostka: Maradona potrzebował do strzelenia 345 goli 679 meczów, Leo Messi zaś tylko 457.
Średnia Messiego prezentuje się zatem na poziomie 0,75 gola na mecz. Średnia Maradony jest znacznie niższa i wynosi 0,5 gola na mecz. To spora różnica.
Jak już zaznaczono wyżej, Messi zdobył wszystkie gole w reprezentacji oraz tylko jednym klubie. Maradona natomiast, oprócz bramek da Argentyny, występował w sześciu różnych klubach: Argentinos Juniors, Boca Juniors (dwukrotnie), Barcelonie, Napoli, Sevilli i Newell’s Old Boys.
Fakt, iż Messi nie zna granic, potwierdza statystyka jego bramek w klubie na tle innych napastników. W niedzielę zdobył gola nr 335 w Barcelonie (licząc również mecze nieoficjalne) i pobił osiągnięcie Josepa Samitiera. Teraz do prześcignięcia jest tylko Paulino Alcántara, który w latach 1912-1927 zdobył dla klubu 369 goli. Wydaje się, że rekord ten zostanie pobity już w przyszłym sezonie.
Argentyńczycy szanują Maradonę. Głównie dlatego, że z reprezentacją dotknął nieba w 1986 roku, zdobywając Puchar Świata. Cztery lata później poprowadził swoją kadrę do finału, gdzie Argentyńczycy musieli uznać wyższość RFN.
Messi wciąż musi walczyć o uznanie rodaków. Jego występy w kadrze nigdy nie były tak dobre jak w Barcelonie i dlatego Argentyńczycy zarzucają mu, że jest bardziej kataloński niż argentyński.
Tylko zwycięstwo w mistrzostwach świata postawiłoby Messiego na absolutnym szczycie. Nie byłoby wątpliwości, że to piłkarz, który może stać w jednym szerego z Maradoną, Pelé czy Cruyffem (choć Holender Mundialu nigdy nie wygrał). Szansa pojawi się już za rok w Brazylii. Argentyna ma awans w kieszeni i pod wodzą Leo Messiego spróbuje dotknąć nieba. Tak jak zrobił to Maradona 27 lat temu.
Komentarze (61)