Dyrektor programowy stacji SportKlub, ekspert od piłki hiszpańskiej i południowoamerykańskiej Bartłomiej Rabij udzielił portalowi FCBarca.com wypowiedzi po dwumeczu z Bayernem Monachium.
– Kompromitacja. Przede wszystkim kompromitacja – stwierdził Rabij na temat rezultatu i postawy FC Barcelony w dwumeczu z niemieckim klubem. – Gdzie tkwił główny problem? Na samym początku. Moim zdaniem błędem było zaangażowanie trenera, Vilanovy, który objął to stanowisko niejako na fali prestiżu i uznania dla Guardioli. Z kolei Vilanova - z powodu poważnych problemów zdrowotnych, o co nie można mieć do niego pretensji, choroby dotykają przecież każdego z nas - oddał drużynę Jordiemu Rourze, który nie ma żadnych kwalifikacji do prowadzenia FC Barcelony. To jest najbardziej zdumiewające. Drużynę trzykrotnych zdobywców Ligi Mistrzów, mistrzów świata i Europy prowadził facet, którego kompetencje w tym zakresie są co najmniej wątpliwe – oświadczył Bartłomiej Rabij w rozmowie z FCBarca.com.
– Parę osób twierdziło wcześniej, że Barcelona jedzie na autopilocie. Naiwne to jest stwierdzenie. Skoro wszystkie wielkie kluby angażują potężne sztaby, tam przecież pracują dziesiątki fachowców na sukces zespołu, to doprowadzenie do sytuacji, w której asystent asystenta prowadzi drużynę, której celem jest wygranie Ligi Mistrzów - to jest niesamowita historia – stwierdził dziennikarz SportKlubu.
Wieloletni komentator spotkań ligi niemieckiej, rozgrywek w Anglii, Argentynie, Brazylii i Belgii zwrócił też uwagę na styl zaprezentowany w tegorocznym półfinale Ligi Mistrzów przez Barcelonę. – Wolno, przede wszystkim za wolno. To było klepanie. To była nudna gra. Poza tym Barcelona nie jest przyzwyczajona, przygotowana na to, że ktoś rzuca jej wyzwanie w aspekcie posiadania piłki, prowadzenia gry. Jest niewiele drużyn, które jako zespół są tak dobrze przygotowane technicznie jak piłkarze Barcelony. Nie chodzi mi tylko o indywidualną jakość poszczególnych piłkarzy, ale o „szybkość zespołową”. W Bayernie dystrybucja piłki odbywa się naprawdę błyskawicznie i nie chodzi tylko o to, że sami zawodnicy szybko przemieszczają się po boisku, że jest ciągły ruch bez piłki - ale właśnie o to, z jaką dynamiką piłka krąży pomiędzy nimi, jak szybko akcje przechodzą z jednej strony na drugą. Bayern gra przy tym z dużą różnorodnością. Jak chcą poczekać, „poklepać”, przytrzymać piłkę - robią to. Jeśli tylko atak nie wyjdzie, piłka wraca do tyłu i konstruują akcję od nowa. Chcą momentalnie przyspieszyć grę, rozrzucić grę po skrzydłach - proszę bardzo. U nich nie ma różnicy, czy akcja pójdzie prawą czy lewą stroną. Zwracam uwagę, że w przeciwieństwie do wielu klubów, gdzie mamy np. świetną jedną flankę i tragiczną drugą, Bayern ma doskonale zbilansowany, zrównoważony zespół. Dominacja Bayernu i wynik były tego odzwierciedleniem.
Choć Tito Vilanova ma kontrakt do 2014 roku i oficjele klubu wielokrotnie zapewniali o jego pozostaniu w klubie na przyszły sezon, opinia Bartłomieja Rabija jest inna. – Można by go było odpuścić. Razem z Jordim Rourą, którego już powołanie na asystenta wydało mi się mocno zaskakujące. Miałem już wcześniej teorię, o której pisałem na blogu, aby w sytuacji przedłużającej się nieobecności Vilanovy zatrudnić Luisa Enrique w roli takiego caretakera, opiekuna drużyny do końca sezonu. Dlatego, że to jest facet stąd, ma „szacun” u zawodników, cieszy się dobrą opinią. Enrique i tak jest bez zajęcia, uprawia kolarstwo górskie, jakieś biegi, maratony, triatlony – a przecież nabrał doświadczenia na ławce, przez trzy lata prowadził rezerwy z sukcesami. Gorzej poszło mu w Romie, ale przeszedł tam chrzest bojowy na poziomie I ligi. W ciągu kilku miesięcy pomiędzy wyjazdem Vilanovy i końcem sezonu, takie wyjście mogłoby przynieść drużynie korzyść. Była kiedyś taka sytuacja z Anticiem, który przyszedł i uzdrowił Barcelonę. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle się wszystko odblokowało. – Bartłomiej Rabij przypomniał pamiętną rundę wiosenną sezonu 2002/2003, kiedy za sprawą serbskiego trenera Barça awansowała z 15. miejsca po XXI kolejce na szóstą pozycję, która w ostatniej kolejce dała klubowi awans do Pucharu UEFA.
– Enrique to facet z charyzmą, kiedyś wielki piłkarz. Jeśli jest takim twardzielem, że robi triatlony, to na pewno jest też wystarczająco dużym twardzielem żeby ogarnąć chłopaków w szatni. Na jakiej płaszczyźnie rozgrywała się rywalizacja z Realami, Bayernami, Manchesterami? Tylko na płaszczyźnie mentalnej. To dziwne, jak w całej tej sytuacji postępuje zarząd – dodaje dziennikarz. – Zabrakło więcej rozumu, wyobraźni. Trener zmaga się z nowotworem i czołowy piłkarz zmaga się z nowotworem, a zarząd przechodzi nad tym do porządku dziennego. W klubie nie było żadnych planów B – zdarzają się przeróżne nieprzewidziane sytuacje, dlatego zawsze trzeba mieć opcje zastępcze. Rozwiązanie z Luisem Enrique od początku wydawało mi się najrozsądniejsze. Nie tylko z powodu Roury. Jak Vilanova wrócił już ze Stanów – stoczył właśnie znacznie ważniejszy mecz, mecz o życie, gdzie mu tu w głowie mecze z Bayernem? Na ławce z Bayernem w I meczu nic się przecież nie działo. Vilanova miał za sobą wyczerpującą terapię, faszerowano go różnymi medykamentami. Jak facet zmaga się z nowotworem, to on nie wraca po grypie. Gdyby dopuszczono do takiej sytuacji w Górniku Zabrze czy Wiśle Kraków, to może nie byłoby większego zdziwienia, ale w przypadku władz Barcelony oczekiwania są zupełnie inne. Dlatego zatrudnienie Enrique jako caretakera do końca sezonu byłoby lepszym rozwiązaniem. W takim układzie Vilanova spokojnie wraca do zdrowia po powrocie z Nowego Jorku, niech sobie odpoczywa, bo jego zdrowie potrzebowało tego odpoczynku, a dalsze decyzje – podjąć po sezonie. Podobna sytuacja była jak chorował Houllier i taki model się sprawdził.
Redaktor Rabij przyznaje, że ten sam dylemat powraca w kontekście przyszłego sezonu: – Oczywiście, zwolnienie Vilanovy może nie jest zbyt "humanitarne", można ewentualnie myśleć o jakimś duecie, nadaniu mu roli konsultanta czy supervisora*. Pytanie tylko, czy po takim sezonie zmiany nie potrzebują sami piłkarze; przyjścia nowego trenera, który zrobi z tym wszystkim porządek.
– Myśląc o ewentualnych następcach Vilanovy - czy Enrique byłby właściwą opcją długoterminową? Tego już nie jestem taki pewien... Bardzo podoba mi się inna opcja, o której pisałem ostatnio na blogu. Chciałbym Juppa Heynckesa. Latem odejdzie, a Barcelonie nawrzucał 7:0. Ma świetny sezon, zmierza po potrójną koronę, Bayern gra piłkę taką, że głowa mała. Heynckes świetnie zna Hiszpanię i hiszpańską piłkę. Prowadził Bilbao, Teneryfę i Real Madryt. Spędził tam łącznie 7 lat. Doprowadził Madryt do zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Zresztą, jeśli Bayern wygra w tym roku, dojdzie do niesłychanej sytuacji, w której Heynckes drugi raz wygra to trofeum i znowu klub mu podziękuje. OK, to 68-latek, ma swoje lata, ale może jeszcze się skusi gdzieś na ostatnie wyzwanie. Czemu nie w Barcelonie? Trener, który dwukrotnie zdobywa w karierze Ligę Mistrzów - zawsze będzie mile witany w Barcelonie, co do tego nie ma wątpliwości.
Dziennikarz stacji SportKlub poruszył także kwestie kadrowe: – Przede wszystkim nie chciałbym, aby odszedł Alexandre Song. Wspaniała technika, ma kiwkę, ma siłę, odbiera piłkę z ogromną łatwością. Wprawdzie Barcelona, uważam, zmarnowała mu rok, ale w ostatnich tygodniach gra znakomicie. Mam nadzieję, że zostanie, bo w mojej opinii to świetny piłkarz. Nie potępiałbym Fàbregasa. To piłkarz kompletny. To już problem Barcelony, jaki znajdzie na niego pomysł, gdzie znajdzie mu miejsce, ale starano się o niego dwa lata nie bez powodu. To wciąż wielkiej klasy zawodnik. Dziwna jest sprawa z Alexisem Sánchezem. To jest taki chłopak, który ma wielki talent, ale nie radzi sobie w Barcelonie z trudnych do wyjaśnienia powodów. Ostatnio notuje znacznie lepszy okres, strzela, asystuje i może jednak zostanie. Obawiam się, że Barcelona trochę przetrąciła karierę Davidowi Villi. Od tej kontuzji, złamania, bardzo odczuwalny jest brak zaufania. To jest taki piłkarz, który musi regularnie grać po 90 minut. Będzie chyba lepiej dla niego i Barcelony jak odejdzie do klubu, który zagwarantuje mu częstszą grę.
Osobna sprawa to wzmocnienia Barçy na przyszły sezon. Najbardziej potrzebuje ich obrona: – Koniecznie powinien pojawić się wszechstronny stoper. Nie jestem fanem transferu Kompany’ego ani Thiago Silvy. Co innego David Luiz - Brazylijczyk, z odpowiednimi kwalifikacjami w panowaniu nad piłką. Byłem jego wielkim zwolennikiem już za czasów gry w Benfice, teraz trudno by go wyciągnąć z Chelsea, kosztowałby pewnie ogromne pieniądze, ale takiego profilu obrońcy potrzebuje Barcelona. Niedawno do wzięcia w Brazylii był Dedé, wielkie chłopisko, bardzo wszechstronny, ponad 190 cm wzrostu. Teraz jest po ciężkiej kontuzji i przejściu do Cruzeiro. Grał w kwietniu w kadrze, ale ciężko określić jego aktualną formę. Może byłby do wyjęcia za 7-8 milionów. Hummels - podoba mi się taka opcja. Jest też Marquinhos z Romy - młody chłopak, niespełna 19-letni. O niego akurat najlepiej pytać Luisa Enrique [śmiech]. Z tych wszystkich Brazylijczyków najbardziej podoba mi się wspomniany Dedé, ale po tej kontuzji jego realna przydatność pozostaje w tej chwili niewiadomą. Z kolei Daniemu Alvesowi przydałby się nowy zmiennik. Jest w PSV taki fajny chłopak, Jetro Willems. Barcelona interesowała się kiedyś Gregory van der Wielem. Ostatnio przesiaduje na ławce w PSG, ale z PSG „nie trafimy”. Oni na szeroką kadrę mogą sobie pozwolić jak mało kto.
Na koniec Bartłomiej Rabij wypowiedział się na temat następcy Víctora Valdésa. U tak wielkiego sympatyka Joga Bonito nie mogło też zabraknąć wypowiedzi na temat Neymara. – Jeśli chodzi o bramkarza, który miałby zastąpić Valdésa - mówi się dużo o Guaicie. Ja nie jestem zwolennikiem Guaity. Dużo bardziej odpowiadałby mi transfer z Niemiec. Styl gry coraz bardziej przypomina tam ligę hiszpańską, poza tym w Bundeslidze bardzo chętnie stawia się na młodych bramkarzy. Jest Leno w Leverkusen, jest Ter Stegen w Monchengladbach. Obaj 21-letni, w pierwszej lidze bronią już po kilka sezonów, młodzi zdolni, w Barcelonie mogliby się fajnie odnaleźć.
– No i Neymar - niech go wezmą. Niech go wreszcie kupią. Najwyższy czas. Zostaje kwestia pensji. W Santosie zarabia razem z kontraktami reklamowymi 15-17 milionów euro, co oznacza, że poza transferem za górę pieniędzy, ok. 40-50 mln euro, na Camp Nou będzie też pobierał astronomiczną pensję. No ale to już zmartwienia Zarządu. Kibiców bardziej zajmuje jego potencjał sportowy, który jest ogromny – zakończył dziennikarz w wypowiedzi udzielonej portalowi FCBarca.com.
Bartłomiej Rabij – dziennikarz piłkarski od lat specjalizujący się w piłce hiszpańskiej, portugalskiej i latynoamerykańskiej. Wielki miłośnik kultury Brazylii i wszystkiego, co związane z tym krajem. Zapalony podróżnik, bo „nie da się kibicować bez podróżowania. Podróżując poznajesz ludzi, za nimi idą obyczaje, kultura, jedzenie, historia”. Redaktor Rabij pełni obecnie funkcję dyrektora programowego i komentatora Telewizji SportKlub. Możecie go usłyszeć m.in. podczas transmisji lig argentyńskiej i brazylijskiej. Felietony i analizy taktyczne regularnie publikuje na www.sportklub.pl. Prowadzi również projekt "Radio Brazylia", który łączy funkcje bloga sportowego oraz okna na obyczaje, historię, kulturę, gospodarkę Brazylii i innych krajów Ameryki Południowej.
* W angielskiej kulturze piłkarskiej: opiekun mniej doświadczonego trenera.
Komentarze (385)