Łza po łzie i za łzą łza. Więcej niż klub? Nie tym razem.
Wierzyłem do końca, że znajdą jakieś rozwiązanie. W sprawach związanych z Barçą i innych, które mnie interesują, wnikliwie cedzę informacje, nie wierzę w bajki, ploty ani dziennikarskie kaczki. Tu łudziłem się jak dziecko, że pomimo wcześniejszych doniesień i karmionego nimi rozsądku, jednak uzyskają porozumienie. Że pozwolą Éricowi spędzić na Camp Nou choć ten jeden sezon więcej. Nie pozwolili.
Kibicuję temu klubowi już jakiś czas. Żaden wynik sportowy nie rozczarował, nie zasmucił tak bardzo jak ogłoszenie decyzji Zarządu o rozstaniu z francuskim piłkarzem. Relacje, cytaty, zdjęcia, emocje. Nie, to niemożliwe. Nie da się już nigdy mówić, myśleć o tej historii - Abidala i Barcelony - inaczej niż przez pryzmat jej zakończenia. Przez pryzmat piątkowego popołudnia.
Abi będzie kontynuował swą karierę gdzie indziej i całym sercem życzę mu tam powodzenia, będę starał się oglądać go tak często jak tylko będę mógł. Jednak w powszechnej świadomości jego walka o zdrowie i życie nierozerwalnie kojarzyły się z Barçą, jego klubem, którego formalnie był pracownikiem przez długie miesiące rekonwalescencji i który wspierał jego powrót na boisko instytucjonalnie i "ludzko", wieloma komentarzami od najwyższych przedstawicieli klubu i sztabu szkoleniowego - i w tym sensie można było liczyć na "ciąg dalszy". Tym bardziej, że zapewnienie na ten temat padło ze strony wiceprezesa klubu już w grudniu, a wcześniejszą ofertę automatycznego przedłużenia umowy piłkarz odrzucił lojalnie informując, że czas na to będzie po jego powrocie na boisko. On mógł zachować się honorowo. Klub nie mógł.
Wiele, wiele pytań. Wiele niezrozumiałych, niejasnych wątków. Znamy efekt końcowy. Ciągu dalszego ostatecznie nie będzie. Piękna, cudowna historia o sile ludzkiej woli, osiąganiu niemożliwego i że w tym futbolu jakim się stał, wciąż jest miejsce na pewne wartości - nie będzie miała swej kontynuacji na Camp Nou.
To źle dla obu stron. Dla klubu - to jasne, z powodów prestiżowych. Ale piłkarza, człowieka szkoda w tym wszystkim znacznie bardziej. Bez dwóch zdań, wolałby skończyć swoją wyczynową karierę w stolicy Katalonii. Nigdzie indziej. To było widać. To było krzyczeć. Mówił o tym każdym gestem, każdym sięgnięciem po chusteczkę, że wolałoby go tam nie być, chciałby, prosił by zostać. Nie będzie mu dane.
Nic dziwnego, że ze wszystkich stron świata spłynęło tak wiele łez. Ale reakcje nie ograniczyły się tylko do pękatych kropli smutku.
Nigdy nie widziałem tak wielu zjadliwych komentarzy, wrogich opinii na temat Barçy naraz, a widziałem już wiele, przy różnych okazjach. Płyną cały czas, ze wszystkich stron mediów. Miks kpin z motta klubu, jego dziedzictwa, całej ponadsportowej tożsamości. Z dnia na dzień FC Barcelona nie stała się przyjacielem wesołego diabła, a jednak można postawić to wszystko na szali jedną decyzją? Jak widać, można.
To słuszne głosy, uzasadnione. Zresztą wśród sympatyków Barcelony dominują takie same. Szukałem dla władz klubu jakiekolwiek godziwe wytłumaczenie tej decyzji, próbowałem zracjonalizować. Chyba bez powodzenia.
Pensja? Mógł grać za darmo w PSG David Beckham, mógłby grać facet, który w obliczu diagnozy sprzedał swoje czterokołowe dobra merkantylne, który publicznie zapewniał o przewartościowaniu swego życia. Przypadek Abidala jest wyjątkowy w skali całego świata i całego sportu. Gdyby była wola klubu na takie wyjście, czemu miałoby nie być możliwe? A ewentualne niepobieranie przez Abiego pensji miałoby przeszkadzać tak zżytym z nim i jego sytuacją kolegom z szatni, którzy na pożegnalną konferencję zjawili się w komplecie?! W jaki sposób? Nosens.
Zdrowie? Gdyby w którymkolwiek punkcie okresu przygotowawczego lub przyszłego sezonu nie mógł dalej grać, obie strony zdecydowałyby o zakończeniu współpracy. Z klasą i wzajemnym szacunkiem, na które przy takim rozwiązaniu jakie wybrano - nie było miejsca.
Kondycja? Oczywiście, że nikt nie oczekiwałby od Abiego gry co 3 dni. Nie ma takiej potrzeby w klubie, który rozgrywa 60-65 meczów na sezon. Liga, Puchar Króla, może grupa Ligi Mistrzów - niech by to było nawet 20-25 meczów. Jaki procent meczów ligowych mieli Puyol czy Mascherano, grali wszystkie 38? Na pewno Abi byłby z takiego potraktowania szczęśliwszy niż z wyproszenia do jakichś Emiratów albo innych Chin.
Forma sportowa? Bez żartów. Widziałem spotkanie z Levante i każdy je widział. Spokój i inteligencja są niezależne od witalności zawodnika. Refleks mniej, ale ustawianie się Abidala w tych meczach, w których zagrał - było bez zarzutu! W dziurawej jak sito linii obrony Barcelony każde pojawienie się na boisku Abiego dawało pewność i porządek; o deficytowej w kadrze krasnali grze w powietrzu i profesorskim wyprowadzaniu piłki (czego nie umie Adriano ani Bartra) nie wspominając.
Bilbao, zmęczenie organizmu po przeszczepie, ogólna wrażliwość zdrowotna, podatność na urazy przeciążeniowe w wyniku długiego rozbratu z futbolem? Nie wiem, ile prawdy jest w szukaniu sensacji przez część hiszpańskich mediów o tym, że rzekomo Éric Abidal miał słaniać się na nogach w przerwie meczu na San Mamés. Gdzie są na to solidne dowody? Abidal nie jest pacjentem, który w fartuchu uciekł z wariatkowa i biega sobie po mieście. Ma wokół najlepszych specjalistów. Przecież gdyby kontynuowanie kariery piłkarza miało dla niego cokolwiek negatywny wpływ, żaden lekarz nie pozwoliłby mu wyjść na boisko. Dopiero częstotliwość i jakość występów Abiego w przyszłości pokaże, do jakiej regularności i jakości w grze jest on jeszcze zdolny. "Zakończenie tematu" przez władze Blaugrany odbiera mu możliwość udowodnienia tego w stolicy Katalonii i nie jest fair.
Optymalizacja kadry? Skoro Barcelonę stać żeby trzymać przez cały sezon w kadrze pierwszej (!) drużyny Jonathana dos Santosa (184 minuty w sezonie, o jedną mniej od... Érica), to chyba byłoby klub "stać" na utrzymanie w kadrze kolejnego sezonu Abidala, z całą złożonością jego sytuacji. Komu on, jego wzrost i jego doświadczenie wadziłyby w szatni? Skoro kadra na kampanię 2013/2014 zniesie mającego notoryczne problemy z kolanami Puyola, który sportowo starzeje się nie od wczoraj - zniosłaby i Abidala! Poza tym mówimy o drużynie mającej drugi sezon notoryczne problemy z obroną, która w ostatnich latach pozbyła się bez żalu 3 innych ważnych graczy defensywnych. Ze względów sportowych Barça zwyczajnie nie mogła pozbyć się takiego defensora, NAWET niezdolnego do gry na pełnych obrotach w każdym meczu, NAWET mającego określone problemy wydolnościowe.
Decyzja trenera? On ma przełożonego.
Konsekwencja władz Barcelony? Wszystko to, te słowa, te miesiące czekania... żeby dać mu zagrać 4 mecze? Gdyby zamiast nazwiska Abidal wstawić "Stirlitz" to z tego byłby chociaż dobry żart. A tak jest tylko wstyd i groteska.
Transparentność decyzji Zarządu? Żadna. Jeden pracownik klubu ma raka, ale ma ważny kontrakt, więc zostaje. Inny pracownik klubu też zmaga się z nowotworem, lecz kontrakt mu się kończy i "klub widzi to inaczej".
No bo jaka pokrętnie szalona logika może stać za tak autodestrukcyjną dla renomy, powagi, wizerunku klubu decyzją? Klubu aspirującego całą swą historią i działalnością do miana nie tylko instytucji sportowej, ale przede wszystkim instytucji ludzkiej. No i druga strona medalu: jakie powody legitymują w odczuciu Zarządu złamanie zobowiązania danego piłkarzowi i kibicom?
Z tym kontekstem, tą konkretną historią pożegnanie wieloletniego piłkarza klubu - to jedno. Efektem koktajl rozczarowania, wściekłości fanów oraz krytyki w mediach. Na jeszcze wyższy poziom (a jednak było to możliwe) wędruje ona patrząc na zachowanie prezesa i dyrektora klubu na konferencji. Sandro Rosell pośrodku, jak jakiś panicz? To była "konfa" Rosella czy Abidala?! Jakieś głupie pantomimy pomiędzy Zubim i Sandro, jakby szeptali w szkole za plecami kolegi, któremu szykują tęgiego psikusa? Uśmieszki? Przez większość konferencji siedzieli jak na rozżarzonych węglach, oglądając się dookoła jakby jej koniec miał wyskoczyć zza ściany.
Kto wygrywa na takim rozwiązaniu? Nie wiem. Nikt? Chyba nie, ktoś musi, skoro Zarząd podjął taką decyzję, a nie inną.
Myśląc na sam koniec o bilansie niechwalebnego rozstania klub z Abidalem, nie nachodzą mnie żadne inne skojarzenia niż dwie osoby, o których było już wyżej... Zostaje na przyszły sezon równie wiekowy, ze wszystkimi tego wieku konsekwencjami, Carles Puyol. Zostaje również zmagający się z przewlekłymi problemami nowotworowymi trener Vilanova. Abidalowi, temu "więcej niż piłkarzowi", którego historia imponowała każdemu, kto o niej usłyszał, inspirowała wielu chorych, którym diagnozy zostawiły mniej nadziei, i przetaczała się przez media w tę i z powrotem przy okazji reklamując - nie bójmy się tego słowa - kataloński klub, pozostania odmówiono.
Nie rozumiem. Dokąd zmierza "taka" FC Barcelona? Nie wiem, ale wiem, że odmowa przedłużenia kontraktu z Abidalem "smakuje" jak wykopanie go za drzwi i tak też zostanie odebrane i zapamiętane. To zła decyzja dla tego klubu, ale jeszcze gorsza dla tego człowieka. Dał z siebie wszystko i jeszcze więcej. Gdyby nie zdołał wrócić na boisko - podziw pod jego adresem nie byłby ani o jotę mniejszy. On zdołał. Cały czas był lojalny wobec klubu i szlachetnie odmówił przedłużenia kontraktu w trakcie procesu rehabilitacji.
Na takie "pożegnanie" nie załuguje nikt. Ale Abi nie zasługuje najbardziej pod słońcem.
PS Gdyby przypadkiem Abi za darmo grać nie chciał (bo takiego obowiązku nie ma, każdy ma prawo pobierać wynagrodzenie za swoją pracę; w przypadku niezdolności do pracy wynikłej w trakcie obowiązywania umowy - j.w., od tego są odpowiednie zapisy w kontraktach) i sedno problemu leżało w skłonności Zarządu do przyoszczędzenia, klub może sobie robić oszczędności wszędzie indziej, ale nie tu. Jeśli Sandro Rosell i jego ekipa nie rozumieją tego teraz, zrozumieją za jakiś czas.
Artykuł oddaje subiektywną opinię jego autora i nie reprezentuje stanowiska Redakcji na powyższy temat.
Komentarze (199)