Més que un club. Slogan, którym szczyci(ł)? się każdy Culé. Slogan, który sprawia(ł)?, że Barça jest/była wyjątkowa. Nigdy w życiu nie pomyślałbym, że nadejdzie moment w którym zacznę się zastanawiać czy Klub, który noszę w sercu od czternastu lat nadal jest „więcej niż Klubem". 28 maja 2013 roku był dniem, który ten przepiękny slogan postawił pod wielkim znakiem zapytania.
Éric Abidal nie był największym piłkarzem czy nawet obrońcą w historii FC Barcelony. Ale jego historia jest absolutnie wyjątkowa, to poza piłkarskim boiskiem wywalczył sobie status prawdziwej legendy. Bordowo-granatowych barw bronił przez sześć kolejnych lat, dołożyłby kolejnych kilka gdyby nie... zarząd i sztab trenerski FC Barcelony, który w stolicy Katalonii nie widział miejsca dla bohatera całego piłkarskiego świata.
Dzień 15 marca pozostanie na zawsze w pamięci Érica Abidala. Dokładnie tego dnia roku 2011 u piłkarza zdiagnozowano guza wątroby. Dla wielu był to ‘wyrok śmierci', który miał zakończyć piłkarską karierę Francuza, ale ten, którego dotknął sam koszmar nigdy się nie poddał. Zaskakująco szybko uporał się z chorobą i walczył o powrót do boisko, który wydawał się niemożliwy. Pokonał chorobę i wrócił na zieloną murawę, by wznieść Puchar Ligi Mistrzów jako kapitan wspaniałej Blaugrany prowadzonej przez Pepa Guardiolę. Dokładnie rok po wykryciu choroby, u Érica zdiagnozowano jej nawrót. Defensor Dumy Katalonii musiał poddać się przeszczepowi narządu i wtedy najważniejszy był już nie powrót do futbolu, a powrót do zdrowia. Abidal znów z walki z chorobą wyszedł zwycięsko, udowodnił, iż niemożliwe rzeczywiście nie istnieje. Lekarze dawali mu zaledwie kilka procent szans na powrót do sportu, podczas gdy sam defensor wyjawił: „Dopóki nie usłyszę od lekarzy, iż moja walka o powrót do piłki jest zagrożeniem dla życia, będę walczył najciężej, jak potrafię, by pewnego dnia znów wybiec na boisko w koszulce Barcelony."
6 kwietnia 2013 roku Król Abidal powrócił. Pojawił się na ostatnie 20 minut ligowego spotkania z Mallorcą, przywitany owacją na stojąco przez sympatyków Barcelony. Nie był już podstawowym graczem zespołu Vilanovy, nie zawsze był w pełni sił, ale jego serce zawsze biło dla bordowo-granatowych barw. Kontrakt Abidala wygasa 30 czerwca obecnego roku, ale już wcześniej zapowiedziano, iż bez względu na okoliczności zostanie on przedłużony gdyż nikt nie miał wątpliwości, iż Abi na to po prostu zasłużył. Jak nikt inny.
30 maja okazało się, iż zarząd Klubu i sztab trenerski jednak nie widzą w zespole miejsca dla bohatera Barcelony, to o czym spekulowano w hiszpańskich mediach znalazło odzwierciedlenie w rzeczywistości. Niestety. Co zmieniło się przez pół roku od deklaracji Zubizarrety, który podczas jednej z konferencji prasowych publicznie wyznał, iż kontrakt z piłkarzem zostanie przedłużony? To pytanie zadaje sobie wielu z nas, szkoda, że nikt nie zna odpowiedzi...
Abidal wygrał najważniejszy mecz swojej życiowej kariery, by pod koniec obecnego sezonu usłyszeć, że w Barcelonie nie ma już dla niego miejsca, że jest niepotrzebny. Czym sam piłkarz sobie na to ‘zasłużył'? Pełnym zaangażowaniem na treningach, wielkim oddaniem dla zespołu czy może miłością dla bordowo-granatowych barw? Można wątpić w powrót do jego wielkiej formy, sam Éric przyznał niedawno, iż obecnie jest daleki od swojej optymalnej dyspozycji, ale Klub nie straciłby wiele przedłużając z nim umowę chociażby o rok, dając przepracować mu w pełni okres przygotowawczy. Opinie o tym, iż Abidal nie jest gwarancją pewnej gry w defensywie zakrawają o kpinę, gdyż jeśliby spojrzeć na obecny sezon to nie ma chyba ani jednego piłkarza z formacji obronnej, który zasłużyłby na wyjątkowe pochwały.
Cała forma ogłoszenia odejścia Abidala również pozostawia wiele do życzenia. Nie wiem, jak Wy, ale ja oglądając konferencję prasową na której ogłoszono pożegnanie Francuza miałem wrażenie, iż sam piłkarz... jej przeszkadza. Kultura osobista wymaga tego, by w takich przypadkach głównego bohatera posadzić na środku, jednak obecnie w Barcelonie jest inaczej. Abidala posadzono z boku, na środku przed dziennikarzami zasiadł wielki pan i władca, Sandro Rosell. Nostalgiczna atmosfera konferencji udzieliła się wszystkim prócz dwójki Rosell i Zubizarreta. Nie zdziwiło mnie to, że podczas ponad godzinnej konferencji nie poznaliśmy powodu dla którego tak naprawdę nie przedłużono kontraktu z Abidalem, wszak niczego innego po katalońskim zarządzie się nie spodziewałem. Wcześniej wspomniana dwójka była chyba jedynymi osobami na sali, których nie wzruszyło pożegnanie Abidala i jego uściski z kolejnymi członkami zespołu. Sam Éric nie zdołał powstrzymać łez, podobnie, jak kilku jego kolegów oraz fanów przed telewizorami i komputerami.
Jest mi bardzo przykro, że w taki sposób żegna się piłkarza, który stał się częścią historii FC Barcelony. Éric Abidal jest legendą jednego z najwspanialszych klubów na mapie piłkarskiego świata. Wygrał znacznie ważniejszy mecz niż ten w Londynie, Madrycie czy każdym innym boisku. Wygrał walkę z chorobą, zdołał wrócić do zawodowego sportu i chciał nadal bronić barw drużyny, którą kochał. Nie było mu to dane. Wygrał najważniejszy mecz swojego życia, by na koniec usłyszeć, że jest jej niepotrzebny.
Nigdy nie byłem, nie jestem i nigdy nie będę zwolennikiem Sandro Rosella, Andoniego Zubizarrety i innych członków obecnego zarządu, który każdą kolejną decyzją coraz bardziej niszczy slogan „Més que un club". Nigdy nie będę obiektywnym w porównaniu Laporty z Rosellem, ale przytoczę jeden jedyny jakże wymowny fakt.
Komentarze (342)