Czy Barça to jeszcze więcej niż Klub?

IceMan

1 czerwca 2013, 23:44

342 komentarze

Més que un club. Slogan, którym szczyci(ł)? się każdy Culé. Slogan, który sprawia(ł)?, że Barça jest/była wyjątkowa. Nigdy w życiu nie pomyślałbym, że nadejdzie moment w którym zacznę się zastanawiać czy Klub, który noszę w sercu od czternastu lat nadal jest „więcej niż Klubem". 28 maja 2013 roku był dniem, który ten przepiękny slogan postawił pod wielkim znakiem zapytania.

Éric Abidal nie był największym piłkarzem czy nawet obrońcą w historii FC Barcelony. Ale jego historia jest absolutnie wyjątkowa, to poza piłkarskim boiskiem wywalczył sobie status prawdziwej legendy. Bordowo-granatowych barw bronił przez sześć kolejnych lat, dołożyłby kolejnych kilka gdyby nie... zarząd i sztab trenerski FC Barcelony, który w stolicy Katalonii nie widział miejsca dla bohatera całego piłkarskiego świata.

Dzień 15 marca pozostanie na zawsze w pamięci Érica Abidala. Dokładnie tego dnia roku 2011 u piłkarza zdiagnozowano guza wątroby. Dla wielu był to ‘wyrok śmierci', który miał zakończyć piłkarską karierę Francuza, ale ten, którego dotknął sam koszmar nigdy się nie poddał. Zaskakująco szybko uporał się z chorobą i walczył o powrót do boisko, który wydawał się niemożliwy. Pokonał chorobę i wrócił na zieloną murawę, by wznieść Puchar Ligi Mistrzów jako kapitan wspaniałej Blaugrany prowadzonej przez Pepa Guardiolę. Dokładnie rok po wykryciu choroby, u Érica zdiagnozowano jej nawrót. Defensor Dumy Katalonii musiał poddać się przeszczepowi narządu i wtedy najważniejszy był już nie powrót do futbolu, a powrót do zdrowia. Abidal znów z walki z chorobą wyszedł zwycięsko, udowodnił, iż niemożliwe rzeczywiście nie istnieje. Lekarze dawali mu zaledwie kilka procent szans na powrót do sportu, podczas gdy sam defensor wyjawił: „Dopóki nie usłyszę od lekarzy, iż moja walka o powrót do piłki jest zagrożeniem dla życia, będę walczył najciężej, jak potrafię, by pewnego dnia znów wybiec na boisko w koszulce Barcelony."

6 kwietnia 2013 roku Król Abidal powrócił. Pojawił się na ostatnie 20 minut ligowego spotkania z Mallorcą, przywitany owacją na stojąco przez sympatyków Barcelony. Nie był już podstawowym graczem zespołu Vilanovy, nie zawsze był w pełni sił, ale jego serce zawsze biło dla bordowo-granatowych barw. Kontrakt Abidala wygasa 30 czerwca obecnego roku, ale już wcześniej zapowiedziano, iż bez względu na okoliczności zostanie on przedłużony gdyż nikt nie miał wątpliwości, iż Abi na to po prostu zasłużył. Jak nikt inny.

30 maja okazało się, iż zarząd Klubu i sztab trenerski jednak nie widzą w zespole miejsca dla bohatera Barcelony, to o czym spekulowano w hiszpańskich mediach znalazło odzwierciedlenie w rzeczywistości. Niestety. Co zmieniło się przez pół roku od deklaracji Zubizarrety, który podczas jednej z konferencji prasowych publicznie wyznał, iż kontrakt  z piłkarzem zostanie przedłużony? To pytanie zadaje sobie wielu z nas, szkoda, że nikt nie zna odpowiedzi...

Abidal wygrał najważniejszy mecz swojej życiowej kariery, by pod koniec obecnego sezonu usłyszeć, że w Barcelonie nie ma już dla niego miejsca, że jest niepotrzebny. Czym sam piłkarz sobie na to ‘zasłużył'? Pełnym zaangażowaniem na treningach, wielkim oddaniem dla zespołu czy może miłością dla bordowo-granatowych barw? Można wątpić w powrót do jego wielkiej formy, sam Éric przyznał niedawno, iż obecnie jest daleki od swojej optymalnej dyspozycji, ale Klub nie straciłby wiele przedłużając z nim umowę chociażby o rok, dając przepracować mu w pełni okres przygotowawczy. Opinie o tym, iż Abidal nie jest gwarancją pewnej gry w defensywie zakrawają o kpinę, gdyż jeśliby spojrzeć na obecny sezon to nie ma chyba ani jednego piłkarza z formacji obronnej, który zasłużyłby na wyjątkowe pochwały.

Cała forma ogłoszenia odejścia Abidala również pozostawia wiele do życzenia. Nie wiem, jak Wy, ale ja oglądając konferencję prasową na której ogłoszono pożegnanie Francuza miałem wrażenie, iż sam piłkarz... jej przeszkadza. Kultura osobista wymaga tego, by w takich przypadkach głównego bohatera posadzić na środku, jednak obecnie w  Barcelonie jest inaczej. Abidala posadzono z boku, na środku przed dziennikarzami zasiadł wielki pan i władca, Sandro Rosell. Nostalgiczna atmosfera konferencji udzieliła się wszystkim prócz dwójki Rosell i Zubizarreta. Nie zdziwiło mnie to, że podczas ponad godzinnej konferencji nie poznaliśmy powodu dla którego tak naprawdę nie przedłużono kontraktu z Abidalem, wszak niczego innego po katalońskim zarządzie się nie spodziewałem. Wcześniej wspomniana dwójka była chyba jedynymi osobami na sali, których nie wzruszyło pożegnanie Abidala i jego uściski z kolejnymi członkami zespołu. Sam Éric nie zdołał powstrzymać łez, podobnie, jak kilku jego kolegów oraz fanów przed telewizorami i komputerami.

Jest mi bardzo przykro, że w taki sposób żegna się piłkarza, który stał się częścią historii FC Barcelony. Éric Abidal jest legendą jednego z najwspanialszych klubów na mapie piłkarskiego świata. Wygrał znacznie ważniejszy mecz niż ten w Londynie, Madrycie czy każdym innym boisku. Wygrał walkę z chorobą, zdołał wrócić do zawodowego sportu i chciał nadal bronić barw drużyny, którą kochał. Nie było mu to dane. Wygrał najważniejszy mecz swojego życia, by na koniec usłyszeć, że jest jej niepotrzebny.

Nigdy nie byłem, nie jestem i nigdy nie będę zwolennikiem Sandro Rosella, Andoniego Zubizarrety i innych członków obecnego zarządu, który każdą kolejną decyzją coraz bardziej niszczy slogan „Més que un club". Nigdy nie będę obiektywnym w porównaniu Laporty z Rosellem, ale przytoczę jeden jedyny jakże wymowny fakt.

Larsson - zapewne każdy z Was kojarzy to nazwisko. Wspaniały Szwed przybył do Barcelony przed sezonem 2004/05, podpisał z Dumą Katalonii roczny kontrakt. Nie zagrał zbyt wielu meczów, nie zdobył zbyt wielu bramek w debiutanckim sezonie, gdyż podczas listopadowego Gran Derbi z Realem Madryt zerwał więzadła krzyżowe w kolanie i miał już nie zagrać do końca rozgrywek. Co zrobił ówczesny zarząd z 33-letnim napastnikiem? Nie kupiono nikogo w jego miejscu, przedłużono jego umowę, która wygasała po zakończeniu sezonu, nie mając żadnej gwarancji, iż piłkarz wróci do formy czy w ogóle futbolu. Jak Barcelonie odwdzięczył się Larsson? Finałem w Paryżu, w 2006 roku, nikomu chyba nie muszę przypominać, co wtedy zrobił popularny Henka.

Kiedyś Barça była Més que un club, na koszulkach próżno było szukać sponsora, a piłkarze tacy, jak Larsson byli taktowani tak, jakby w Klubie spędzili całą karierę. Dziś sytuacja jest zgoła odmienna. Powiecie, że w życiu nie ma miejsca na sentymenty? Mylicie się, Barcelona była przykładem na to, iż są na świecie jeszcze zespoły w których liczą się nie tylko pieniądze, ale i ludzie. Po swoim ostatnim, pożegnalnym meczu w koszulce Barcelony, Éric Abidal podziękował za lata spędzone w Barcelonie m.in. zarządowi. Camp Nou zaczęło gwizdać... wymowne prawda? Gwizdom nie ma się, co dziwić wszak sam prezydent Klubu nawet nie raczył wstać przy wejściu na boisko Abidala, nie pofatygował się również na murawę już po zakończeniu spotkania...

Nie wiem, kto w przyszłym sezonie będzie biegał po murawie z numerem 22 na koszulce, ale dostąpi wielkiego zaszczytu. Zaszczytu noszenia numeru, który należał do wielkiego gracza i jeszcze większego człowieka. Przykładu dla każdego z nas, wielkiego Culé dla którego Camp Nou było drugim domem. Nigdy Cię nie zapomnimy Éric, dziękujemy za wszystko Mistrzu!

Powyższy tekst jest wyłącznie opinią jego autora i nie reprezentuje stanowiska reszty Redakcji.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (342)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze