Czasem, być może nawet zbyt często, doszukujemy się niektórych decyzjach drugiego dna. Historia Thiago, od podpisania kontraktu i wcielenia do pierwszej drużyny Barcelony w 2011 roku, aż do dziś, gdy w roku 2013 zostaje nowym zawodnikiem Bayernu Monachium, nie jest w tej kwestii wyjątkiem.
„To loteria". Tak 25 czerwca 2011 roku głosiła okładka Mundo Deportivo. Pod rozkazami Guardioli rozegrał zaledwie 17 spotkań, jednak miał opuścić Barcelonę B Luisa Enrique. Zdołał się już pokazać na mistrzostwach Europy do lat 21 w Danii, gdzie został nawet wybrany najlepszym zawodnikiem turnieju.
Ferguson i Villas-Boas
Manchester United Fergusona i Chelsea Villasa-Boasa chciały wpłacić za niego klauzulę wynoszącą 10 milionów. Barça także zastanawiała się nad włączeniem go w operację transferu Fàbregasa i wykorzystaniem jako karty przetargowej w negocjacjach z Arsenalem. Jednak mimo intratnych propozycji i trudności w znalezieniu miejsca w składzie między Xavim, Iniestą, Keitą i Fàbregasem, Thiago zdecydował się postawić na Barçę i 29 czerwca podpisał kontrakt, który wiązał go z klubem do 2015 i obejmował klauzulę opiewającą na 90 milinów euro.
Kontrakt zawierał jednak zapis wynegocjowany przez agenta Thiago, Pere Guardiolę, brata Pepa: jeżeli przez dwa pierwsze sezony Thiago nie rozegra 60% możliwych spotkań (co najmniej po 30 minut w każdym) jego klauzula wykupu spadnie do 18 milionów euro.
Było to logiczne wyjście ze strony zawodnika: jeśli nie będę grać pozostanie mi inna opcja. Takie posunięcie ze strony klubu także było zrozumiałe. Thiago był już jedną nogą poza drużyną a jedyną obsesją Barcelony było zatrzymanie go. Wtedy nikomu nie wydawało się możliwe, że pewnego dnia ktoś będzie skłonny zapłacić 18 milionów, (które okazały się ostatecznie 25 milionami), za zmiennika.
W sezonie 2011/12 młody pomocnik rozegrał 63% spotkań. Całe zamieszanie pojawiło się wraz z sezonem 2012/13: Thiago zagrał zaledwie w 47% meczów a jego klauzula została zredukowana do 18 milionów euro. Podobno Tito nie wiedział o klauzuli ponieważ nikt mu tej informacji nie przekazał. Nie wiedział też dlaczego tak się stało i czemu ta informacja do niego nie dotarła.
Ani ta o Thiago, ani ta o Tello, ponieważ jeśli rozegra „x" meczów zwiększy się jego klauzula. Ani ta o Puyolu, ponieważ jeśli rozegra „y" spotkań cena spadnie. Ani ta o Abidalu, ponieważ jeśli rozegra „z" spotkań kontrakt zostanie przedłużony automatycznie. Żadna z tych informacji. W przeciwnym razie wszystko mogłoby wyglądać inaczej. Chaos kompletny.
Cena za Thiago wyniosła 18 milionów i niemal wszyscy wielcy wyciągnęli po niego ręce. Jednocześnie Barça nie uczyniła niczego. Josep Maria Bartomeu zapytany czy tak samo by postąpiono gdyby z klauzulą wysokości 18 milionów euro został Iniesta odpowiedział: „Tak. Chcemy tylko tych zawodników, którzy pragną grać w Barcelonie". Trudno w to uwierzyć.
Z kolei Tito rozmawiał z Thiago. Zawodnik zapytał trenera o swoją sytuację a ten odpowiedział mu prosto, sucho, klarownie i przede wszystkim szczerze. „Są tu tacy zawodnicy, jacy są i niczego nie mogę ci obiecać. Mógłbym obiecać ci minuty i większy udział w drużynie, ale później mogłoby się zdarzyć, że nie dotrzymałbym tej obietnicy. Co na to powiesz?"
Po Mundial w Brazylii
W kwestii Thiago było też wiele dodatkowych czynników. Nie jest on culé tak zapalonym jak Marc Bartra czy Sergi Roberto, którzy kolory blaugrana wyssali z mlekiem matki. Wszyscy pamiętamy jego kontrowersyjną wypowiedź z mistrzostw Europy U-21 w 2011 roku. „Tym czego chcę jest triumfowanie w futbolu. Najlepiej by było, gdyby miało to miejsce w Barcelonie". Thiago ma w sobie brazylijską krew zaś najbliższy Mundial będzie rozegrany właśnie w Brazylii. Jeśli miałby grać tyle ile grał w dwóch poprzednich sezonach w barwach Barçy jego powołanie do reprezentacji Hiszpanii przez Del Bosque wydaje się niemożliwe.
W taki sposób przed Thiago pojawiło się zadanie podjęcia nowego etapu w swojej karierze. Zgłosiły się po niego United, City, Tottenham i Liverpool. Florentino Pérez znów oszalał na jego punkcie, ale Thiago od początku powtarzał, że do Madrytu iść nie chce. Alcântara miał nadzieję na dołączenie do United, ponieważ od dziecka była to jego ulubiona drużyna a Alex Ferguson już od jakiegoś czasu nalegał na jego sprowadzenie.
Ojciec zawodnika, Mazinho, oraz Pere Guardiola udali się do Manchesteru i negocjowali warunki kontraktu, który miał podpisać Thiago. Oczywiście o ile następca Fergusona, który podówczas nie był jeszcze znany, będzie się chciał zdecydować na tę operację.
W tym momencie, znając sytuację, na scenę wkroczył Pep Guardiola. Były trener Barçy chciałby grać z nową drużyną diamentem w środku, zaś w pomocy dysponował jedynie Kroosem i Schweinsteigerem, jako piłkarzami odpowiednimi do tego. Javiego Martíneza Pep podobno chce przemianować na stopera, zaś Luiz Gustavo go nie przekonuje.
Guardiola zadzwonił do Mazinho i do Thiago i obu im obiecał minuty. Pragnienia Pepa były wprost proporcjonalne do wątpliwości, jakie względem Thiago żywił następca Fergusona, David Moyes. Tak więc mając do wyboru trenera (Guardiola) albo klub (United) Thiago zdecydował się na szkoleniowca.
Tak w przybliżeniu wyglądała ta historia. Przez ostanie dwa lata wydarzyło się wiele rzeczy, ale niemal wszystkie z nich są w pełni zrozumiałe. Thiago będzie mógł się cieszyć większym udziałem w drużynie, zaś Barça otrzyma za niego 25 milionów, które będzie mogła zainwestować w priorytety Tito. Wszyscy wygrali. A przynajmniej tak im się wydaje. Czas pokaże jak będzie naprawdę.
Komentarze (64)