Podsumowanie La Liga 6. kolejka

n00stress

27 września 2013, 11:25

109 komentarzy

Po pięciu kolejkach na czele hiszpańskiej Primera División znajdowały się dwie drużyny. Barcelona i Atlético jak na zawołanie wygrywają swoje mecze, notując jednocześnie rekordowe starty w lidze. Oba zespoły łączą na pewno dwie rzeczy: argentyńscy szkoleniowcy i chęć pokonania Realu Madryt. Królewscy mimo nie najlepszej gry w pierwszych spotkaniach obecnego sezonu, do wspomnianej dwójki tracą zaledwie dwa punkty.

Na szóstą kolejkę nie musieliśmy czekać, zaplanowana na środek tygodnia. Atlético swoje spotkanie rozgrywało na Vicente Calderón, gdzie pewnie pokonało Osasunę, co zapowiada niezwykłe emocje w zbliżających się derbach Madrytu. Podopieczni Diego Simeone dotrzymują kroku rozpędzonej Barcelonie, która gładko pokonała na Camp Nou rewelację poprzedniego sezonu - Real Sociedad. Największe problemy w zdobyciu trzech punktów miał Real Madryt, ale z pomocą sędziego zespół Carlo Ancelottiego utrzymał dystans do prowadzącej dwójki. Ale i tak największymi bohaterami szóstej serii spotkań są Álvaro Arbeloa i Gerard Piqué, którzy stoczyli zaciętą wojnę... na Twitterze. Zapraszamy na podsumowanie 6. kolejki Primera División.

Barcelona i Atlético nie mają sobie równych

Przed spotkaniem z Realem Sociedad, który w poprzednim sezonie zachwycił nie jednego kibica, a w eliminacjach do Ligi Mistrzów niespodziewanie pokonał Lyon, w Katalonii więcej niż o meczu, mówiło się o posiadaniu piłki i nowinkach taktycznych Gerardo Martino. Argentyński szkoleniowiec Barcelony długo musiał odpowiadać na pytania dziennikarzy, a najlepiej całą sytuację skomentował Gerard Piqué: „Jesteśmy jedynym klubem, który wygrywa 4:0 i dyskutuje o posiadaniu piłki".

Real Sociedad miał być równorzędnym partnerem dla Barçy, ale podopiecznym Jacoby Arrasate starczyło woli walki na pierwsze dwie minuty. Później istniała już tylko Barcelona, która z zimną krwią wykorzystywała błędy Basków w defensywie, a przede wszystkim fatalny występ Cadamuro. Neymar strzelił pierwszą bramkę w lidze, a Messi dołożył kolejną (do i tak imponującego dorobku). Swoje gole zdobyli również, co nie zdarza się często , Sergio Busquets i Marc Bartra. Zespół Gerardo Martino wygrał 4:1, a w tabeli dorównuje mu tylko zespół z Madrytu. I nie są to Królewscy.

W Madrycie po Falcao już nikt nie płacze. Nikt nie zaprzeczy, że Atlético zrobiło kapitalny interes wymieniając sprzedanego za wielkie pieniądze Kolumbijczyka na Davida Villę - najlepszego strzelca w historii reprezentacji Hiszpanii i piłkarza, który zawsze będzie dużym zagrożeniem dla każdej defensywy na świecie. Jednak na odejściu obecnego napastnika Monaco najwięcej zyskał Diego Costa. To on jest teraz liderem zespołu, w każdym kolejnym meczu pokazując swoją wartość. Niesamowita gra na początku sezonu sprawiła, że już niedługo Rojiblancos będą mieć kolejnego reprezentanta Hiszpanii. Tak, to już jest fakt. Vicente del Bosque zamierza powołać Diego Costę do kadry La Roja na zbliżające się spotkania eliminacji mistrzostw świata w Brazylii. Były szkoleniowiec Realu Madryt czeka tylko na odpowiedź FIFA, co będzie jedynie formalnością.

W spotkaniu z Osasuną to właśnie Diego Costa był najlepszy na boisku i to on dał wygraną stołecznej drużynie na Vicente Calderón zdobywając dwie bramki. Najpierw w 18 minucie wykorzystał płaskie dośrodkowanie Juanfrana, a niecałe 8 minut później podwyższył na 2:0 - tym razem strzałem głową po kapitalnym dograniu Koke. Dwa różnorodne trafienia pokazują jak kompletnym napastnikiem jest Diego Costa, a reprezentacja Hiszpanii już może świętować - znaleziono nową wielką 9-tkę!

Osasunę, która w poprzedniej kolejce wygrała swój pierwszy mecz, stać było tylko na gola kontaktowego w 42 minucie. Jego autorem był niezawodny Oriol Riera, dla którego było do drugie trafienie w tym sezonie. Atlético dowiozło do końca cenne 2:1, mając po sześciu kolejkach komplet punktów, co daje im dwa „oczka" przewagi nad Realem Madryt , z którym zmierzą się już w najbliższy weekend. Derby Madrytu zapowiadają się pasjonująco. Niestety Diego Simeone nie będzie mógł skorzystać z podpory środkowej linii zespołu Rojiblancos - Mario Suáreza. Faworyt? Nieznany.

Zwycięstwo Valencii i odbijająca się od dna Sevilla

W ostatni weekend piłkarze Valencii grali o głowę swojego trenera Miroslava Djukicia i stanęli na wysokości zadania, pokonując słabiutką na początku tego sezonu Sevillę 3:1. Przełamał się przede wszystkim Jonas, najskuteczniejszy napastnik Nietoperzy. Jednak do pochwał pod adresem gry było jeszcze daleko.

Miało się to zmienić w spotkaniu z Granadą. Zespół Djukcia miał w końcu zagrać ładnie dla oka i efektownie, ale jak to ostatnio bywa, skończyło się tylko na zapowiedziach. Na Nuevo Los Cármenes oglądaliśmy niezwykle nudne spotkani, a Valencia nie robiła kompletnie nic, żeby wyrwać trzy punkty. Na całe szczęście w trzeciej minucie doliczonego czasu gry Jonas znalazł się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie i podanie rezerwowego Sergio Canalesa zamienił na drugie zwycięstwo z rzędu Valencii. Mirloslav Djukić odetchnął, a piłkarze zaczęli świętowanie, jakby zdobyli Ligę Mistrzów.

Na Estadio Sánchez Pizjuan Sevilla zmierzyła się drużyną ze stolicy Hiszpanii, która niedawno zdołała przerwać trwającą ponad 5 lat passę przewagi w posiadaniu piłki osiągniętą przez Barcelonę. Krótko mówiąc Andaluzyjczykom przyszło stawić czoła ekipie Paco Jémeza, Rayo Vallecano. W poprzedniej kolejce ligowej drużyna Unaia Emery'ego uległa Valencii 1:3, co sprawiło, że Andaluzyjczycy po raz kolejny nie dopisali na swoje konto punktów i utknęli na samym dnie tabeli. Sevillę w meczu z drużyną z Vallecas interesowało tylko jedno - zwycięstwo i ożywcze trzy punkty, które pozwolą się odbić od dna. Sytuacja Rayo, po goleadach, jakie urządziły sobie na tej ekipie Málaga i Barca, była tylko minimalnie lepsza od sytuacji Andaluzyjczyków - drużyna Paco Jémeza w chwili pierwszego gwizdka sędziego znajdowała się jedynie jedną lokatę wyżej niż Sevilla.

Przez pierwszych 15. minut byliśmy świadkami wyrównanego spotkania, jednak po upływie kwadransa gry Anaitz Arbilla postanowił, w trakcie wykonywania przez Sevillę rzutu wolnego, przytrzymać Coke w obrębie pola karnego. Arbiter z kolei postanowił ukarać Arbillę żółtą kartką, a Rayo, za błąd Baska, rzutem karnym na korzyść Sevilli. Prowadzenie gospodarzom dał w 17. minucie Rakitic, który nie pomylił się z jedenastu metrów. Do końca pierwszej połowy gospodarze utrzymali zarówno wynik, jak i przewagę w prowadzeniu gry.

W 53. minucie do akcji po raz kolejny wkroczył świetnie czujący się tego wieczora na boisku Ivan Rakitić. Strzałem z rzutu wolnego umieścił on piłkę w bramce Rubena powiększając tym samym prowadzenie Sevilli do 2:0. Jednak gospodarzom bardzo niedługo było dane cieszyć się tym wynikiem. Bramkę kontaktową dla Rayo po asyście Viery zdobył Adrian. To był jednak koniec dobrych wieści dla drużyny Paco Jémeza, która odważniej ruszyła do ataku - w 66. minucie Galvez zgarnął na swoje konto drugą żółtą kartkę, co poskutkowało wyrzuceniem go z boiska przez sędziego Lahoza. Ostatnich 20 minut gry Rayo musiało przetrwać w osłabieniu, na dodatek wszyscy defensorzy ekipy z Madrytu mieli już na swoim koncie żółte kartoniki, po tym jak ostatni z nich otrzymał Mojica. Szybko dało się odczuć przewagę liczebną Sevilli, napór na bramkę Rubena trwał a Ñíguez miał okazję popisać się wygarnięciem piłki z samej linii bramkowej. Swój cel Sevilla osiągnęła na 10 minut przed końcem meczu - piłkę do pustej bramki po kontrataku i błędzie defensywy Rayo wpakował Carlos Bacca. W 88. Bacca pozazdrościł Rakiticowi dubletu i po raz kolejny wpisał się na listę strzelców ustalając wynik na 4:1. Sevilla dopisała na swoje konto trzy „do zbawienia koniecznie potrzebne" punkty, zaś Rayo nadal kontynuuje czarna passę wysokich porażek.

Gdzie Real Madryt nie może tam Cristiano i Muniza Fernándeza pośle

Dla Realu Madryt spotkanie z Elche miało być jedynie rozgrzewką przed zbliżającymi się derbami Madrytu, w których o zwycięstwo - patrząc na formę i przede wszystkim postawę piłkarzy Atlético - wcale nie będzie łatwo. Królewscy przed spotkaniem szóstej kolejki punkty stracili jedynie w starciu z Villarreal, natomiast beniaminek nie odniósł jeszcze ani jednej wygranej.

Przez 91 minut spotkania pomiędzy Realem Madryt i Elche nic nie zapowiadało wielkich emocji. Beniaminek zaskoczył Królewskich solidną grą w defensywie, natomiast Real w ataku grał bardzo wolno, nie tworząc praktycznie żadnej sytuacji podbramkowej.

Dla obu drużyn był to pierwszy mecz od 24 lat. Nic więc dziwnego, że podopieczni Carlo Ancelottiego tak bardzo zostali zaskoczeni przez beniaminka Primera División. Sędzią spotkania był Muniz Fernández, co jest bardzo ważną informacją w kontekście boiskowych wydarzeń. Arbiter, który był na ustach całej Hiszpanii po starciu Barcelony i Sevilli, znowu postanowił zrobić z siebie centralną postać na murawie. Przypomnijmy, że na Camp Nou

target="_blank">nie uznał on prawidłowej bramki Cali, a sam Fernando Navarro, defensor zespołu z Andaluzji, mówił o kradzieży na stadionie Barçy.

Już w pierwszej połowie Muniz Fernández popełnił błąd, który nie powinien mieć miejsca - oszczędził Sergio Ramosa przed drugą żółtą kartką, która oznaczałaby koniec meczu dla obrońcy reprezentacji Hiszpanii. Elche nie załamało się pierwszą pomyłką arbitra i w dalszej części gry utrzymywało godną uznania dyscyplinę taktyczną. Real przełamał się dopiero w 51 minucie za sprawą niezawodnego Cristiano Ronaldo, który wykorzystał rzut wolny. Przy trafieniu Portugalczyka dużo lepiej powinien zachować się Manu Herrera, bramkarz gospodarzy.

Kiedy wydawało się, że większych emocji już nie będzie przyszła 91 minuta, kiedy stadion w Elche oszalał. Beniaminek przeprowadził kapitalną akcję, którą wykończył Richmond Boakye. Było 1:1, a doliczony czas upłynął. Wtedy do akcji wkroczył Muniz Fernadez przyznając Realowi rzut rożny mimo protestów gospodarzy. Hiszpański arbiter dopatrzył się przewinienia Carlosa Sáncheza na Pepe, który widział chyba tylko on i portugalski obrońca. Jedenastkę pewnie wykorzystał Cristiano Ronaldo, zapewniając Królewskim trzy punkty, jednak niesmak pozostał. Muniz Fernández po raz kolejny popełnił błędy, które nie powinny mieć miejsca na tym poziomie i wypaczył wynik spotkania. Klasę na konferencji prasowej pokazał szkoleniowiec gospodarzy, który zamiast mówić o sędziowaniu skupił się na kapitalnej grze swojej drużyny, bo naprawdę trzeba to docenić.

Po spotkaniu cała Hiszpania znowu zawrzała, znowu tym negatywnym bohaterem był Muniz Fernández, który po meczu w Elche dostał dwa mecze zawieszenia za... błędy popełnione na Camp Nou w meczu Barcelony i Sevilli. A cała afera została zakończona humorystyczną wymianą zdań, którą zaczął Gerard Piqué, a skończył Álvaro Arbeloa.

Wielki Ibai Gómez, zwycięski Atheltic, świetny mecz na San Mamés

6. w tabeli Athletic Bilbao podjął na nowym San Mamés drużynę, zajmującą 12. lokatę - Real Betis. Na samym początku spotkania do ataku rzucili się podopieczni trenera Ernesto Valveldre, zaś jako broni zaczepnej użyli Ibaia Gómeza, Susaety, Herrery, Mikela Rico i Beñata, dla którego było to spotkanie wyjątkowe, ponieważ mierzył się z drużyną, w której barwach grał jeszcze w zeszłym sezonie. Zawodnicy Pepe Mela nie pozostali dłużni dzięki czemu spotkanie rozpoczęło się nie tylko w niezłym tempie, ale także ze sporą ilością ciekawych akcji obu ekip. Wraz z upływem czasu rosła też przewaga Basków, jednak na ich drodze do bramki rywala piętrzyły się przeciwności: jeśli nie dawał znać o sobie ofsajd, robiła to nieskuteczność. W 31. minucie dać o sobie znać postanowił także Groka Iraizoz, któremu najwyraźniej zaczynało się już nudzić między słupkami, w czasie, gdy jego koledzy z drużyny oblegali bramkę Betisu. Golkiper Basków wykazał się świetną koncentracją i w spektakularny sposób obronił strzał Javiera Matilli. Guillermo Sara nie chcąc być gorszym od Iraizoza już kilka minut później pięknie zatrzymał próbę ataku za strony Andera Herrery. Ostatnie interwencje przed gwizdkiem na połowę spotkania zaliczyła z kolei poprzeczka bramki Betisu, którą ostrzelali Gómez i Carlos Gurpegi. Choć w połowie regulaminowego czasu gry tablica wyników wskazywała bezbramkowy remis, to jednak przebiegiem spotkania nikt nie mógł być zawiedziony, w szczególności kibice Los Leones.

W drugiej połowie w poszukiwaniu płynności gry Pepe Mel wprowadził na boisko Joana Verdu i Lolo Reyesa. W 57. minucie indywidualna akcja Merkela Susaety w końcu przyniosła owoce w postaci wywalczonego rzutu karnego, jednak wyjątkowo zapracowany tego wieczora Sara nie zawiódł swojej drużyny po raz kolejny i uchronił Betis przed utratą bramki z „jedenastki" wykonywanej przez Beñata. Na pół godziny przed końcem gry hiszpański komentator podsumował przebieg spotkania jednym zdaniem: „Athletic Club de Bilbao 0-0 Guillermo Sara". Rzeczywistość bywa okrutna, co Bilbao odczuło na własnej skórze dwie minuty później: po dośrodkowaniu Lolo Reyesa do braki Iraizoza trafił Jorge Molina. Betis niespodziewanie objął prowadzenie. W 73. minucie sprawiedliwość w imieniu Bilbao wymierzył w końcu Oscar de Marcos, który po dośrodkowaniu Beñata pokonał Sarę i doprowadził do wyrównania. W 82. Mikel San José także znalazł drogę do bramki Sary główkując po podaniu Gómeza. 2:1 i Atheltic na w pełni zasłużonym prowadzeniu.

Był to imponujący występ baskijskiej drużyny. Czyżby Athletic czynił zakusy, by pod wodzą nowego trenera wedrzeć się znowu przebojem do ścisłej czołówki La Liga?

Komplet wyników 6. kolejki La Liga

Barcelona - Real Sociedad 4:1 [

target="_blank">skrót]

  • 1:0 Neymar (5')
  • 2:0 Leo Messi (8')
  • 3:0 Sergio Busquets (23')
  • 3:1 Alberto De la Bella (64')
  • 4:1 Marc Bartra (77')

Levante - Real Valladolid [

target="_blank">skrót]

  • 1:0 Baba (36')
  • 1:1 Javi Guerra (42') 

Atlético Madryt - Osasuna 2:1 [

target="_blank">skrót]

  • 1:0 Diego Costa (18')
  • 2:0 Diego Costa (25')
  • 2:1 Oriol Riera (42')

Málaga - Almería 2:0 [
target="_blank">skrót
  • 1:0 Fernando Tissone (69')
  • 2:0 Francisco Portillo Soler (90')

Granada - Valencia 0:1 [
target="_blank">skrót]
  • 0:1 Jonas (90')

Sevilla - Rayo Vallecano 4:1 [
target="_blank">skrót]
  • 1:0 Ivan Rakitić (17' - rzut karny)
  • 2:0 Ivan Rakitić (53')
  • 2:1 Adrian González (55')
  • 3:1 Carlos Bacca (80')
  • 4:1 Carlos Bacca (88') 

Elche - Real Madryt 1:2 [
target="_blank">skrót]
  • 0:1 Cristiano Ronaldo (51')
  • 1:1 Richmond Boakye (90')
  • 1:2 Cristiano Ronaldo (90' - rzut karny)

Athletic Bilbao - Real Betis 2:1 [
target="_blank">skrót]