Po pięciu kolejkach na czele hiszpańskiej Primera División znajdowały się dwie drużyny. Barcelona i Atlético jak na zawołanie wygrywają swoje mecze, notując jednocześnie rekordowe starty w lidze. Oba zespoły łączą na pewno dwie rzeczy: argentyńscy szkoleniowcy i chęć pokonania Realu Madryt. Królewscy mimo nie najlepszej gry w pierwszych spotkaniach obecnego sezonu, do wspomnianej dwójki tracą zaledwie dwa punkty.
Na szóstą kolejkę nie musieliśmy czekać, zaplanowana na środek tygodnia. Atlético swoje spotkanie rozgrywało na Vicente Calderón, gdzie pewnie pokonało Osasunę, co zapowiada niezwykłe emocje w zbliżających się derbach Madrytu. Podopieczni Diego Simeone dotrzymują kroku rozpędzonej Barcelonie, która gładko pokonała na Camp Nou rewelację poprzedniego sezonu - Real Sociedad. Największe problemy w zdobyciu trzech punktów miał Real Madryt, ale z pomocą sędziego zespół Carlo Ancelottiego utrzymał dystans do prowadzącej dwójki. Ale i tak największymi bohaterami szóstej serii spotkań są Álvaro Arbeloa i Gerard Piqué, którzy stoczyli zaciętą wojnę... na Twitterze. Zapraszamy na podsumowanie 6. kolejki Primera División.
Barcelona i Atlético nie mają sobie równych
Przed spotkaniem z Realem Sociedad, który w poprzednim sezonie zachwycił nie jednego kibica, a w eliminacjach do Ligi Mistrzów niespodziewanie pokonał Lyon, w Katalonii więcej niż o meczu, mówiło się o posiadaniu piłki i nowinkach taktycznych Gerardo Martino. Argentyński szkoleniowiec Barcelony długo musiał odpowiadać na pytania dziennikarzy, a najlepiej całą sytuację skomentował Gerard Piqué: „Jesteśmy jedynym klubem, który wygrywa 4:0 i dyskutuje o posiadaniu piłki".
Real Sociedad miał być równorzędnym partnerem dla Barçy, ale podopiecznym Jacoby Arrasate starczyło woli walki na pierwsze dwie minuty. Później istniała już tylko Barcelona, która z zimną krwią wykorzystywała błędy Basków w defensywie, a przede wszystkim fatalny występ Cadamuro. Neymar strzelił pierwszą bramkę w lidze, a Messi dołożył kolejną (do i tak imponującego dorobku). Swoje gole zdobyli również, co nie zdarza się często , Sergio Busquets i Marc Bartra. Zespół Gerardo Martino wygrał 4:1, a w tabeli dorównuje mu tylko zespół z Madrytu. I nie są to Królewscy.
W Madrycie po Falcao już nikt nie płacze. Nikt nie zaprzeczy, że Atlético zrobiło kapitalny interes wymieniając sprzedanego za wielkie pieniądze Kolumbijczyka na Davida Villę - najlepszego strzelca w historii reprezentacji Hiszpanii i piłkarza, który zawsze będzie dużym zagrożeniem dla każdej defensywy na świecie. Jednak na odejściu obecnego napastnika Monaco najwięcej zyskał Diego Costa. To on jest teraz liderem zespołu, w każdym kolejnym meczu pokazując swoją wartość. Niesamowita gra na początku sezonu sprawiła, że już niedługo Rojiblancos będą mieć kolejnego reprezentanta Hiszpanii. Tak, to już jest fakt. Vicente del Bosque zamierza powołać Diego Costę do kadry La Roja na zbliżające się spotkania eliminacji mistrzostw świata w Brazylii. Były szkoleniowiec Realu Madryt czeka tylko na odpowiedź FIFA, co będzie jedynie formalnością.
W spotkaniu z Osasuną to właśnie Diego Costa był najlepszy na boisku i to on dał wygraną stołecznej drużynie na Vicente Calderón zdobywając dwie bramki. Najpierw w 18 minucie wykorzystał płaskie dośrodkowanie Juanfrana, a niecałe 8 minut później podwyższył na 2:0 - tym razem strzałem głową po kapitalnym dograniu Koke. Dwa różnorodne trafienia pokazują jak kompletnym napastnikiem jest Diego Costa, a reprezentacja Hiszpanii już może świętować - znaleziono nową wielką 9-tkę!
Osasunę, która w poprzedniej kolejce wygrała swój pierwszy mecz, stać było tylko na gola kontaktowego w 42 minucie. Jego autorem był niezawodny Oriol Riera, dla którego było do drugie trafienie w tym sezonie. Atlético dowiozło do końca cenne 2:1, mając po sześciu kolejkach komplet punktów, co daje im dwa „oczka" przewagi nad Realem Madryt , z którym zmierzą się już w najbliższy weekend. Derby Madrytu zapowiadają się pasjonująco. Niestety Diego Simeone nie będzie mógł skorzystać z podpory środkowej linii zespołu Rojiblancos - Mario Suáreza. Faworyt? Nieznany.
Zwycięstwo Valencii i odbijająca się od dna Sevilla
W ostatni weekend piłkarze Valencii grali o głowę swojego trenera Miroslava Djukicia i stanęli na wysokości zadania, pokonując słabiutką na początku tego sezonu Sevillę 3:1. Przełamał się przede wszystkim Jonas, najskuteczniejszy napastnik Nietoperzy. Jednak do pochwał pod adresem gry było jeszcze daleko.
Miało się to zmienić w spotkaniu z Granadą. Zespół Djukcia miał w końcu zagrać ładnie dla oka i efektownie, ale jak to ostatnio bywa, skończyło się tylko na zapowiedziach. Na Nuevo Los Cármenes oglądaliśmy niezwykle nudne spotkani, a Valencia nie robiła kompletnie nic, żeby wyrwać trzy punkty. Na całe szczęście w trzeciej minucie doliczonego czasu gry Jonas znalazł się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie i podanie rezerwowego Sergio Canalesa zamienił na drugie zwycięstwo z rzędu Valencii. Mirloslav Djukić odetchnął, a piłkarze zaczęli świętowanie, jakby zdobyli Ligę Mistrzów.
Na Estadio Sánchez Pizjuan Sevilla zmierzyła się drużyną ze stolicy Hiszpanii, która niedawno zdołała przerwać trwającą ponad 5 lat passę przewagi w posiadaniu piłki osiągniętą przez Barcelonę. Krótko mówiąc Andaluzyjczykom przyszło stawić czoła ekipie Paco Jémeza, Rayo Vallecano. W poprzedniej kolejce ligowej drużyna Unaia Emery'ego uległa Valencii 1:3, co sprawiło, że Andaluzyjczycy po raz kolejny nie dopisali na swoje konto punktów i utknęli na samym dnie tabeli. Sevillę w meczu z drużyną z Vallecas interesowało tylko jedno - zwycięstwo i ożywcze trzy punkty, które pozwolą się odbić od dna. Sytuacja Rayo, po goleadach, jakie urządziły sobie na tej ekipie Málaga i Barca, była tylko minimalnie lepsza od sytuacji Andaluzyjczyków - drużyna Paco Jémeza w chwili pierwszego gwizdka sędziego znajdowała się jedynie jedną lokatę wyżej niż Sevilla.
Przez pierwszych 15. minut byliśmy świadkami wyrównanego spotkania, jednak po upływie kwadransa gry Anaitz Arbilla postanowił, w trakcie wykonywania przez Sevillę rzutu wolnego, przytrzymać Coke w obrębie pola karnego. Arbiter z kolei postanowił ukarać Arbillę żółtą kartką, a Rayo, za błąd Baska, rzutem karnym na korzyść Sevilli. Prowadzenie gospodarzom dał w 17. minucie Rakitic, który nie pomylił się z jedenastu metrów. Do końca pierwszej połowy gospodarze utrzymali zarówno wynik, jak i przewagę w prowadzeniu gry.
W 53. minucie do akcji po raz kolejny wkroczył świetnie czujący się tego wieczora na boisku Ivan Rakitić. Strzałem z rzutu wolnego umieścił on piłkę w bramce Rubena powiększając tym samym prowadzenie Sevilli do 2:0. Jednak gospodarzom bardzo niedługo było dane cieszyć się tym wynikiem. Bramkę kontaktową dla Rayo po asyście Viery zdobył Adrian. To był jednak koniec dobrych wieści dla drużyny Paco Jémeza, która odważniej ruszyła do ataku - w 66. minucie Galvez zgarnął na swoje konto drugą żółtą kartkę, co poskutkowało wyrzuceniem go z boiska przez sędziego Lahoza. Ostatnich 20 minut gry Rayo musiało przetrwać w osłabieniu, na dodatek wszyscy defensorzy ekipy z Madrytu mieli już na swoim koncie żółte kartoniki, po tym jak ostatni z nich otrzymał Mojica. Szybko dało się odczuć przewagę liczebną Sevilli, napór na bramkę Rubena trwał a Ñíguez miał okazję popisać się wygarnięciem piłki z samej linii bramkowej. Swój cel Sevilla osiągnęła na 10 minut przed końcem meczu - piłkę do pustej bramki po kontrataku i błędzie defensywy Rayo wpakował Carlos Bacca. W 88. Bacca pozazdrościł Rakiticowi dubletu i po raz kolejny wpisał się na listę strzelców ustalając wynik na 4:1. Sevilla dopisała na swoje konto trzy „do zbawienia koniecznie potrzebne" punkty, zaś Rayo nadal kontynuuje czarna passę wysokich porażek.
Gdzie Real Madryt nie może tam Cristiano i Muniza Fernándeza pośle
Dla Realu Madryt spotkanie z Elche miało być jedynie rozgrzewką przed zbliżającymi się derbami Madrytu, w których o zwycięstwo - patrząc na formę i przede wszystkim postawę piłkarzy Atlético - wcale nie będzie łatwo. Królewscy przed spotkaniem szóstej kolejki punkty stracili jedynie w starciu z Villarreal, natomiast beniaminek nie odniósł jeszcze ani jednej wygranej.
Przez 91 minut spotkania pomiędzy Realem Madryt i Elche nic nie zapowiadało wielkich emocji. Beniaminek zaskoczył Królewskich solidną grą w defensywie, natomiast Real w ataku grał bardzo wolno, nie tworząc praktycznie żadnej sytuacji podbramkowej.
Dla obu drużyn był to pierwszy mecz od 24 lat. Nic więc dziwnego, że podopieczni Carlo Ancelottiego tak bardzo zostali zaskoczeni przez beniaminka Primera División. Sędzią spotkania był Muniz Fernández, co jest bardzo ważną informacją w kontekście boiskowych wydarzeń. Arbiter, który był na ustach całej Hiszpanii po starciu Barcelony i Sevilli, znowu postanowił zrobić z siebie centralną postać na murawie. Przypomnijmy, że na Camp Nou
Komentarze (109)