W ciszy stadionu. Tym razem nie Messi

Karol Chowański 'Challenger'

12 stycznia 2014, 20:35

168 komentarzy

Chwila wolnego weekendową porą. Dla relaksu pogrzebałem w rodzimej netosferze za jakimś stylistycznie porywającym, treściowo hipnotyzującym, rześkim w szczególe i ogóle tekstem o trwającej gonitwie po Złotą Piłkę. Wujek Google zawiódł tak samo jak miesiąc temu.

Wtedy czołowi felietoniści kraju woleli sadomasochistycznie przeżywać remis z Irlandią (który oczywiście nie obchodził żadnego kibica wielkiej piłki), ewentualnie zrzędzili o złodziejach liter (co?!); teraz zaś do niestrawności dręczą czytelnika podniosłymi filozofiami o Robercie albo dla odmiany o Robercie, mundialem w Katarze (zieeew), zachwycają się triumfem Chelsea nad... Hull (poważnie?!), ewentualnie smęcą o Moyesie i to razy dwa (... o, to odkrywcze*), propsują książkę wydaną pół roku temu (znaną Wam doskonale z naszych łamów), zachwycają się tureckim chamem zasługującym na roja directa średnio co 2,5 meczu czy rzeczywiście godnym szacunku rozkwicie całego Atléti. Nie zawodzą tylko... jak zawsze inspirujące doniesienia z USA. A Złota Piłka? Jaka Złota Piłka!

Choć od wręczenia nagrody dzieli nas jeden brzask, nic ciekawego nie znalazłem*.

Nie znalazłem, no to napisałem sam. To FCBarca.com, to tylko ja - nie dziwcie się, że tu czy ówdzie padnie nazwisko Messiego.

Piłkarz Roku czy Piłkarz Publiczności?

Pamiętając, że to tylko nagroda z piasku i mgły, mglistymi w niej najbardziej są kryteria. Każde dziecko wie, że w swej dzisiejszej postaci plebiscyt ten przypomina raczej wybory Piłkarza Publiczności.

Nie zamierzam kwestionować zeszłych triumfów Messiego. Przy każdej ze swych dotychczasowych wygranych zasłużenie zgarniał Złotą Piłkę. Jednak dobór jego konkurentów w pierwszej trójce w latach 2009-2012 nie zawsze był optymalny merytorycznie.

Na którym miejscu za rok 2009 był Samuel Eto'o? Dlaczego Sneijder rok później nie znalazł się nawet w „top 3"? To zasadnicze pytania przy ocenie rzetelności merytorycznej nagrody. Poza tym moim zdaniem co najmniej raz na zamianę miejsc z Iniestą zasługiwał Xavi.

Takie wątpliwości sprawiają, że werdykty kapituły Złotej Piłki nie powinny być zawsze traktowane dosłownie. Zbyt łatwo jest zdeprecjonować fantastyczne dokonania Cristiano Ronaldo stwierdzeniem, że przez poprzednie cztery lata był od Messiego bezkompromisowo „gorszy". Raz lepszy, raz gorszy, co potwierdza mapa trofeów zdobytych w okresie 2010-2012 przez piłkarzy rywalizujących w tej samej lidze i regularnie potykających się w „Klasyku".

Nie tyle sam fakt, co skala przepaści punktowej pomiędzy 1. i 2. miejscem sugeruje, że to nie tylko nagroda za faktyczne dokonania, prezentowaną jakość, rzeczywistą formę piłkarza w ciągu 12 miesięcy. Ocena wizerunku gracza, nagroda za popularność czy wręcz „piłkarską osobowość roku" w dużym stopniu decydują o kolejności zestawienia.

To dlatego w trójce brakuje Ibrahimovicia, a Bayern reprezentuje „grzeczniejszy" z duetu skrzydłowych Ribéry. Myślę też, że nie ma przypadku w tym, że przedgalowe prognozy zapowiadają zrzucenie z piedestału Leo Messiego właśnie za rok, w którym udowodniono mu przekręty podatkowe i podzielił się swoją opinią o kompetencjach dyrektora klubu, w jakim pracuje.

Tym razem nie Messi

Naturalnie, PR'owe wpadki Argentyńczyka stanowią tylko uzupełnienie do diagnozy jego formy za ostatnie miesiące. To nie był rok Messiego.

Klęska jego klubu w Lidze Mistrzów przerasta rangą i wybuchowością mistrzostwo Hiszpanii. Dramatyczny obraz gry z Bayernem i gwałtowny wynik, którego przynajmniej za pierwszy mecz Messi był główną twarzą. Jest też wspomnienie rozczarowania Messiego i Barçy w Pucharze Króla. Real nakrył Barçę w rewanżu czapką, grając niemal równie widowiskową piłkę jak sama Blaugrana podczas pamiętnej manity.

Kilka dni później barcelońska gwiazda ponownie poległa w starciu z madrytczykami. Zdobyty gol to praktycznie jedyna udana akcja „nie-tak-atomowej-jak-wcześniej pchły" w marcowym starciu z Królewskimi. Mimo pobicia CR7 o 12 goli w tabeli Pichichi negatywny bilans Messiego (ledwie 1 gol i 1 asysta w 360 minut; bilans zespołu: 1-1-2) z głównym konkurentem (2 gole, 2 asysty w 304 min.) znacząco osłabia szanse Leo jako faworyta do wygranej w wyścigu o Złotą Piłkę. Natomiast inni bezpośredni rywale do nagrody bezpośrednio zmietli napastnika Blaugrany z półfinału LM.

Niezależnie od pomiaru osiągnięciami w poszczególnych turniejach - problemy z kontuzjami ciągnące się za Messim zarówno wiosną, jak i jesienią - znacząco nadwątliły mu ogólne osiągnięcia statystyczne. Mówiąc o najważniejszej nagrodzie indywidualnej na kontynencie, nie zapominajmy też o tabeli strzelców obu zeszłorocznych edycji Ligi Mistrzów. I wiosną (Cristiano, Lewandowski), i jesienią (Cristiano, Ibrahimović) Messi wyraźnie ustępuje na tym polu innym. Gdy zdrowy, na wiosnę statystycznie rzadziej (wskaźnik gole i asysty/mecz) punktował w lidze niż jesienią i zimą.

Podziwiam Messiego całym swoim bordowo-granatowym sercem, ale na wygraną w tegorocznej edycji Złotej Piłki zwyczajnie brakuje mu argumentów. Wręczenie nagrody Argentyńczykowi uznam za słaby żart uczestników plebiscytu. Byłoby to wydarzenie ostatecznie deprecjonujące wartość tej nagrody w oczach milionów obserwatorów.

Reprezentant Bayernu

Mówiąc o berle najlepszego piłkarza świata, z rezerwą trzeba traktować kandydaturę tego, który nie był jednogłośnie najlepszy nawet we własnej szatni.

Ribéry czy Robben? Wybieram Robbena. Bohater wielkiego finału Ligi Mistrzów, który golem i asystą odwrócił losy meczu. W półfinałach i finale Holender strzelił 3 gole. Ribéry - ani jednego. Nawet w pamiętnym dwumeczu to wychowanek Groningen nieustannie wkręcał w ziemię obrońców Barçy. Francuzowi udawało się to rzadziej... To widzieliśmy wszyscy. Znacznie mniej osób pamięta, że w znacznej mierze Robbenowi Bayern zawdzięcza też Puchar Niemiec. Trafiał tam jak na zawołanie (dublet z ‘Lautern, jedyny gol w kluczowym meczu ¼ finału z Borussią, kolejny gol w półfinale), był pełną gębą liderem drużyny. Skrzydłowy z Francji opuścił mecze w ¼ i ½ finału za czerwoną kartkę w 47. minucie meczu z Augsburgiem...

W klasyfikacji wewnętrznej 2:0 dla Robbena. Kiedy tylko oglądałem Bayern, zawsze większe wrażenie robił na mnie Robben. Wspaniałą technikę, łatwość w kreowaniu sobie doskonałych sytuacji bramkowych miał zawsze. Gorzej bywało ze skutecznością. Poprawił ją. Przestał być egoistą. Zaczął podawać, czym szczególnie mi imponował, bo pamiętam Robbena z Realu... Robben dojrzał, a decydenci ZP jakby to zignorowali, sobie tylko znanymi kryteriami wybierając.

W kampanii ligowej bardziej zasłużył się Ribéry, ale z powodu urazów często pauzowali obaj. Jeśli ktoś szuka bohaterów zdrowych - Lahm, Neuer, Schweinsteiger, Müller; nie samym Ribérym żyło Monachium. Osobiście najwyżej wartościuję wkład w bawarski tryplet u Basti-fantastiego. Wszechstronny, waleczny, skupiony na zakulisowej pracy dla zespołu Niemiec nie znalazł się w wielkiej trójce. To dla mnie największy nieobecny... Ale nie mam złudzeń. W kulturze futbolu zdominowanej przez graczy na wskroś ofensywnych, goleadorów i kibiców-wzrokowców oglądających na YouTube w nieskończoność właśnie popisy strzelców a nie interwencje bramkarskie lub playlisty wślizgów obrońców - piłkarz tak niemedialny jak on nigdy nie będzie faworytem do laurów indywidualnych. Wystarczy spojrzeć, ile Złotych Piłek na koncie ma Xavi Hernández.

Wielki Szwed wielkim nieobecnym

Bardziej oczywistym pominiętym jest Ibrahimović. Narodowy bohater, który praktycznie sam wprowadził reprezentację do baraży. Do ostatnich chwil starcia z nadziewaną gwiazdami Portugalią walczył o przepustki do Brazylii dla siebie i kolegów. Nie udało się. Faworyzowani Portugalczycy okazali się lepsi o dwa gole.

Bohater PSG, którego niekwestionowanym liderem jest od momentu przyjścia do klubu. Gra zespołowo, okazuje się wzorcowym wychowawcą partnerującej mu na boisku młodzieży, w razie potrzeby wygrywający drużynie mecz za meczem. W samych superlatywach o piłkarzu, który zdaniem katalońskiej prasy miał być „niereformowalnym narcyzem" wypowiadał się nawet ten, który niejedno w karierze widział - David Beckham. Swoją drogą, ciekawe, czy rozmawiali czasem o La Liga...

W miarę możliwości kadrowicza najsłabszej z pięciu wielkich lig Europy i z przypiętą łatką „zabawki" szejków, całokształtem swojej gry w ostatnim roku Zlatan Ibrahimović udowodnił, że w kategoriach czysto piłkarskich zasługuje na tę samą półkę co Messi i Cristiano. Szkoda, że zdecydowano inaczej.

Najlepszy

Skoro Messi otrzymał przez aklamację Złotą Piłkę rok temu pomimo deficytu ważnych trofeów, niemal wyłącznie za statystyki indywidualne, w sytuacji wysoce analogicznej w tym roku - statuetka powinna powędrować do Portugalczyka. To dla mnie jasne jak słońce.

Cristiano zanotował fenomenalny okres. Włożył ogromną pracę i poświęcenie, aby na dystansie minionych 12 miesięcy przegonić Leo Messiego. Statystycznie i wizualnie ogólnym obrazem swojej gry - udało mu się to. Fakt, jak świetnie ujął to Rafał Stec, grania „w każdym meczu swojego meczu o władzę nad światem" przynosi wreszcie efekt wymarzony dla gwiazdora Realu. W przeddzień ceremonii wręczenia nagrody to w nim bukmacherzy widzą faworyta. Zasłużenie.

Gdy poniedziałkowy wieczór na gali nagród FIFA rzeczywiście zakończy się triumfem Cristiano Ronaldo, od następnego ranka zacznie się dla niego kolejny mecz. Trudniejszy niż ten toczony przez ostatni rok. O utrzymanie się na absolutnym szczycie. Messiemu udawało się to przez cztery lata z rzędu i jestem pewien, że zrobi wszystko, aby rozsiąść się tam ponownie. Przed nami fascynujące 12 miesięcy.

* W razie czego sypanie wartościowymi linkami w komtach dozwolone, a nawet wskazane. Spokojnie. Linki pozostałe, niemające związku z tematem - będą tradycyjnie usuwane.

* <Czyta z zafascynowaniem... NOT>

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (168)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze