To będzie wyjątkowy dwumecz - co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. W ćwierćfinale Ligi Mistrzów zmierzą się dwa czołowe zespoły Primera División, które w ostatnich spotkaniach prezentują się doskonale. Tym razem stawką nie będą kolejne ligowe punkty. Odłóżmy na bok pasjonującą walkę o mistrzostwo Hiszpanii. Już o 20:45 Barcelona i Atlético rozpoczną bratobójczą batalię o półfinał Ligi Mistrzów!
Ośmiu zwycięzców swoich grup awansowało do ćwierćfinału - to zdarzyło się po raz pierwszy w historii Ligi Mistrzów. Tutaj nie ma miejsca na przypadkowe drużyny. Tutaj grają tylko najlepsi. W fazie, w której każdy może trafić na każdego, los skojarzył dwie wspaniałe hiszpańskie ekipy. Atlético i Barcelona będą na chwilę musiały odłożyć na bok pasjonującą końcówkę Primera División i skupić się na batalii o półfinał najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych na ziemi. To hiszpański hit w wydaniu europejskim, to coś więcej niż walka o trzy punkty w ligowej rzeczywistości. Przed jak trudnym wyzwaniem staje Barcelona niech świadczy fakt, że Los Colchoneros są jedną z dwóch drużyn, które w tej edycji Ligi Mistrzów jeszcze nie przegrały. Tą drugą jest Real Madryt. Atlético jest liderem La Liga, a kiedy wszyscy zaczynają ich skreślać, oni odpowiadają kolejnym wygranymi. W sobotę przeciwko Athletikowi Bilbao zagrali prawdopodobnie najlepsze zawody w sezonie, ogrywając Basków w ich własnej Katedrze. Mało? Rojiblancos na San Mamés odnieśli 36. zwycięstwo w sezonie, co już teraz jest najlepszym wynikiem w historii klubu. Banda Simeone nie boi się nikogo, przed nikim nie uklęknie, dlatego Barcelona, żeby awansować do półfinału, musi wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności. Czeka nas fantastyczna wojna, w której o awansie zdecydują detale, pojedyncze błędy i przebłysk geniuszu któregoś z piłkarzy.
Cofnijmy się na chwilę do stycznia 1988 roku, kiedy w ligowym meczu Velez Sarsfield podejmował na własnym stadionie Newell's Old Boys. W zespole gospodarzy do świata wielkiej piłki wchodził Diego Simeone, charyzmatyczny pomocnik, który już wtedy mógł pochwalić się przydomkiem Cholo. Simeone od początku uważany był za zawodnika, który nigdy się nie poddaje i nie wie, czym jest odstawienie nogi. Lubił prowokować, co w przyszłości będzie jego znakiem rozpoznawczym. W styczniu 1988 roku Diego Simeone miał niespełna osiemnaście lat. Po drugiej stronie barykady stał osiem lat starszy Gerardo Martino, uznany pomocnik, który później zostanie legendą Trędowatych. W pewnym momencie na boisku doszło do spięcia pomiędzy Martino a Simeone, za co ten pierwszy otrzymał czerwoną kartkę. Obecny szkoleniowiec Atlético wiele lat później w wywiadzie dla argentyńskiej telewizji przyzna, że specjalnie prowokował Gerardo Martino, który po prostu nie wytrzymał. Kontrowesja? Nic z tych rzeczy - po prostu cały Diego Simeone. Dziesięć minut później sędzia wyrówna siły na boisku, tym razem pokazując czerwoną kartkę utalentowanemu pomocnikowi Velezu. Niemal trzy dekady później znów staną na przeciwko siebie, ale już w roli trenerów, walcząc o półfinał Ligi Mistrzów. Diego Simeone przejął Atlético w 2011 roku, tworząc zespół na swoje podobieństwo. Los Colchoneros każdy mecz traktują jak finał, walczą o każdą piłkę, biegają dwa razy więcej od swojego przeciwnika, są agresywni, balansując na granicy czystej gry i faulu, umiejętnie wytrącają z równowagi każdego przeciwnika i potrafią prowokować jak nikt inny. Cały Simeone. Gerardo Martino miał zadanie o tyle trudniejsze, że Barcelona już miała swoją filozofię, a on dostał misję wprowadzenia do niej trochę świeżości. W tym sezonie mierzyli się już trzykrotnie, ale dwumecz o półfinał Ligi Mistrzów to inna rzeczywistość. Kto kogo tym razem sprowokuje i przechytrzy?
„Nie mamy tyle talentu, co Barcelona i Real Madryt, ale mamy drużynę"
Słowa Diego Simeone idealnie oddają, jaką drużyną jest Atlético. Tutaj nie ma miejsca na popisy pojedynczych piłkarzy. Każdy gra dla każdego, wszyscy poświęcają się za siebie. Siłą Cholo Simeone jest właśnie umiejętność stworzenia zwartej grupy, w której każdy piłkarz jest w stanie wyrzec się wszystkiego dla dobra zespołu. „Nie sądzę, że będzie to otwarty mecz. Atlético, jako gość, ma zamiar zdobyć gola. W normalnych warunkach nie zobaczymy otwartego spotkania" - powiedział na konferencji prasowej Gerardo Martino. I rzeczywiście - ostatnie, czego możemy się spodziewać, to duża liczba bramek i szybkie akcje. Zobaczymy wojnę dwóch wielkich drużyn, gdzie jedna będzie starała się wyprowadzić z równowagi drugą. Oba zespoły, żeby wygrać, będą musiały rozegrać perfekcyjny dwumecz. Przed jak trudnym zadaniem stoi Barcelona niech świadczą trzy ostatnie pojedynki między tymi dwoma drużynami. Wszystkie zakończyły się remisami, a Barça strzeliła w nich zaledwie jednego gola. O trumfie w Superpucharze Hiszpanii zadecydował bramkowy remis na Vicente Calderón, a w styczniowym hicie Primera División oglądaliśmy mecz walki, w którym żadna ze stron nie potrafiła zaskoczyć drugiej. Dzisiejsze spotkanie prawdopodobnie będzie wyglądało identycznie.
Co zdecyduje o wyniku i gdzie należy szukać szans Barcelony? Kluczowa będzie prawdopodobnie batalia o środek pola, gdzie podopieczni Gerardo Martino będą musieli przeciwstawić się nieprawdopodobnej sile, jaką dysponuje Atlético. Z tego względu szkoleniowiec Barçy znów skorzysta z wariantu, który stosował już w najważniejszych pojedynkach - z Iniestą na skrzydle i Fàbregasem w środku pola. Tym razem zadanie będzie o tyle trudniejsze, że Atléti walczy o środkową strefę z niespotykaną agresją. A co jest największym zagrożeniem? Tutaj nie ma wątpliwości: stałe fragmenty gry. Zabójczy element w taktyce bandy Simeone.
To będzie hit hiszpański z europejską etykietą. Dwumecz, w którym między sukcesem a porażką będzie niewielka różnica. Zdecydują detale detali, pojedyncze sytuacje lub przebłysk geniuszu któregoś z zawodników. Wkraczamy w decydującą fazę sezonu, a pierwszym przystankiem jest bratobójcze starcie z Atlético. Vamos Barça!
Komentarze (450)