Pomimo że Luis Enrique już dawno zakończył swoją profesjonalną karierę piłkarską, wciąż stara się utrzymywać doskonałą formę fizyczną. W dni wolne od pracy Asturyjczyk regularnie wsiada na rower i pokonuje wielokilometrowe trasy.
Enrique wielką miłością darzy zarówno piłkę nożną, jak i jazdę na rowerze. Szkoleniowiec Barçy jest ogromnym pasjonatem świata dwóch kółek, od którego ostatnimi czasy oddalił się troszkę bardziej, aniżeliby tego oczekiwał. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest oczywiście praca z katalońskim zespołem, któremu poświęca niezliczoną liczbę godzin.
Kiedy Asturyjczyk pozwala swoim podopiecznym na odpoczynek, sam wykorzystuje ten czas na przejażdżkę na rowerze. Jak dowiedziało się Mundo Deportivo, Lucho często pokonuje w gronie swoich znajomych trasę prowadzącą prosto spod jego domu w Gavie aż do San Joan Despí. Jest to odcinek liczący 20 km, a Enrique, który jest przyzwyczajony do zdecydowanie bardziej wymagających wyzwań, pokonuje go w zaledwie 45 minut.
Unzué wiernym towarzyszem
Korzystając z niewielkiego ruchu ulicznego w trakcie pierwszych porannych godzin (Luis dociera do Sant Joan Despí zazwyczaj tuż po godzinie 7:00) szkoleniowiec Barçy preferuje pozostawić swój samochód w domu i przerzucić się na dwa kółka. W tych wycieczkach regularnie towarzyszy mu Juan Carlos Unzué, z którym Lucho wybierał się na przejażdżki rowerowe jeszcze podczas pracy Asturyjczyka w rezerwach Barcelony.
Od Dolomitów aż po RPA
Trasa Gavá - Sant Joan Despí wydaje się bułką z masłem dla Luisa Enrique, który 10 sierpnia i 1 września pokonał liczącą 82,5 km drogę Gavá - Sant Climent-Begues-Sitges. W zeszłym roku Lucho i Unzué przejechali przez najbardziej spektakularne przełęcze Dolomitów, Stelvio, Mortirolo czy Pordoi. W marcu 2013 roku obaj panowie ukończyli jeden z najcięższych, a zarazem najpiękniejszych etapów kolarskich w ramach turnieju Cape Epic, odbywającego się co roku w Republice Południowej Afryki.
Komentarze (31)