Na wywiad przychodzi z uśmiechem. Nie wygląda na zmartwionego, ale jest zamyślony. Gdy mówi, zaraża swoim entuzjazmem, patrząc rozmówcy prosto w oczy. Tego lata życie zafundowało mu poważny cios, jednak Adriano jest pełen optymizmu. „W końcu wszystko mija” - mówi.
Co było twoją pierwszą myślą, gdy dowiedziałeś się o problemach z sercem?
Pierwsze, o co zapytałem, to czy da się to jakoś rozwiązać. Przechodziłem przez różne kontuzje i problemy, jednak nie przyszłoby mi do głowy coś takiego. Byłem przerażony.
Jak się teraz czujesz?
Dni mijały, a ja brnąłem w coraz poważniejsze wątpliwości. Zastanawiałem się, jak bym się czuł, gdybym mógł wrócić. Jednak, dzięki Bogu, udało mi się przejść przez ten etap i stać się silniejszym mentalnie. Mister, sztab techniczny i moja rodzina bardzo mi w tym pomogli.
Czy takie doświadczenie sprawia, że zaczynamy inaczej patrzeć na wszystko?
Tak. Gdy to się stało, zacząłem wszystko widzieć inaczej. Szczególnie na początku. Ale teraz jest już dobrze. Przeszedłem już przez fazę paniki i teraz myślę o tym, by grać, zbierać minuty i walczyć o ciągłość gry.
Pracowałeś ze specjalistą, by pozbyć się problemów z urazami mięśniowymi? Nadal z nim współpracujesz?
Bardzo mi pomógł, gdy doskwierały mi kontuzje. Pozwolił mi odzyskać równowagę na boisku, podczas gry, podczas treningów... To sprawiło, że jestem teraz silniejszy. W tej chwili czuję się gotów na sto procent. Podczas meczu z APOEL-em minęły cztery miesiące, odkąd grałem ostatni raz. Rozegrałem mecz w pełnym wymiarze czasowym i nie odczuwałem żadnych problemów mięśniowych. W następnym spotkaniu, na Camp Nou, także nie.
Jedną z nowości w tym sezonie jest obecność w sztabie psychologa. Jaką rolę pełni on wśród zawodników?
Jak dotąd, pod względem indywidualnym, pracował tylko ze mną. Pyta mnie, jak się czuje, wspiera. Sprawia, że jestem silniejszy. Psycholog i praca z misterem to dla mnie ogromna pomoc, każdego dnia. Luis Enrique wymaga od nas wszystkiego, co jesteśmy w stanie z siebie dać. Jeśli podczas tygodnia dobrze pracujemy, możemy liczyć na nagrodę w trakcie meczu.
Pod wodzą Luisa Enrique boczni obrońcy grają wyżej. Jest trudniej?
Dla nas wydaje się to łatwe. Nie musimy się tak przejmować trzymaniem pozycji, ale wychodzeniem na nią. Ufamy misterowi. Czasem zaskakuje nas tym, że chce, abyśmy grali inaczej, ale mamy do niego zaufanie. Jesteśmy zadowoleni, że nasz udział w grze się zwiększył.
W Paryżu wydawało się, że boki obrony były newralgicznym punktem, bardzo narażonym na ataki...
Nie musi tak być. Nie zawsze obu bocznych obrońców musi podłączać się pod ofensywę. Jeden może wyjść wyżej, tymczasem drugi uszczelnić obronę. W Paryżu popełniliśmy błędy, ale pracujemy, by je poprawić.
Jednym z twoich najbliższych przyjaciół w szatni Barçy jest Dani Alves, inny boczny obrońca... Nie czujesz się nieuczciwie wobec niego?
[Adriano zastanawia się dłuższą chwilę]. Dani jest, jaki jest. Jest autentyczny. Zawsze mówi to, co uważa. Obu nam to pasuje. Jeśli chodzi o krytykę, to ona jedynie motywuje Daniego. Jeśli jest konkurencja na pozycji, to może być tylko pozytywne, motywujące. W tym roku widzę, że Dani ma wiele chęci do gry i z pewnością radzi sobie bardzo dobrze. Przyszłość? Zależy od niego. Sam ją wyznaczy.
Inny twój rodak, Douglas, jest źródłem wielu wątpliwości. Jest gotów czy powinniśmy uzbroić się w cierpliwość?
Ma umiejętności i możliwości fizyczne. W Brazylii gra się inaczej. Często w ustawieniu 3-5-2, z wysoko przesuniętymi bocznymi obrońcami i trójką stoperów. Dużo rozmawiam z Douglasem i jestem przy nim, żeby mógł zachować spokój. Potrzebuje czasu, by się zaadaptować, ale jestem pewien, że odniesie sukces w tym klubie.
Rozumiem, ale jak na razie to, co widzieliśmy w meczu z Málagą, nie jest tym, czego oczekuje się od piłkarza Barçy...
To był pierwszy mecz. Ciążyła na nim ogromna presja. Na dodatek wie, że musi rywalizować z Alvesem i Montim. Zdaje sobie sprawę z tego wszystkiego. Ale ma potrzebne umiejętności i niebawem to udowodni.
Za Luisa Enrique napastnicy grają trochę inaczej. Chodzi o to, by połączyć siły Messiego i Neymara?
Jeśli chcemy ich połączyć, to jasne, że powinni być bliżej siebie [śmiech]. Mamy teraz inną formę gry w ataku, szukamy nowych opcji.
A czy jest w tym obrazku miejsce dla Luisa Suáreza?
Wszyscy trzej są bardzo inteligentni. Potrafią się przemieszczać na boisku i szukać wzajemnie na pozycjach. To już widać we współpracy Neya i Leo. Jeden wie, gdzie jest drugi, wie, kiedy trzeba podać mu piłkę. Gdy dołączy do tego Luis, zyskamy nowe opcje.
Myślisz, że Luis będzie kluczowy na Bernabéu?
Widząc, jak trenuje, wcześniej oglądając jego grę w Urugwaju, wiem, że jest szczęśliwy i gotowy na El Clásico. Jest pełen entuzjazmu, nie może się doczekać. Już chciałby z nami grać, a my chcielibyśmy grać z nim.
Komentarze (20)