Piqué: Zakończę karierę w Barcelonie

Ola

13 lutego 2015, 13:25

Cope.es

542 komentarze

Gerard Piqué udzielił wywiadu w programie „El Partido de las 12” na antenie Cadena COPE, w którym poruszył m.in. kwestie konfliktu Luisa Enrique z Messim, incydentu z telefonem na ławce rezerwowych oraz wiele innych tematów związanych z Barceloną oraz swoim życiem prywatnym. Zapraszamy do lektury!

Gerard Piqué, jak się masz?
Dobrze, bardzo dobrze. We wczorajszym meczu myślę, że osiągnęliśmy bardzo dobry wynik i teraz trzeba skupić się na weekendowym spotkaniu z Levante, jednak drużyna jest w dobrej formie i jesteśmy bardzo zadowoleni.

Zaskoczyło nas to, jaki jesteś szczupły...
Mówią, że telewizja pogrubia, więc…

Myślisz, że ocenia się ciebie bardziej jako osobę publiczną niż jako piłkarza?
Nie, myślę, że w takim samym stopniu. Ostatecznie zarówno na boisku, jak i poza nim mamy określony wizerunek i na podstawie tego, co ludzie odbierają i informacji, jakie mają, każdy tworzy sobie opinię na twój temat.

Sądzisz, że władze państwa chcą wkurzyć Barçę?
To nie jest temat, który mnie dotyczy. Jestem od gry w piłkę, mam się starać wygrywać na boisku, za to mi płacą i sądzę, że to robimy dobrze w ostatnim czasie.

Myślisz, że Real Madryt stoi za tym wszystkim?
Nie. Real Madryt to ogromna instytucja, bardzo ważna, jest naszym największym rywalem i ta rywalizacja sprawia, że wiąże się ze sobą pewne sprawy, ale my musimy skupić się na zwyciężaniu i to robimy.

Gerard Piqué Bernabéu chce zostać prezydentem FC Barcelony. Czy to nie paradoks (aluzja do Santiago Bernabéu, byłego prezydenta Realu – przyp. red.)?
To nie ma nic wspólnego. Myślę, że to nazwisko jak każde. Jestem bardzo dumny z rodziny Bernabéu, z mojego dziadka, mojej mamy, z całej rodziny od strony Bernabéu… To nie ma nic wspólnego.

Będziesz bardziej jak Laporta czy jak Bernabéu?
Nie wiem, czy ostatecznie zostanę prezydentem. Teraz chcę się skupić na futbolu, co jest moją pracą, to mi się podoba, coraz bardziej lubię ten sport, więc chcę cieszyć się moją karierą aż do dnia, w którym postanowię ją zakończyć.

Czy Barça znajduje się teraz w najlepszym momencie na przestrzeni ostatnich lat?
Nie stawiałbym tego tak. Jesteśmy w najlepszym momencie sezonu, to jest najważniejsze. Luty to kluczowy miesiąc, od teraz każdy mecz staje się dla nas finałem, a jesteśmy w najlepszej formie. Jeśli poprawiliśmy się znacząco, to dlatego, że graliśmy źle… Cóż, istnieje pewien proces. Zaczęliśmy sezon bardzo dobrze, potem mieliśmy mały spadek, który zdarza się każdemu zespołowi w pewnym momencie roku, a teraz, w najważniejszym okresie, gramy najlepiej i tak chcemy dotrwać do końca.

Znów będziesz najlepszym stoperem świata?
To zależy ode mnie, ale nie jestem tym, który powinien o tym mówić.

Kiedy?
(śmiech) Zobaczymy, nie chcę się skupiać na tym, czy nim będę, czy nie. Będę starał się, by drużyna zdobywała trofea i byśmy podążali dobrą drogą.

Czy w którymś momencie w ostatnich latach futbol przestał być dla ciebie priorytetem?
Nie, zawsze nim był. Być może czasami pokazuję coś innego przez mój sposób bycia czy myślenia, ale futbol zawsze był dla mnie priorytetem. Może gdy gram gorzej, ludzie myślą inaczej, ale dla mnie jest to priorytet.

Kogo bardziej lubisz, Leo Messiego czy Cristiano Ronaldo?
Z Cristiano miałem bardzo dobre relacje w Manchesterze. Spędziłem tam z nim trzy genialne lata, ale z Leo spędziłem prawie całe moje życie i dla mnie on jest jedną z najważniejszych osób w mojej karierze piłkarskiej, bo dzięki niemu wygrałem to, co wygrałem. Jako osobę oceniam go na 10, więc… zostaję przy Leo.

Bez Messiego Barça byłaby…
Nie wiem, jaka by była. Nie sądzę też, że musimy się nad tym zastanawiać. Barça jest taka dzięki Leo i dzięki nam wszystkim, którzy tworzyliśmy tę drużynę, która stała się tak wielka w ostatnich latach, i trzeba to kontynuować. Z Leo na czele, miejmy nadzieję, że przez wiele lat, postaramy się wygrać jak najwięcej trofeów.

Neymar będzie lepszy od Messiego?
Dla mnie Messi jest najlepszy w historii. Czy pewnego dnia Neymar go prześcignie, tego nie wiemy. Na tę chwilę obstajemy przy tym, że są dwoma z trzech lub pięciu najlepszych piłkarzy świata.

Kto bardziej rządzi w szatni: Messi czy Luis Enrique?
Luis Enrique, oczywiście. Jest trenerem, szefem. Jasne, że Leo ma wysoką pozycję w szatni ze względu na staż, doświadczenie w pierwszej drużynie i fakt, że jest najlepszym zawodnikiem świata, ale to Luis Enrique jest trenerem.

Messi i Luis Enrique spierali się ze sobą?
To przeszłość. Nie potrzeba więcej tego poruszać. Nie ma takiej drużyny w Primera División, w której nie byłoby sprzeczek w szatni między zawodnikami czy między zawodnikiem i trenerem. Nie drążyłbym więcej tego tematu.

Czyli się poróżnili…
Tak, ale to przeszłość i nie ma co tego roztrząsać. Leo pokazuje na boisku, że jest efektywny jak nigdy i koniec. Kłótnie były też wtedy, gdy zostawaliśmy mistrzami świata i Europy z reprezentacją. Ostatecznie trzeba sobie powiedzieć wszystko w twarz. Czasami prawda boli, ale sądzę, że to jest dobre na przyszłość.

Guardiola jest najlepszym trenerem na świecie?
Jest jednym z najlepszych trenerów świata. Sądzę, że zostawił po sobie wielki ślad w Barcelonie i we wszystkich zawodnikach, których prowadził. Jak nikt potrafi trenować i jak nikt potrafi motywować. To bardzo, bardzo dobry trener.

Tęsknisz za derbami z Realem Mourinho?
Nie, każde derby to oddzielna historia. Chciałbym, aby te jesienne wyglądały inaczej, bo je przegraliśmy, ale derby to zawsze derby. Tydzień je poprzedzający oraz sam mecz są fenomenalne.

Oprócz problemów ze strażą miejską (hiszp. Guardia Urbana – przyp. red.) ty i Esperanza Aguirre (hiszpańska polityk – przyp. red.) macie jeszcze coś ze sobą wspólnego?
(śmiech) Nie mam pojęcia. W czymś musimy być podobni, bo ostatecznie wszyscy mamy coś wspólnego, ale niewiele.

Kryzys w Realu wam sprzyja?
Jedna z dwóch drużyn zawsze jest w kryzysie. Staramy się, byśmy nie byli to my. Teraz Realowi idzie nieco gorzej, ale mówię, że to się może zmienić w każdej chwili. Dwa miesiące temu było na odwrót.

Poszedłbyś na imprezę Cristiano po porażce 0:4?
To temat, na który wolę się nie wypowiadać. Człowiek ma wolność wyboru, kiedy powinno się robić imprezy, ale nie będę wydawać swojej opinii.

Wolisz jak śpiewa Shakira czy Kevin Roldan?
Jasne, że Shakira.

Którą celebrację wolisz: podwójną dwójkę, manitę czy smoczek?
Podwójną dwójkę i smoczek. Choć podwójną dwójkę robiłem wiele razy, bo to najważniejsza osoba w moim życiu i jest u mego boku, ale moi synowie też są najważniejsi i ich narodziny były fantastyczne.

Czujesz się dumny, grając w koszulce La Roja?
Jestem bardzo dumny i zawsze to mówiłem. Jestem bardzo dumny z tego, że mogłem być częścią tej drużyny, która zdobyła mistrzostwo świata i mistrzostwo Europy, która miała takich zawodników i grała na takim poziomie, że byłem częścią tego w tamtych latach i będę częścią, dopóki nie zakończę kariery lub ze mnie zrezygnują.

Jak ci się podobał okrzyk Cristiano na gali Złotej Piłki?
Zwykła celebracja. Każdy ma wolność wyrażania siebie. Jestem pewien, że Cristiano był superzadowolony ze zwycięstwa i niech to wyraża w taki sposób, w jaki chce.

Ty co byś zrobił?
Nigdy nie myślałem o zdobyciu Złotej Piłki, więc… nie wiem. To musi być fantastyczna chwila, kiedy ogłaszają cię najlepszym piłkarzem świata w danym roku. On zdecydował się na taką celebrację i całkowicie to szanuję.

Kerad Games to przedsiębiorstwo, które stworzyłeś ty, prawda?
Tak, to był mój pomysł. Byłem na wakacjach z Shaki i to wymyśliłem. Ona mnie wspierała od pierwszej chwili, skontaktowałem się z Alberto i zbudowaliśmy zespół. W ten sposób stworzyliśmy to, co bardzo ładnie wygląda.

Kto jest szefem?
Szefem jest on. Ja tam przychodzę pomagać. Wyrażam swoje skromne zdanie, zawsze gdy mogę i kiedy tylko tam jestem. Naprawdę mnie słuchają i jestem im za to wdzięczny, ale nic więcej.

Jesz na zewnątrz z bogatymi czy schodzisz do tamtejszej stołówki?
Nie, nie. Jest tam stołówka i idę tam z tacą jak w szkole. Nie zapraszają mnie, ja płacę.

Kiedy włącza się grę stworzoną przez Piqué (Golden Manager), słychać pewien głos po angielsku…
Poprosiłem o przysługę pewną znajomą (Shakirę). To zaszczyt i honor, że jest w tej grze. Poprosiłem ją o ten drobiazg. Nie zarabiam na tym, zarabiam na innych rzeczach.

W twojej jedenastce znalazło się czterech zawodników Realu i trzech Barçy.
To tylko gra. Pojawiają się piłkarze na rynku i kupujesz tych najlepszych w danej chwili. Było więcej dostępnych piłkarzy Realu niż Barçy. Ja chciałem wygrać, więc ich kupiłem.

Z prawdziwego Realu Madryt kogo byś kupił?
Odpowiedź jest prosta: nikogo, bo mamy świetny zespół, ale są zawodnicy na wysokim poziomie. Iker w bramce, Sergio, Kroos, Modrić, nie mówiąc już o napastnikach, jednak potem patrzysz na Barçę i sądzę, że mamy piłkarzy podobnych lub lepszych. Trzeba by było więc przeanalizować i zobaczyć, który byłby potrzebny. Myślę, że niewielu.

Jak ocenisz ten sezon?
Muszę powiedzieć, że obecny sezon jest dla mnie bombowy, pomimo że na początku nie był wymarzony, bo miałem dwa czy trzy incydenty pozasportowe. Luis Enrique nie dawał mi regularności, jaką daje mi teraz, a ciężko jest wtedy pokazać, że jest się w dobrej formie fizycznej. Sprawy pozasportowe miały duży wpływ na rozwój wydarzeń. Spędziłem później trzy mecze na ławce rezerwowych, zostałem powołany do reprezentacji w połowie listopada, a potem wszystko było już na dobrej drodze. Teraz drużyna funkcjonuje dobrze. Ostatecznie wyróżniasz się indywidualnie, kiedy drużyna gra dobrze.

Vicente del Bosque w tamtej chwili bardzo ci pomógł, prawda?
Zawsze mówię, że wiele zawdzięczam Vicente del Bosque. Zarówno jemu, jak i Marii José Claramuntowi, prezydentowi Ángelowi Marii Villarowi, ponieważ nawet gdy moja sytuacja w klubie nie była dobra, oni zawsze bardzo mnie wspierali i za to zawsze będę im wdzięczny. Więc kiedy nie gram w klubie, a on mnie powołuje, jest to dodatkowy gest, jeden z wielu ze strony del Bosque. Zawsze mówiłem, że Vicente to jeden z wielkich trenerów w historii futbolu.

Myślisz, że ludzie mają cię za cwaniaka?
Być może. Nie można się podobać wszystkim. Ja staram się być taki, na jakiego wychowali mnie rodzice. Uważam, że ludzie, którzy mnie znają, w większości mają bardzo dobry obraz mojej osoby, a ci, którzy mnie nie znają, mają tylko informacje z mediów, prasy, radia, telewizji i boiska i w ten sposób mogą powstawać tysiące opinii. Tam się wszystko skupia. Moja ciocia też mówi, że jestem cwaniakiem, a to moja ciocia.

Tamtego pamiętnego dnia naprawdę miałeś telefon na ławce rezerowych?
Tak, miałem telefon. To był bardzo nietypowy przypadek. W lidze, kiedy cię zmieniają, zostajesz na ławce w stroju meczowym, ale jako że to był mecz o Superpuchar Katalonii, poszedłem się przebrać. Wtedy wróciłem w dresie, w którym był telefon. Wyczułem go w kieszeni, wyciągnąłem i to był błąd. Przyznaję się do tego. To coś, czego nie powinienem był zrobić.

Jak przeżyłeś tamten incydent ze strażą miejską?
Dla mnie to była niesprawiedliwość i nie wiedziałem, że ktoś mnie nagrywa. Byłem w samochodzie i bez żadnego zawiadomienia już wypisywali mi mandat. Wtedy się zagrzałem, a nie powinienem tak zrobić. Później oczywiście się tego żałuje. To kolejny z popełnionych przeze mnie błędów, miałem pecha, że nastąpiły one po sobie na przestrzeni kilku tygodni.

Myślisz, że to był powód posadzenia cię na ławce rezerwowych?
Nie, nie sądzę, że to dlatego. Po prostu mister postanowił mnie posadzić, a ja to zaakceptowałem. To decyzje trenera. Ja uważam, że z wszystkiego można wyciągnąć wnioski, a w tym roku czuję się bardzo dobrze i wiele się nauczyłem.

Anoeta to był punkt przełomowy, prawda?
Lepiej by się sprzedało, gdybym powiedział, że tak, że później się spotkaliśmy i za sprawą czarodziejskiej różdżki zaczęliśmy grać lepiej, ale tak nie było. Po prostu zagraliśmy trzy dobre mecze. Dwumecz z Elche w Pucharze Króla i spotkanie z Atlético w lidze. W ten sposób zespół tworzy serię wyników, łapie pewność siebie i teraz nasza sytuacja jest najlepsza w tym roku.

Nie było żadnej zmiany w przygotowaniu fizycznym ani zmiany systemu?
Nie, nie da się pracować fizycznie każdego dnia. Puchar Króla zajmuje czas w tygodniu i jest bardzo ciężko. Na poziomie fizycznym nie było radykalnych zmian, nic z tych rzeczy. Jasne, że po porażce na Anoeta rozmawialiśmy o różnych rzeczach, ale tak samo było po przegranej na Bernabéu czy po trudnym meczu z Celtą u siebie. Teraz idzie nam bardzo dobrze, zespół nabrał pewności siebie. Spotkania po porażkach mają miejsce zawsze, ale nie dokonaliśmy szczególnej autokrytyki.

Wybór składu przez trenera ma wpływ na jego relacje z wami?
To bardziej możecie dostrzegać wy niż my. Ja nie patrzę każdego dnia, czy trener dokona wielu zmian, czy nie. Martwię się tym, żeby być w składzie. Relacje mistera z nami zawsze były dobre, serdeczne, takie jak zwykle są z trenerem w szatni.

A co się wydarzyło na Anoeta?
Wielu ludzi ma w głowie piłkarzy wyjściowego składu i kiedy oni nie pojawiają się na boisku, wydaje się, że drużyna nie jest gotowa na zwycięstwo. Ja uważam, że wszyscy piłkarze Barçy są od grania i wygrywania na każdym terenie. Real Madryt przegrał na Mestalla, a my nie byliśmy w stanie zwyciężyć na Anoeta, po prostu. Podobna sytuacja miała miejsce w zeszłym tygodniu i wygraliśmy. Prawdą jest, że Barça ma obowiązek zawsze zwyciężać. W klubie z taką historią musisz wygrywać zawsze.

Potraficie się już odizolować od otoczenia?
Sądzę, że we wszystkich wielkich drużynach się to dzieję, przede wszystkim w Hiszpanii. W krajach takich jak Anglia jest inaczej, bo nie ma takiego szumu, a tu w Hiszpanii jest go bardzo dużo. To normalne, że dla młodych graczy Barçy jest to coś innego, ale ci doświadczeni już wiedzą, jak to działa, i nie ma to na nas wpływu.

W życiu piłkarza jest czas na bycie szczęśliwym?
Tak, jest. Są dwa aspekty. Na poziomie zespołowym jesteś szczęśliwy, gdy wygrywasz, a na poziomie indywidualnym musisz być dumny z pracy wykonanej w konkretnym meczu oraz z całej kariery. Jeśli masz szczęście i oba te czynniki idą ze sobą w parze, to spędzisz ten czas bardzo szczęśliwie. Mówią, że bardzo ciężko jest być Messim czy Cristiano.

A ciężko jest być Piqué?
W pewnych kwestiach tak, ale z drugiej strony mamy życie łatwiejsze niż inni ludzie. Ja bym to podsumował, mówiąc, że jest to inne życie. Mamy pewne przywileje, ale jednocześnie bardzo trudno nam jest kontrolować swoje życie prywatne.

Jeśli Barça nie wygra Ligi Mistrzów, to kogo byś chciał widzieć z pucharem?
Chelsea byłaby jedną z tych drużyn.

Choć jest tam Mourinho.
Tak, ale jest Cesc, to przyjaciel…

Podoba ci się ten Real Madryt?
Real Madryt ma świetną drużynę. Choć przechodzi zły okres, dwa miesiące temu niektórzy mówili, że to najlepszy zespół w historii. Nie można przesadzać ani w jedną, ani w drugą stronę. To drużyna, która ma bardzo dobrych zawodników i będzie ciężkim rywalem do pokonania w lidze i Lidze Mistrzów.

Co jest trudniejsze: bronić przeciwko któremuś z trójki Bale – Benzema – Cristiano czy brać udział w pokazie mody Mango?
Bronić przeciwko BBC. Jeśli chodzi o Mango, to są dwie lub trzy minuty, a tutaj musisz bronić przez 90. Oni są szybcy, mają jakość, są bardzo dobrzy.

Którego z nich jest najtrudniej kryć?
Wszyscy trzej są bardzo dobrzy, ale mają różną charakterystykę. Beznema zupełnie różni się od pozostałej dwójki. On im daje równowagę, Bale i CR7 to pociski, szybcy zawodnicy, którzy zdobywają dużo bramek, mogą asystować, są bardzo produktywni i dają Realowi wiele punktów.

Atlético Madryt to ciężki rywal, ale znaleźliście na niego sposób, prawda?
Cóż, wygraliśmy trzy ostatnie mecze z nimi, ale nie można zapominać, że rok temu wyeliminowali nas z Ligi Mistrzów. Wiemy, jak dobry jest to zespół, jak ciężko pracuje, i wiemy, że trudno jest ich pokonać.

Są brutalni?
Nie, nie brutalni, ale to prawda, że z tych największych drużyn jest to być może zespół, który najczęściej gra na pograniczu faulu.

Neymar to prowokator?
Wcale. Neymara znamy od lat. W Pucharze Konfederacji tak naprawdę zaczęliśmy go poznawać. Kiedy przychodził do Barçy, miał taki sam styl. Nic się nie zmienił, zawsze tak grał. Nie sądzę, żeby był prowokatorem.

Wygodniej się gra z Realem czy z Atlético?
Zupełnie inaczej przygotowujesz się do tych spotkań. Z Atlético częściej będziesz przy piłce i musisz uważać na kontry. Przeciwko Realowi wiemy, że będziemy mieć mniejsze posiadanie i jest to mecz bardziej od jednej bramki do drugiej. Spotkanie pomiędzy dwoma zespołami, które teraz są bardzo podobne.

Chciałbyś kataloński finał Pucharu Króla?
Espanyol bardzo dobrze gra w tym sezonie i jasne, że może cię pokonać w jednym meczu. Byłby to bardzo trudny rywal, ale na tę chwilę chcę po pierwsze awansować do finału. Jeśli przejdziemy Villarreal, zobaczymy.

Przeszkadza ci, że wiele osób mówi, iż Barça przestała grać tak, jak grała?
My, zawodnicy, należymy do klubu, który ma pewną historię i pewnych kibiców, którzy lubią wygrywać, ale wygrywać w konkretny sposób. Za czasów Pepa myślę, że cztery czy pięć lat temu graliśmy inaczej niż teraz, ale nie uważam, by ludzie byli niezadowoleni z tego, jak gramy w tej chwili.

Nie dziwi cię, że na półfinałowym meczu z Villarrealem było tylko 50 tysięcy kibiców na stadionie…
W zeszłym sezonie było tak samo w meczu półfinałowym z Realem Sociedad. Wiemy, że Puchar Króla to te rozgrywki, które ludzie uważają za najmniej ważne. Wiemy, że w środę ludzie pracują i nie przychodzą na stadion lub wolą obejrzeć mecz w telewizji. Znamy realia tego kraju… Tak więc nie przykuwałbym do tego większej wagi. Wiemy, że mamy najlepszych kibiców i w weekend będą na stadionie.

Cristiano pokona ten spadek formy?
Oczywiście, że tak. Ma trzy Złote Piłki. Nie trzeba w niego wątpić. Wszyscy mogą mieć kryzys, ale Cristiano wróci: dziś, jutro lub pojutrze. Na pewno ludzie będą mogli cieszyć się jego poziomem.

Z kim poszedłbyś na imprezę, z Cristiano czy z Messim?
Gdyby nie pojawiły się zdjęcia w mediach, byłaby to tylko jedna z wielu imprez. Poszedłbym z Messim.

A na romantyczną kolację?
Z żadnym z nich.

Kto lepiej śpiewa?
Nie słyszałem, jak śpiewa Leo, tak więc skłaniam się ku Cristiano.

Kto lepiej opowiada żarty?
Też nie mam pojęcia, żaden z nich nie jest wielkim żartownisiem.

Kto potrzebuje więcej czasu na ubranie się?
Cristiano.

Który szybciej wyjawiłby twój sekret?
Żaden z nich. To osoby, co do których możesz być pewien, że nie wyjawią żadnego sekretu.

Mieliśmy Piqué żartownisia, a ostatnio wydajesz się bardziej zamknięty. Bardziej obserwujesz, wszystko kontrolujesz, jesteś inteligentniejszy…
(śmiech) Ci, którzy mówią, że jestem inteligentny, to moi bliscy. Łatwiej jest o tym mówić, kiedy jest się rodziną. Lubię obserwować wszystko, co się dzieje wokół mnie i na podstawie tego formować moją własną opinię. I fakt, czułem się nieco wygodniej, będąc bardziej skryty w tym roku. Wcześniej szedłem z wysoko uniesioną głową, byłem bardziej ekstrawertyczny, a trzymanie się ze swoimi i częstsze pobyty w domu w ostatnich miesiącach zrobiły mi dobrze, uspokoiłem się, nie pojawiałem się tak często w mediach. Będę tak dalej robił, bo dość dobrze mi to wychodzi.

Byłeś wzorowym uczniem?
Nie, wzorowym nie. Z wiedzy miałem zawsze bardzo dobre oceny, ale niedostateczne z zachowania. Zawsze było tak samo: zachowanie oblewałem. Bardzo lubiłem rozmawiać na lekcjach.

Powiedz nam o wszystkich swoich działaniach charytatywnych i pomocy najbardziej potrzebującym.
Jesteśmy uprzywilejowani i jeśli możemy pomagać tym, którzy mają najtrudniej, podać im rękę, jest to mile widziane. Współpracuję z UNICEF-em, z Fundacją Talita (stypendia dla ludzi z Syndromem Downa, jak moja kuzynka). Jest wielu ludzi, którzy to robią i jest to bardzo dobre.

Piqué i wszyscy zawodnicy Barçy oddają 1% swoich zarobków.
To jest właśnie Barça: tego nas nauczono i dlatego jesteśmy „więcej niż klubem”. Fundacja Barçy wykonuje niesamowitą pracę i pracuje np. z Fundacją Pies Descalzos (pl. Bose Stopy – przyp. red.) Shakiry oraz z wieloma innymi.

I jeszcze ta akcja charytatywna „Baby Shower”, którą zrobiłeś z okazji narodzin twoich synów…
To spektakularne, bo za pierwszym razem zebrano wiele pieniędzy – 100 tysięcy euro. Za drugim razem dodaliśmy opcję, by każda mama robiła swoje „baby shower” razem z przyjaciółkami, by każda z nich mogła dodać swoje ziarenko piasku.

Poza tym uwolniliście się od prasy plotkarskiej…
Tak, od początku naszego związku staraliśmy się dzielić wszystkim i dzięki temu nie dręczono nas tak, ani papparazzi nas tak nie śledzili. Zdjęcia są już w sieci, wrzucamy je my i dzięki temu możemy żyć trochę lepiej.

No i Instytut Guttmana, który pomaga ludziom z urazami mózgowymi i rdzenia kręgowego…
Zawsze mówiłem o Instytucie Guttmana, ponieważ tam pracuje moja mama. To ciężkie, bardzo ciężkie. Jeśli pewnego dnia się tam przejdziecie, doświadczenie życiowe będzie brutalne. To bardzo ciężka część życia i trzeba stawić jej czoła. Trzeba pomagać takim ludziom, którzy mieli wypadek lub narodzili się z pewną ułomnością, i postarać się dać im nowe życie, w którym będą mogli być jak najbardziej niezależni.

Lubisz jak cię nazywają Piquénbauer?
Człowieku, to porównanie do jednego z największych…

Jesteś pobłażliwym ojcem?
Staram się być jak najlepszym ojcem. Miałem przykładnego tatę od pierwszego dnia i nadal taki jest. Nauczyłem się od niego bycia ojcem i staram się przekazać synom całą miłość, aby później oni potrafili kochać.

W to wchodzi też zmienianie pampersów o trzeciej w nocy i podawanie butelki o piątej?
Jeśli praca mi na to pozwala. To znaczy dzień przed meczem oczywiście tego nie robię, ale w czwartek, jeśli trzeba, to tak. Jeśli się budzi, to działamy.

Milan lubi piłkę nożną?
Milan zaczyna w tej chwili oglądać mecze. Wczoraj był na spotkaniu z Villarrealem i powiedzieli mi, że oglądał przez 90 minut bez odwracania uwagi. Wie, kiedy tata upada na ziemię i mówi: „tata upadł!”. Interesuje się, śledzi spotkania.

Chciałbyś, żeby twoi synowie byli piłkarzami?
Chciałbym, żeby byli tym, kim oni chcą. Kiedy byłem mały, w żadnym momencie nie mówiono mi, że mam być piłkarzem. Do 17. roku życia uważałem futbol za zabawę. Grałem w koszulce Barçy, to było moje marzenie, ale traktowałem to po prostu jak rozegranie w weekend meczu z przyjaciółmi. W wieku 17 lat podjąłem decyzję o wyjeździe do Anglii i tam zdałem sobie sprawę, że to stało się moim zawodem. Tego samego oczekuję od moich synów: niech robią to, co lubią, aż będą w odpowiednim wieku, by podejmować decyzje.

Bycie ojcem sprawiło, że złagodniałeś?
Masz większą świadomość wielu innych rzeczy. Dopóki nie osiągniesz odpowiedniego wieku, myślisz, że twoi rodzice musieli robić wszystko, bo byli twoimi rodzicami, z obowiązku. Jest wiele rzeczy, z których nie zdajesz sobie sprawy, gdy jesteś dzieckiem.

Twoja partnerka jest bardzo znana na całym świecie. Jak to znosisz?
Dobrze. Bardzo, bardzo dobrze. Lepiej niż się spodziewałem. Kiedy zaczęliśmy się spotykać, zawsze myślałem: „Kurcze, będzie bardzo, bardzo ciężko”. Ale nie. Oboje się przystosowujemy do wszystkiego, mimo że wydaje się, iż jesteśmy światowymi gwiazdami. Tak jest, gdy jesteśmy na boisku czy na scenie. Przystosowujemy się do każdej rozmowy, gdy jemy kolację z przyjaciółmi.

Milan, Sasha… Kiedy urodzi się dziewczynka, jest szansa na bardziej pospolite imię?
Nie myśleliśmy jeszcze o tym. Zawsze staramy się szukać imion, które nie są powszechnie używane. Żeby było ładne i żeby czuli się nieco wyjątkowo.

Mówiłeś, że chcesz zakończyć karierę w wieku 30 lat. Zostały dwa…
Coraz bardziej kocham ten zawód i chciałbym go wykonywać dłużej. Dziś mogę ci powiedzieć, że zakończę karierę tutaj, w Barcelonie, czy to po tym roku, czy za sześć lat. Nie widzę siebie w barwach innej drużyny. Mogę powiedzieć, że zostanę tutaj i w dniu, w którym będę zmęczony lub zobaczę, że sobie nie radzę, zdecyduję o zakończeniu kariery. Ale do tego dnia zamierzam maksymalnie się tym cieszyć.

Reprezentacja. Co się stało w Brazylii i jak widzisz najbliższy mundial?
W Brazylii nikt się nie spodziewał tego, co się stało i oczywiście nikt tego nie chciał. Trzeba to wziąć na siebie. Tak jak akceptujesz zwycięstwa, bycie mistrzem świata i Europy, trzeba też akceptować porażki. To był zły mundial, ale myślę, że to już za nami. Teraz trzeba poszukać bardzo dobrej drużyny na Euro 2016 i jesteśmy na drodze do tego. Są zawodnicy tacy jak Xavi czy Xabi Alonso, którzy odeszli z reprezentacji, i trzeba zrobić miejsce nowym. A poziom jest wysoki: Isco, Koke… Będziemy mieć bardzo konkurencyjną drużynę na mistrzostwa.

Gdybyś nie był stoperem, na jakiej pozycji chciałbyś grać?
Środkowy napastnik.

Jeśli wygrasz Ligę Mistrzów z Barçą, wypijesz katalońskie wino z klatki piersiowej Tomasa Gauscha (dziennikarz Cope – przyp. red.)?
Wypiję wino, szampana czy cokolwiek, ale z niczyjej klatki piersiowej. Byłbym bardzo zadowolony, na pewno.

Tiki-taka czy waka-waka?
Oba brzmią bardzo dobrze.

Było dużo śmiechu w szatni z twojego zdjęcia w stroju średniowiecznego rycerza?
Look jak każdy inny. Dobrze się w tym czułem, ale potem wywołało to duże poruszenie. W szatni jest wielu fanów mody, niektórzy jadą po bandzie, przede wszystkim Alves.

Do programu zadzwonił Cesc Fàbregas, by zadać kilka pytań Gerardowi.

Cesc: Dużo od ciebie już wyciągnęli?
Myślę, że jeszcze nie. Trzymam rękę na pulsie.

Cesc: Po tym, jak Puyi i ja odeszliśmy, z kim się najbardziej trzymasz w Barcelonie?
Mamy grupę Hiszpanów: Busquets, Pedro, Jordi Alba, Xavi i Andrés i zawsze chodzimy wszędzie razem, dużo czasu spędzamy też na zgrupowaniach kadry. Jest też grupa, którą ja nazywam „południowoamerykańcy” i tworzą ją Leo, Luis Suárez, Mascherano… którzy bardzo lubią rozmawiać. I ja również się do niej zaliczam, bo też nie jestem cichy. Szatnia jest bardzo dobra, tak jak wtedy, gdy byłeś w niej ty. Ty sprawiałeś, że była jeszcze lepsza, ale nie możemy narzekać. (śmiech)

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (542)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze