W sobotnie popołudnie Barcelona popełniła zbyt wiele błędów na Camp Nou. Wydaje się oczywiste, że w starciu z rywalem z najwyższej piłkarskiej półki Katalończycy muszą znacznie poprawić aspekty gry, które w spotkaniu z Málagą wyraźnie zawiodły.
Europa: Bez marginesu błędu
Chociaż istnieje grupa ludzi, która twierdzi, że niezwykle ciężko wygrać ligę w momencie, gdy traci się aż trzynaście punktów w starciach z takimi rywalami jak Málaga (5 punktów), Celta (3), Real Sociedad (3) oraz Getafe (2), to prawda jest taka, że wciąż istnieją bardzo duże szanse na końcowy triumf w La Liga, a Katalończykom ciągle pozostaje pewien margines błędu.
Real musi przyjechać jeszcze na Camp Nou, a poprzedni sezon jest idealnym przykładem na to, jak wiele może wydarzyć się w ciągu zaledwie trzech ostatnich kolejek. Bez wątpienia Barcelona wciąż posiada margines błędu, niewielki, lecz jednak on istnieje.
Z kolei Liga Mistrzów to zupełnie inna bajka. Faza pucharowa Champions League „nikomu nie wybaczy słabej dyspozycji na poziomie indywidualnym i zespołowym”, co w sobotę zaznaczył na konferencji prasowej Luis Enrique. Manchester City z Sergio Agüero na czele to niezwykle groźny przeciwnik, który jest w stanie wyrządzić wielką krzywdę w momencie, gdy poczuje, że rywal nie prezentuje swojej optymalnej formy.
Większa koncentracja na początku spotkania
Dani Alves popełnił koszmarny błąd w 7. minucie meczu, kiedy to lekceważąco zagrał do Claudio Bravo. Brazylijczyk podał do swojego bramkarza na tyle nieudolnie, że do zagranej piłki dobiegł Juanmi, który nie miał najmniejszych kłopotów z pokonaniem Bravo. Z kolei w przypadku porażki 0:1 na Anoeta Jordi Alba trafił do własnej bramki już w 2. minucie. Katalończycy mieli praktycznie całe spotkania na to, aby odrobić straty, jednak nie byli w stanie tego uczynić przeciwko rywalom, którzy po osiągnięciu swojego celu szybko zamknęli się przed własną bramką. Barça oba te mecze przegrała, drogo płacąc za błędy popełnione w początkowych minutach. W Lidze Mistrzów taka sytuacja nie może się powtórzyć.
Bardziej zorganizowana gra
Málaga miała w sobotę kilka świetnych okazji do kontry, które powstały na skutek zdezorganizowanej gry Barçy. Barcelona atakowała wówczas trzema napastnikami, dwoma bocznymi obrońcami oraz dwoma środkowymi pomocnikami, co oznacza, że zaledwie trzech piłkarzy było zaangażowanych w obronę dostępu do bramki. Jeżeli Barça znów będzie popełniała błędy przy operowaniu piłką, Manchester City bezlitośnie to wykorzysta.
Poprawić płynność gry
W odpowiedzi na opinie, że obecna Barcelona żyje z kontrataków, Luis Enrique powiedział, iż posiada „najlepszy atak pozycyjny na świecie”. Być może Asturyjczyk miał rację, lecz w spotkaniu z Málagą nic nie potwierdzało tych słów. Barça grała zbyt wolno, w efekcie czego nie była w stanie wykreować sobie dogodnych sytuacji bramkowych. Grając w taki sposób, zwycięstwo nad City wydaje się niemożliwe.
Większe zaangażowanie w grę pressingiem
„Dezorganizacja”, „brak cierpliwości”, „pojedynki jeden na jednego”… Luis Enrique po zakończonym spotkaniu skoncentrował się na analizie trudności, jakie miał jego zespół przy tworzeniu akcji ofensywnych. Szkoleniowiec Barçy skupił się na tych elementach gry, lecz prawdziwym problemem Blaugrany było to, że jej zawodnicy nie stosowali tak agresywnego i skutecznego pressingu, jak podczas wcześniejszych ligowych i pucharowych meczów. Przeciwko Máladze zabrakło intensywności (co jest winą samych piłkarzy), zaś ustawienie zespołu było po prostu niewłaściwe (błąd trenera).
Wsparcie cracków
Messi jest tylko człowiekiem. Po rozegraniu kilku spotkań na niezwykłym poziomie jemu także może przydarzyć się słabsze spotkanie. Wówczas do gry muszą wkroczyć inni wielcy zawodnicy, jakich posiada ten zespół. Nie może być tak, że gdy Messi jest zablokowany, Neymar, Suárez czy Iniesta nie są w stanie udźwignąć trudów spotkania. Brazylijczyk i Urugwajczyk zostali sprowadzeni na Camp Nou również po to, aby w pojedynkę przesądzać o losach meczów.
Komentarze (63)