Tomas Satoransky rozgrywa swój pierwszy sezon w klubie. 23-letni obrońca urodzony w Pradze ma bardzo jano określone plany i dlatego przyjął wyzwanie przejścia z Sevilli do Barcelony. Utalentowany gracz marzy oczywiście o NBA, ale skupia się tylko na grze dla Barçy. W związku z utratą szansy na inne tytuły Liga Endesa jest jego wielkim wyzwaniem osobistym i drużynowym.
Tomas Satoransky, mimo młodego wieku, jest człowiekiem z jasno określonymi pomysłami. Przemawia tak jak na parkiecie: prosto i bezpośrednio. Podobnie jak jego koledzy z drużyny, czeski rozgrywający przeżyje nietypowy tydzień, ponieważ będzie śledził, lub nie, nie będąc w stanie grać, Final Four Euroligi, w którym Barça zwykle występuje.
To dziwne przeżywać Final Four bez Barcelony?
Tak. To zawsze jest trudne, gdy masz takie duże cele. Ale rzeczywistość jest, jaka jest, i mamy kolejny wielki cel, którym jest liga, i nie chcemy tego przegapić.
Przy okazji, powiedziałeś, że nie chcesz, aby wygrał Real Madryt.
Powiedziałem tak dla żartu, bo naprawdę nie miałem wyboru. Historia mówi nam, że w ostatnich Final Four zawsze wygrywał zespół, na który nikt nie stawiał. Jest to rodzaj turnieju, gdzie decydują drobne szczegóły, i zobaczymy, kto wygra.
W takim klubie jak Barça podstawą są tytuły. Czy ostatni tytuł do zdobycia zwiększa presję na tym ostatnim odcinku sezonu?
Nie udało nam się w innych rozgrywkach. To może narzucać trochę więcej presji, ale także motywacji. Tak, jak się stało w zeszłym roku. Widzę dobrą postawę w tych czterech meczach po odpadnięciu. Mam nadzieję, że będziemy grali z taką motywacją, a nawet jeszcze lepiej.
Jak oceniasz sezon do tej pory?
Mieliśmy wiele wzlotów i upadków. Był moment, w którym wszyscy obrońcy, Abrines, Oleson i Navarro, byli kontuzjowani, a to było bardzo trudne dla nas, bo ci gracze dają nam dużo w ataku. Musieliśmy znaleźć inne rozwiązania, a następnie zaczęliśmy przegrywać mecze na wyjazdach, zwłaszcza w lidze. To było najgorsze. Następnie obraliśmy dobrą drogę w Top 16. W play-off z Olympiakosem byliśmy w dobrej formie, ale możliwe, że urazy Olesona i Doellmana uniemożliwiły nam konsekwentną grę.
Jednak na poziomie osobistym twój rozwój jako gracza jest widoczny.
Jestem zadowolony z tego, jak dostosowałem się do tego klubu, i z mojej wydajności. Uczono mnie, że nigdy nie możesz być zadowolony ze swojego występu, ponieważ nie poprawisz swojej gry. Ale tutaj gram dla zespołu i to, co się liczy na końcu, to liczba wygranych tytułów. Do tej pory nie udało nam się to i dopóki się nie uda, to nie będę zadowolony z sezonu.
Widzieliśmy prawdziwego Satoransky’ego?
Czasami (uśmiech). Satoransky jest graczem, który zawsze gra z dużą ilością energii, który stara się tak grać w każdym meczu. Można poprawić wiele rzeczy, ale ten aspekt jest tym, co mnie określa.
Wiemy, że Xavi Pascual jest bardzo skrupulatny i wymagający w swoich przygotowaniach do meczów. Jak się do tego przystosowałeś?
Czuję się bardzo dobrze. Miałem bardzo dobre stosunki z trenerami. Każdy był trochę inny i czuję się bardzo dobrze z Xavim. On jest perfekcjonistą, przede wszystkim jeżeli chodzi o obronę, i dzięki niemu uczę się innego punktu widzenia koszykówki.
Z Sevlli do Barcelony. Jak zniosłeś taką zmianę?
Dobrze. Przyjazd do Barcelony po pięciu latach w Hiszpanii był dla mnie łatwiejszy ze względu na uniknięcie problemów z językiem. Ligę znałem, natomiast różnicę robi Euroliga, ale to naprawdę nie było coś trudnego.
Powracającym tematem jest NBA. Czarodzieje mają do ciebie prawa, a tutaj podpisałeś kontrakt na dwa lata. Co przyniesie przyszłość?
Teraz celem jest wygranie ligi i kontynuacja pobytu tutaj, bo mam więcej celów z tym klubem. Myślę, że słusznym jest teraz wiązanie swojej przyszłość z Barceloną i walczenie z nią o tytuły. Oczywiście NBA jest moim marzeniem, ale obecnie skupiam się na tym klubie. Mam nadzieję, że będę tu dwa lata, a następnie, kiedy przyjdzie właściwy czas, będziemy myśleć, co robić dalej.
Komentarze (1)