Kilka zespołów z NBA wyraża zainteresownie Mario Hezonją na dwa dni przed draftem, ale nadal istnieją wątpliwości co do jego temperamentu.
Jeśli weźmiemy pod uwagę opinie ekspertów, szanse na sukces Mario Hezonji w drafcie NBA są coraz większe. Chorwacki skrzydłowy Barcelony może trafić do najlepszej ligi świata z numerami od 3 do 8, co gwarantuje mu kontrakt na dwa sezony i zarobki powyżej dwóch milionów dolarów w pierwszym roku.
Hezonja ma ważny kontrakt z Barceloną i klauzulę odejścia wynoszącą około dwa miliony, co także może być ważne, zwłaszcza w przypadku równowagi ekonomicznej całej operacji.
Według większości analiz Hezonja konkuruje z Justiseem Winslowem z Duke o miano najlepszego skrzydłowego w tym drafcie. Jedynymi pewniakami są Karl Anthony Towns i Jahlil Okafor, dwaj centrzy, którzy najprawdopodobniej zostaną wybrani z dwoma pierwszymi numerami (Minnesota Timberwolves i LA Lakers).
Od numeru trzeciego (76ers) do ósmego (Pistons) wszystkie drużyny rozważają Mario jako swoją opcję. Skauci tych zespołów spędzili miesiące, oglądając mecze Chorwata, i mają kilka wątpliwości dotyczących jego techniki i atletyzmu. Według Synergy Sports, prestiżowego międzynarodowego konsultanta technicznego, 65% punktów Mario zdobywa po rzutach za trzy punkty, podobnie zresztą jak nowy mistrz NBA Stephen Curry. Takie statystyki także przyciągają uwagę trenerów i dyrektorów technicznych, którzy nadal są zafascynowani jego występem w pierwszym meczu finału, w którym zdobył 18 punktów, trafiając 5 na 6 trójek.
Główne wątpliwości mają jednak więcej wspólnego z jego temperamentem i dojrzałością związaną z jego wiekiem (19 lat). Niektórzy podejrzewają, że jego postawa może zależeć od komfortu gry w ataku, a czasami może on przedkładać indywidualne popisy nad system drużyny.
Kluczowy moment w karierze Hezonji właśnie nadchodzi, jednak nie jest pewne, czy gracz będzie mógł go doświadczyć osobiście. Jeśli Barça wygra trzeci mecz w finale, to Mario nie będzie mógł być obecny w Barclays Center na Brooklynie, gdzie odbędzie się draft NBA.
Komentarze (4)