Luis Suárez strzelał już w tym sezonie gole w starciach z Athletikiem, Sevillą, Romą i Bayerem. W ubiegłych rozrywkach jego ofiarami były tak świetne zespoły jak PSG, Atlético, Valencia, City i Juventus w berlińskim finale.
Zwycięska bramka Luisa Suáreza z Bayerem Leverkusen zapobiegła sporemu bólowi głowy drużyny. Bez Messiego, który zazwyczaj był kołem ratunkowym, Urugwajczyk stał się głównym bohaterem końcówki, która wyprowadziła Barcelonę na pozycję lidera grupy. Gol opatrznościowy na osiem minut przed końcem spotkania podziałał jak aspiryna. To nie pierwszy raz, kiedy „dziewiątka” Barçy strzeliła gola w sytuacji wysokiego napięcia meczu o dużą stawkę. W trzynastu takich przypadkach jej gole decydowały o wyniku. Nie ma wątpliwości, że Suárez jest wielki w wielkich spotkaniach.
W obecnym sezonie El Pistolero trafił na listę strzelców w pięciu z 11 rozegranych meczów. Jego sześć goli oznacza, że ma tyle samo zaliczonych trafień co Leo Messi. Były one kluczowe w starciu z Sevillą w Superpucharze Europy, a także w pierwszym spotkaniu ligowym z Athletikiem. Suárez okazał się również decydujący w Lidze Mistrzów w pojedynku z Romą, otwierając wynik i zamykając go w drugiej kolejce z Bayerem. Urugwajczyk Jest najlepszym strzelcem Barçy w tych rozgrywkach.
Luis Suárez nie jest graczem, który kuli się ze strachu w wielkich meczach. Patrząc na jego życiorys od czasu dołączenia do klubu, podczas spotkań ze szczególną presją jest specjalnie zmotywowany, tak samo jak dzieje się to w przypadku Leo Messiego. Jego bilans w pierwszym roku gry był znakomity. Były zawodnik Liverpoolu zaczął grać dopiero pod koniec października, kiedy to zakończyła się klubowa sankcja za ugryzienie Chielliniego na mundialu. Debiutował w El Clásico, asystując przy bramce Neymara. Z dobrej strony pokazał się w ostatniej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów z PSG, zaliczając bramkę i asystę. Swój ślad w europejskich rozgrywkach pozostawił także w potyczkach z innymi ekipami. W 1/8 z Manchesterem City na wyjeździe ustrzelił dublet, podobnie jak w ćwierćfinale z PSG, a 6 czerwca w finale w Berlinie z Juventusem zdobył gola i zarazem pierwsze europejskie trofeum w karierze.
W lidze jego postać była równie znacząca, gdy drużyna go potrzebowała, bezpośrednio po porażce na Anoeta. Zdobył gola przeciwko Atlético na Camp Nou, z Athletikiem na nowym San Mamés, a także z Realem Madryt i Valencią w stolicy Katalonii. Z łatwiejszymi rywalami także potrafił (nomen omen) ukąsić, tak jak to miało miejsce z Villarrealem w półfinale Pucharu Króla. Luis Suárez dokładnie wiedział, jak wykorzystać zaufanie kibiców i szatni zespołu.
Jeśli rozbudować zasługi Urugwajczyka o asysty, jego wkład osiągnie jeszcze wspanialsze rozmiary. Real Madryt, Sevilla, Espanyol, Atlético, Villarreal, Bayern, ponownie Sevilla w Superpucharze Europy i Bilbao w Pucharze Króla odczuły to na własnej skórze. Dotychczasowy bilans Suáreza - 31 goli i 27 asyst - wygląda doskonale. A to dopiero niecały rok gry za nim.
Komentarze (47)