Mieszkańców Villanueva de la Serena już jutro czeka prawdziwe święto. Dzięki Pucharowi Króla ich miasto odwiedzi wielka FC Barcelona. Klub, którego budżet wynosi 330 tysięcy euro, podejmie prawdziwego giganta.
Jeszcze trzydzieści lat temu takie starcia Dawida z Goliatem były czymś powszechnym. Drużyna Terry'ego Venablesa mierzyła się swego czasu z Göteborgiem, w barwach którego grali strażak, hydraulik, kucharz… Ale to były inne czasy. Dziś historia się powtarza, tym razem w rozgrywkach Copa del Rey. Barça zagra z Villanovense, występującym na co dzień w grupie 4 Segunda División B. Julio Cobos prowadzi zespół złożony z 22 zawodników, wśród których znajdziemy reprezentantów wielu różnych zawodów.
Kapitan Ángel Pajuelo prowadzi np. własną agencję ubezpieczeń. Wykorzystuje kontakty z kolegami z zespołu, by sprzedawać swoje produkty. – Wszyscy mnie znają i to mi ułatwia zadanie – mówi Pajuelo. Busquets, Neymar, Rakitić i spółka zmierzą się z piłkarzami, którzy zarabiają od 300 do 1 500 euro miesięcznie.
Ángel Mato Pose, znany jako Anxo, określa siebie jako „profesjonalistę”. I tak w rzeczywistości jest. Całe życie utrzymywał się z futbolu, grając w Segunda Divisón oraz Segunda División B w takich klubach jak Compostela, Burgos, Purense, Ceuta czy teraz Villanovense. Oprócz tego studiuje też administrację i finanse. – Kariera piłkarska trwa krótko, a w wieku 33 lat już zaczynają zaglądać ci w metrykę – mówi Anxi, świadomy tego, że nie będzie w stanie utrzymywać się przez całe życie ze swojej pasji.
Miguel Ángel Trinidad zajmuje się budownictwem, ale na szczęście pracuje w firmie swojego ojca, dzięki czemu może godzić obowiązki zawodowe z treningami. – Mówią o mnie, że jestem rozpieszczony, że jestem tam po znajomości, że tak w piłkę potrafi grać każdy – opowiada. Ale nie zawsze jego życie tak wyglądało. – Gdy byłem młodszy, całymi dniami dźwigałem worki, robiłem cement i nosiłem rusztowania – dodaje.
Cubi i Moraga muszą wstawać wcześnie rano. Od szóstej zajmują się sprzątaniem miasta jako pracownicy firmy Urbaser. Obaj są zadowoleni i czują się spełnieni, mogąc łączyć futbol z pracą. Liczne obowiązki sprawiają, że są zmęczeni, ale zabezpieczeni na poziomie ekonomicznym.
Javi Sánchez jest pielęgniarzem i pracuje w szpitalu Santa Justa de Villanueva. Dzięki systemowi zmianowemu może on godzić pracę z grą w piłkę. Inni zawodnicy, jak Curro czy Jairo Caballero, to studenci. Wszyscy oni traktują spotkanie z Barceloną jak wielki dar. To mecz ich życia i choć wiedzą, że od Barçy dzielą ich lata świetlne, nie poddadzą się bez walki, a przede wszystkim będą się cieszyć tym dniem.
Komentarze (35)