Po wspaniałym sobotnim El Clásico w Madrycie narzekania prasy, ogromne niezadowolenie kibiców domagających się dymisji Florentino Péreza oraz rzekome ultimatum postawione przez Cristiano Ronaldo. A w Barcelonie? Fiesta. Zarówno w klubie, jak i w całej stolicy Katalonii.
Jeśli ktoś myśli, że emocje związane z najbardziej elektryzującymi derbami piłkarskimi na świecie widać jak na dłoni tylko w mieście, w którym rozgrywany jest mecz, to się grubo myli. Barcelona w sobotni wieczór najpierw stała się miastem wymarłym, gdyż wszyscy udali się niezliczonych barów (albo przed ich drzwi, bo już brakowało miejsc), aby obejrzeć wielkie El Clásico, a później jej ulice zalała granatowo-bordowo fala kibiców, świętujących jeden z największych triumfów Blaugrany w niezwykle bogatej i barwnej historii Gran Derbi.
El Clásico jest dla dużej części Hiszpanów niczym religia, msza wielkanocna lub bożonarodzeniowa, na której obecność jest jeszcze bardziej obowiązkowa niż w zwykłą niedzielę. Kilku moich znajomych mówi mi dla kilka dni starciem Realu z Barçą, że mają już zakupione bilety do Madrytu, choć nie posiadają wejściówki na sam mecz. – Jeśli zdobędziemy je na miejscu, super, ale jeśli nam się nie uda, to nic. Jedziemy tam, aby poczuć atmosferę El Clásico, być pod stadionem, blisko drużyny – podkreślają. Ja nie zdecydowałem się na podróż do stolicy Hiszpanii i muszę powiedzieć, że w Barcelonie atmosfera związana z Gran Derbi była wspaniała, sądzę, że nie gorsza niż w Madrycie.
Na około pół godziny przed rozpoczęciem pojedynku przechadzam się wąskimi uliczkami dzielnicy gotyckiej w Barcelonie. Właściwie nie szukam baru do obejrzenia meczu, bo w jednym z nich serwują tak przecudowną sangríę i cubalibre, że nie ma co się zastanawiać, a na dodatek nie ma tam tłumów. Tu bar lub restauracja jest w co drugich drzwiach, zupełnie inaczej niż w Polsce. Wiele z nich w tej dzielnicy jest przeznaczonych bardziej dla turystów niż dla miejscowych. W tym drugim przypadku są to bary bardziej schowane w uliczkach przyległych do tych najbardziej reprezentacyjnych i wymagają nieco dłuższego poszukiwania, stąd też zapełniają się raczej osobami/kibicami stąd oraz bardziej dociekliwymi turystami lub podróżnikami (różnica między turystą a podróżnikiem jest zasadnicza). Spacerując uliczkami Barri Gòtic, widzę, jak ludzie w granatowo-bordowych koszulkach rozsiadają się wygodnie w barach, w których na ekranach telewizorów trwa transmisja studia przedmeczowego. W innych lokalach trwają jeszcze ostatnie przygotowania – jedni podłączają projektor, a inni właśnie zmieniają kanał, bo kończą się mecze angielskiej Premier League. Właściciele okolicznych sklepów zamykają tego dnia o 18, bo przecież muszą zdążyć na Klasyk.
Zapewne każdy z was przynajmniej raz oglądał mecz w polskim barze. Takie doświadczenie w Hiszpanii jest o wiele głębsze, gdyż dyskusje wewnątrz są tak głośne, że dźwięku ze stadionu praktycznie nie słychać. Wokół siebie mam kilkudziesięciu komentatorów, niezwykle emocjonalnie reagujących na każdą sporną sytuację, a przede wszystkim akcje podbramkowe. Cztery wybuchy radości, prawdziwa fiesta, chóralne, triumfalne śpiewy przez ostatni kwadrans i... może nie będę cytował tego, co mówili o Munirze.
Jak nietrudno się domyślić, w niedzielę katalońska prasa oszalała. „Ale lanie!”, pisał Sport. W środku niezliczone analizy, porównania, opinie ekspertów. W sumie 30 stron podsumowania El Clásico. W Mundo Deportivo podobnie. Hiszpania ma aż cztery ogólnokrajowe dzienniki o tematyce sportowej, w których tematy inne niż piłka nożna pojawiają się zazwyczaj najwcześniej na 20. stronie. To też świadczy o tym, jak spragnione wiadomości futbolowych jest hiszpańskie społeczeństwo. Ktoś, to kocha piłkę nożną całym sercem, powinien udać się właśnie do Hiszpanii lub Brazylii. Wracając jeszcze do dzienników sportowych, zdecydowanym liderem sprzedaży jest tutaj Marca (2,5 mln czytelników miesięcznie*). Za nią znajduje się AS (1,5 mln), z kolei Mundo Deportivo i Sport są czytane głównie w Katalonii, stąd też w porównaniu do dwóch wyżej wymienionych tytułów na obszarze całego kraju wypadają one dość blado (oba około 600 tys. czytelników miesięcznie).
W poniedziałek El Clásico (bądź w przypadku prasy madryckiej jego konsekwencje dla sytuacji wewnętrznej w klubie) nadal nie schodziło z pierwszych stron gazet. „Totalna ekstaza. Najlepsza Barça, Real w kryzysie”, postanowił odtrąbić Sport. Dziś uwaga jest już raczej skupiona na wieczornym pojedynku z AS Romą w piątej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów. Trzymam w ręku dzisiejsze wydanie Mundo Deportivo. O meczu z włoską drużyną jakieś 12 stron, ale na nich także krótkie felietony odnoszące się jeszcze do El Clásico. Z zaciekawieniem czytam zapowiedź wieczornego spotkania w wykonaniu Lobo Carrasco, pomocnika FC Barcelony w latach 1978-89. Pisz on o „kontrolowanej radości”. „Wspaniały pokaz w świątyni Królewskich musi być kontynuowany, zgoda, ale właśnie to będzie najtrudniejsze, ponieważ jeśli dasz się ponieść, każdy przeciwnik może cię zaskoczyć. […] Podam idealny przykład, aby zrozumieć, dlaczego mistrzowie wszystkiego cały czas czerpią radość z futbolu: gra na poziomie Ronaldinho (Neymar, Iniesta i niedościgniony Messi), ale z mentalnością Puyola. Przy takim połączeniu i solidarności w szatni zwycięskie cykle są powtarzane mimo braku wielkich nieobecnych (szczególnie Tito Vilanovy) i transferów zawodników do innych klubów. Wydawało się, że będzie inaczej, ale bez dyrygenta Xaviego orkiestra nadal gra...”.
Opisując dzisiejszego rywala Barcelony, Carrasco pisze, że „Roma traci szybkość”. „Bez Salaha i Gervinho jest skazana na nierozdzielanie linii i wspomaganie prób ataków bardziej niż przeprowadzanie kontr. Nie będzie również Tottiego, który mógłby być jednym z wykonawców planu B. Najbardziej potrzebny będzie Pjanić. Dżeko z przodu postara się przytrzymać piłkę, aby dać czas kolegom na dołączenie do akcji, szukając jednocześnie okazji do wywalczenia stałego fragmentu gry. Ze względu na swój wzrost Bośniak oraz środkowi obrońcy i Keita będą próbować walczyć o górne piłki w polu karnym Barçy. Dla Rudiego Garcíi najważniejsze będzie ograniczenie do minimum roli Busquetsa oraz tridente. Obecność Neymara (znowu Florenzi na boku obrony?) i Messiego może przyczynić się wystawienia obrony złożonej z czterech piłkarzy w linii, lecz ruchomej od momentu przejęcia piłki”.
Mundo Deportivo oraz Sport są przekonane, że dziś od pierwszej minuty na boisko wybiegnie Leo Messi, który jest „gotowy i zmotywowany do tego, aby ponownie trafić do siatki”. W MD również informacja bardzo przydatna dla widzów, którzy pojawią się dziś na Camp Nou. Ze względu na zastosowanie zwielokrotnionych środków bezpieczeństwa socios oprócz karnetu będą musieli okazać także dokument tożsamości, a ja wiem, żeby nie zabierać ze sobą nawet małego plecaka. Miejmy nadzieję, że służby dobrze poradzą sobie z ochroną meczu w tak niepewnej sytuacji w Europie, a kibice będą mogli cieszyć się wspaniałym widowiskiem, najlepiej okraszonym pierwszym golem Messiego od dwóch miesięcy, zwycięstwem Dumy Katalonii i przypieczętowaniem przez nią awansu do fazy pucharowej Ligi Mistrzów z pierwszego miejsca w grupie.
* Dane z cyklicznego badania EGM (Estudio general de medios), realizowanego przez AIMC (Asociación para la Investigación de Medios de Comunicación), luty 2015.
Komentarze (5)