Jeżeli Luis Enrique był specjalistą od maratonów, triatlonu i pokonał niejednego ironmana, to w styczniowych pojedynkach Barcelony musi czuć się jak ryba w wodzie. Duma Katalonii w środę skończyła tryptyk z Espanyolem, żeby już dzisiaj rozpocząć kolejną pasjonującą serię spotkań. Tutaj nie ma czasu na wytchnienie, jakikolwiek odpoczynek czy chwilę słabości. Athletic zrobi wszystko, żeby nadchodząca trylogia nie miała jednego bohatera.
Podobnie zresztą było w pierwszej katalońsko-baskijskiej trylogii, która na światło dziennie wyszła pod koniec sierpnia. Wydawało się, że wszystkie role zostały rozpisane, scenariusz jest gotowy, a wszelkie nagrody już rozdano. To Barcelona miała królować na czerwonym dywanie, tymczasem już w pierwszej części okazało się, że reżyser ma zupełnie inne plany na tę produkcję. W pierwszym meczu na San Mamés Duma Katalonii została zjedzona przez wygłodniałe Lwy, przez co rewanż na Camp Nou był jedynie formalnością. Królem polowania okazał się Aritz Aduriz, który popisał się pamiętnym
target="_blank">hat-trickiem. Superpuchar Hiszpanii niespodziewanie pojechał do Kraju Basków, a Katalończycy zostali pozbawieni szans na wygranie wymarzonych sześciu pucharów. Barcelona odgryzła się dopiero w trzeciej części, kiedy w Bilbao skromnie wygrała po golu Luisa Suáreza.
Wspomniany tryptyk pokazał, jak trudnym rywalem jest Athletic. To Lwy rozbiły Dumę Katalonii Luisa Enrique jak nikt inny, to Lwy zakończyły marzenia o nawiązaniu do czasów Pepa Guardioli i sześciu pucharach. Dzielni Baskowie nigdy nie odpuszczają, zmuszając Barcelonę do cierpienia i gigantycznego wysiłku. Nic nie zapowiada, żeby tym razem było inaczej, a słowa Mikela San José tylko to potwierdzają. - Zawsze, gdy mierzą się z nami, muszą dużo wycierpieć, aby nas pokonać. Utrzymuje nas przy życiu fakt, że w przeszłości robiliśmy wielkie rzeczy w meczach z nimi - mówił w piątkowym wywiadzie dla radia G4. Zanim przyjdzie czas na fantastycznie zapowiadający się dwumecz w Pucharze Króla, nową trylogię w dzisiejsze popołudnie zapoczątkuje ligowe starcie na Camp Nou.
Dla Ernesto Valverde będzie to nie tylko starcie z Barceloną, znalezienie kolejnego sposobu na powstrzymanie Messiego, Suáreza i Neymara, ale również walka z własnymi problemami, których Athletic ma bardzo dużo. Baskowie będą musieli sobie radzić bez Aritza Aduriza, 35-letniego najlepszego strzelca zespołu, który jest jak wino - im starszy, tym lepszy. Sezon 2015/16 śmiało można mu zaliczyć do najlepszych w karierze, dlatego będzie to gigantyczne osłabienie. Na domiar złego kontuzji doznał Raúl García, który jak mało kto wie, czym jest walka na całego. Kto będzie w takim razie straszył Claudio Bravo i spółkę? Odpowiedź jest prosta: Inaki Williams. Młody Bask potwierdza, że jest jednym z największych talentów na hiszpańskich boiskach i już teraz w kolejce do transferu ustawiają się Liverpool, Everton i Tottenham. Jeżeli jednak strzela się
target="_blank">takie gole, to nie ma w tym nic dziwnego. Czy zadziwi również w starciu z Barceloną?
Katalońsko-baskijski klasyk elektryzuje również ze względu na osobę Neymara, którego fani Lwów wyjątkowo nie lubią i mają ku temu zrozumiałe powody. Brazylijczyk uwielbia prowokować sztuczkami technicznymi, łatwo potrafi ośmieszyć jednym zagraniem, co często wywołuje irytację rywali.
target="_blank">Była 86. minuta finału Pucharu Króla, kiedy gwiazdor Barcelony postanowił pokazać swoje nieprzeciętne umiejętności techniczne, przerzucając piłkę nad Bustinzą. Ta jedna akcja sprawiła, że w Kraju Basków Neymar jest jednym z najbardziej nielubianych piłkarzy Barcelony. Można było to dostrzec, kiedy Duma Katalonii zawitała później na San Mamés, ale najbardziej wymowne są tutaj prywatne rozmowy z moimi baskijskimi przyjaciółmi - ich po prostu nie warto cytować, zabrakłoby po prostu niecenzuralnych określeń. Jak będzie tym razem? - Powiem mu, żeby dalej cieszył się futbolem - zapowiada Luis Enrique. Nie ukrywam, że właśnie na pojedynki Neymara z baskijską defensywą czekam najbardziej.
Bez wątpienia to jeden z hiszpańskich klasyków, starcie klubów z wielką tradycją, które na tle pozostałych drużyn wyróżniają się filozofią, futbol pojmując w swój unikalny sposób, i zaangażowaniem w polityczną sytuację swoich regionów. Historia pojedynków Athleticu i Barcelony jest bardzo długa, a atmosfera, która im towarzyszy, zawsze jest wyjątkowa. Oby zbliżająca się trylogia miała tylko jednego bohatera i była nim Barcelona. Vaaaamos!!!
Komentarze (139)