Każda, nawet najmniejsza pochwała sprawia ogromną przyjemność. Nie inaczej jest w przypadku Sergio Busquetsa, który mimo nieobecności w jedenastce roku FIFA i małego zainteresowania mediów swoją osobą cieszy się grą na najwyższym poziomie i zdobywaniem kolejnych trofeów z Barçą. Sam przyznaje, że bardziej zależy mu na pomaganiu zespołowi w osiąganiu kolejnych celów niż na lądowaniu na okładkach gazet. Swoje założenia wypełnia on w stu procentach: wystarczy spojrzeć na tytuły, jakie pomocnik z Sabadell zdobył w czasie swojego pobytu na Camp Nou.
Na boisku od wielu lat jesteś kluczowym zawodnikiem. Jak zmieniła się w tym czasie twoja rola w szatni?
Przez lata gry zyskałem wiele doświadczenia. Uczyłem się od starszych zawodników, co robić w danej chwili - nie tylko na boisku, również w kwestii relacji z kolegami z zespołu.
Ale obecnie jesteś kapitanem, a to duża odpowiedzialność. Czujesz się jeszcze ważniejszy?
Zawsze miałem poczucie pełnienia ważnej roli, znając zarazem swoje miejsce w szeregu. Nie jest to oczywiście ta sama rola jak wtedy, gdy awansowałem do pierwszej drużyny z rezerw, teraz jestem trzecim kapitanem. Nie ma wątpliwości, wiele uległo zmianie. Zawsze najwięcej mówi się o tym, co widać z zewnątrz, ale uważam, że obecnie dogadujemy się całkiem dobrze, zarówno jeśli chodzi o mnie, jak i o pozostałych kapitanów i resztę szatni.
Lata mijają, jednak patrząc na twoją grę, nie sposób nie odnieść wrażenia, że z każdym dniem jesteś coraz lepszy. Jaki jest twój sekret?
Jestem swoim największym krytykiem, być może zbyt surowym, ale to mi pomaga. Patrzę na to, jak zagrałem w konkretnym spotkaniu, co zrobiłem dobrze, co źle, w których akcjach mogłem bardziej się wykazać... Poza tym uważam, że codzienna praca jest kluczowa. Będąc w drużynie, musisz nauczyć się dbać o siebie, odpoczywać, ciężko trenować, uczyć się od kolegów i od trenera. Mam nadzieję, że dalej będę mógł stawać się coraz lepszym piłkarzem, zdobywać doświadczenie i być jednym z kluczowych graczy Barçy.
Kiedy pomyślałeś o tym, że masz duże szanse na zostanie zawodowym piłkarzem?
Przechodząc z drużyny juvenil do Barçy B. Zamieniasz grę ze swoim równieśnikami na rywalizację z piłkarzami, którzy często są od ciebie nawet o 10 lat starsi. Był to krok, który musiałem postawić, by przekonać się, czy dam radę, czy nie. Oczywiście nie myślałem nawet, że zajdę tak daleko, ale miałem na to wielką nadzieję.
Których zawodników podpatrywałeś, gdy nie byłeś jeszcze tak rozpoznawalny w świecie futbolu?
Nie miałem konkretnego idola, ale patrzyłem na zawodników podobnych do mnie pod względem taktycznym. Podpatrywałem Patricka Vieirę, później Xaviego, również Yayę Touré. Muszę przyznać, że od tego ostatniego nauczyłem się bardzo dużo.
Miałeś szczęście grać w Barçy w najlepszym okresie w jej historii.
Zwyciężanie zawsze jest trudne, tym bardziej w dzisiejszym futbolu. To spełnienie marzeń, coś, o czym nigdy nie śniłem. Musimy wciąż walczyć, by to wszystko trwało jak najdłużej.
Cofnijmy się na chwilę w czasie. Ze wszystkich zdobytych trofeów wspomnienie którego najbardziej zapadło ci w pamięć?
Wygranie mundialu z reprezentacją jest niesamowite. Szczególnie, gdy zwycięska bramka pada w dogrywce, gdy brakuje zaledwie kilku minut do rzutów karnych... Z kolei na poziomie klubowym wyróżniłbym dwie potrójne korony i sześć trofeów w 2009 roku, ale najpiękniejszym wspomnieniem jest finał na Wembley w 2011 przez sposób, w jaki to osiągnęliśmy. Również przez to, co przydarzyło się naszemu koledze Abidalowi, ostatecznie to zwycięstwo miało wyjątkowy smak.
Z zupełnie niezrozumiałych powodów nie znalazłeś się w jedenastce roku FIFA. To coś, co spędza ci sen z powiek?
Z jednej strony tak, każdy jest zadowolony, gdy ktoś doceni jego pracę. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że niektóre nagrody są odrobinę bardziej popularne niż inne. W tej jedenastce zabrakło wielu zawodników, którzy rozegrali świetny sezon, jak na przykład z naszej drużyny, zdobywców trypletu. Z pewnością jednak wszyscy, którzy znaleźli się w drużynie roku, może poza jednym zawodnikiem, kontuzjowanym przez dłuższy czas, są wielkimi piłkarzami, jak wiadomo, są gusta i guściki... Ja uważam, że dobrze wykonałem swoją pracę, najważniejsze było zdobycie potrójnej korony z zespołem i dwóch tytułów w drugiej połowie roku.
Z zewnątrz można odnieść wrażenie, że zawsze, gdy tylko możesz, starasz się przebywać z dala od blasku fleszy. Dlaczego?
Być może nie jestem dostrzegany przez media, bo nie mam konta na portalach społecznościowych i nie lubię zbytnio przykuwać uwagi. Pod tym względem jestem daleko w tyle za innymi zawodnikami, ale to moja osobista decyzja: wolę skupić się na dobrej grze w czasie meczu, aby dostrzegły mnie osoby, które naprawdę lubią ten sport i znają się na nim. Jestem z tego bardzo zadowolony. Wolę wygrywać wszelkie możliwe tytuły z drużyną, trofea indywidualne stawiam nieco bardziej na marginesie.
Wspomniałes o mediach społecznościowych. Odważysz się któregoś dnia...?
(śmiech) Zastanowię się, to trudna decyzja. Odkąd przybyłem do pierwszego zespołu nie odczuwałem potrzeby posiadania konta w tego typu serwisie. Od tego jest prasa, dla mnie to wystarczy. W pewnych przypadkach portale społecznościowe są używane we właściwy sposób, innym razem nie do końca, dlatego trzeba znaleźć odpowiedni balans i korzystać z nich odpowiedzialnie.
Wkrótce powinniśmy dowiedzieć się o przedłużeniu twojego kontraktu.
Jest to coś, co, jak powiedział prezydent, jest mi winien. Nie wiem, kiedy to nastąpi, prędzej czy później, ale ja pozostaję spokojny, bo wiem, że na pewno dotrzyma słowa. Miejmy nadzieję, że stanie się to jak najszybciej.
Ostatnie pytanie. Wkrótce zostaniesz ojcem. Jak zmieni się twoje życie?
Mam nadzieję, że w kwestii piłkarskiej nie zmieni się nic. W życiu osobistym owszem, nastąpi pewna zmiana. Nie jeśli chodzi o styl życia, ponieważ w moim przypadku jest bardzo spokojny, spędzam wiele czasu w domu, ale oczywistością jest, że od chwili narodzin dziecko będzie priorytetem.
Komentarze (42)