Arda: Świat ma swoją grę, a Barça swoją

Julia Cicha

3 marca 2016, 09:00

Mundo Deportivo

23 komentarze

Krok po kroku Arda Turan przyzwyczaja się do stylu gry Barçy oraz do roli, jaką wyznaczył mu Luis Enrique. Po niemal dwóch miesiącach od debiutu bilans jego gry nie może być inny niż pozytywny i optymistyczny. Turek nie ukrywa swoich celów – chce wygrywać tytuły, cieszyć się grą i uczyć od geniuszy, których ma przy sobie.

Minęły już dwa miesiące od twojego powrotu do gry. Jak się czujesz?
Jestem bardzo szczęśliwy, zadowolony, gram w drużynie, która wygrywa, i być może uda nam się obronić tryplet, wtedy będę jeszcze szczęśliwszy.

Przez sześć miesięcy mogłeś jedynie trenować z drużyną, to wystarczyło, byś zrozumiał jej grę, czy jednak trening i gra to coś zupełnie innego?
Należy patrzeć na Barçę jak na szkołę, świat ma swoją własną grę, a Barça własną. Codziennie uczę się stylu gry, poprawiam się, staram się zostać jednym z elementów tej ekipy.

Czy "język gry" Barçy jest trudniejszy niż sobie wyobrażałeś?
Pasuje do mojego stylu, muszę jedynie wiedzieć, na jakiej pozycji mam grać. W przypadku częstej gry z piłką muszę wiedzieć, gdzie mam ją przyjąć i rozgrywać.

Czyli to przede wszystkim kwestia odczytywania podań?
Tak, moim wzorem jest Andrés [Iniesta - przyp. red.], uczę się od niego.

Na jakiej pozycji gra ci się najlepiej?
Jest mi wszystko jedno.

Do tej pory wydawało się, że wygodniej ci z lewej strony boiska.
Co mogę powiedzieć, z lewej mam Neymara, z prawej Leo! Zaczynanie od nowa jest trudne, a luty był ciężkim miesiącem, graliśmy co trzy dni, wiele podróżowaliśmy, mecze rozgrywane były wcześnie... ale jestem zadowolony. Cieszę się z bycia częścią tej drużyny. Ostatni mecz zagrałem w maju, wiem, jak dostałem się do Barçy, jestem tu szczęśliwy i wiem, co muszę robić.

Co musisz robić?
Tutaj mam inną rolę niż w Atlético. Muszę bronić, atakować i pomagać trójce napastników. W pomocy są Andrés, Ivan, Roberto, Sergio... Według statystyk nie jesteśmy na wysokim poziomie, bo tridente ma sto bramek na koncie... Taki jest system Barçy i tak się pracuje.

Czy było ci ciężko przejść od bycia gwiazdą Atlético do stania się częścią całości w Barcelonie?
Trzeba się zmieniać, bo tutaj wszyscy są gwiazdami. Też chciałbym zajmować się wszystkim, ale jeśli masz lepszych koło siebie, musisz podawać im piłkę, bo razem z nimi futbol jest łatwy. Nie mam z tym problemu, robię to, co każe mi Luis Enrique, jestem częścią drużyny i jestem szczęśliwy. Na pewno przytrafią się mecze, w których będę musiał wziąć na siebie większą odpowiedzialność. Czasem nie wystarczyć asystować, trzeba też pomagać w obronie, grać agresywnie, to też jest ważne.

To też jest coś nowego dla ciebie, uczysz się agresywnej gry?
Żeby móc podawać im piłkę, muszę coś robić. Z Leo i Neymarem trzeba pracować więcej.

W Las Palmas można było zauważyć, że nie jesteś przyzwyczajony do bronienia i musiałeś się kontrolować.
Tak, oczywiście, ale walczę o moją drużynę. Tamto boisko jest inne, o 15 nie gra się łatwo, ale zdobyliśmy trzy punkty, to było ważne.

Mówię to dlatego, że obrońcom łatwo jest bronić, a piłkarze przyzwyczajeni do kreowania gry i ataku mogą mieć z tym trudności.
Rozumiem ludzi, którzy przyzwyczaili się widzieć mnie w ataku, ale ja chcę jedynie być częścią drużyny i tak najłatwiej jest mi się zaadaptować. Z czasem się odnajdę, tak jak Neymar po jego pierwszym roku.

Wciąż szukasz swojego miejsca?
Mam tę zaletę, że mogę grać na czterech czy pięciu pozycjach, nie szukam konkretnej, jedynie uczę się systemu. Wszystko jest dla mnie nowe.

Widząc, jak grają napastnicy, nie masz ochoty zejść z boiska i oglądać mecz z trybun?
Zawsze mówiłem, że jestem zakochany w futbolu Barçy, także w 2011 roku, kiedy Inter wyeliminował ją z Ligi Mistrzów. To on awansował, ale dla mnie było jasne, że to Barça cieszyła się grą w piłkę.

Twoja wypowiedź, że chciałeś odejść z Atlético, bo męczyło cię bieganie, stała się sławna. Wolisz biegać tutaj?
Nigdy tego nie powiedziałem, cieszyłem się z biegania także w Atlético. Dla mnie zawsze najważniejsza jest drużyna. Czasem trzeba biegać, czasem podawać do przodu.

Skoro zawsze myślisz o drużynie, to pewnie nie powiedziałbyś, że "gdyby koledzy byli na moim poziomie, być może bylibyśmy pierwsi"?
Gram w Barcelonie i to ona mnie obchodzi, nieważne, co mówią inni.

Wyobrażam sobie, że ucieszyło cię zwycięstwo twojego Atlético, prawda?
Tak, oczywiście, mam tam dobrych przyjaciół, to były dla mnie wyjątkowe cztery lata. Atlético jest dla mnie jak rodzina.

Real odpadł już z walki o mistrzostwo?
Chcemy osiągnąć nasz cel, czyli wygrać ligę jak najszybciej. Jeśli utrzymamy poziom i zachowamy dystans, to nieważne, co zrobią inni.

Atlético może być groźne?
Tak, trzeba na nich uważać, bo będą walczyć o tytuł do końca, do ostatniej minuty. Nigdy się nie poddają i mają bardzo silną mentalność. Jednak jestem tutaj, by wygrać wszystkie tytuły.

Chcesz ponownie zagrać w Lidze Mistrzów i zadebiutować z Barçą w tych rozgrywkach?
Tak, gra w Lidze Mistrzów to coś innego, sprawia, że czujesz się wyjątkowo, nie mogę się doczekać tego meczu.

Pewnie będziesz chciał zapomnieć o porażce w Lizbonie?
Tak, to było bolesne, najgorsze w mojej karierze. Daliśmy z siebie wszystko aż do końca i wróciliśmy tak, jakbyśmy wygrali. Myślę, że kibice Barçy również byli smutni tego dnia.

Dobrze rozpoczęliście dwumecz z Arsenalem. Z kim chciałbyś zagrać w ćwierćfinale?
Jeśli wyeliminujemy Arsenal, wszystkie zespoły są na dobrym poziomie. Nie możemy rozpraszać się drużyną, z którą chcielibyśmy grać, bo to nie ona jest ważna, a fakt, że wykonujemy dobrze naszą pracę. Dobrze, że mamy przewagę w lidze, a w Pucharze Króla jesteśmy już w finale, będziemy mogli skupić się bardziej na Lidze Mistrzów.

Wielokrotnie mówiłeś, że waszym celem jest obrona trypletu. Byłoby szkoda, gdyby po takim początku jednak się wam nie udało, prawda?
Nie myślimy o złych rzeczach, ale to oczywiste, że tak bliski widok tych pucharów motywuje nas jeszcze bardziej.

Na co najbardziej zwróciłeś uwagę w szatni od kiedy przybyłeś do Barçy?
Przede wszystkim na to, że mimo wielu tytułów moi koledzy mają taką motywację, jak gdyby nie wygrali niczego. Andrés, Busi, Ivan, Dani... Wygrali wszystko, a wciąż chcą więcej.

Co jest tego sekretem?
Dla nich ważniejszy jest sukces niż pieniądze. Mimo że są wielkimi piłkarzami, zostawiają swoje ego i myślą o drużynie. Przykładem może być Leo w meczu z Sevillą, kiedy pobiegł 50 metrów do tyłu, żeby bronić. Niewiarygodne!

Gdy widzisz, jak robi to Leo, myślisz: "jeśli Leo biega, ja muszę biegać tak samo"?
Myślę, że muszę biegać nawet więcej!

Co sądzisz o Luisie Enrique?
Bardzo go lubię, rozmawia w cztery oczy, wszystko wyjaśnia, ma dobrą taktykę, ale najlepszy jest w motywowaniu. Zawsze na treningach i w meczach jest ponad zawodnikami i nas motywuje.

Seria 34 spotkań bez porażki jest też jego zasługą?
Bez wątpienia. Jestem zadowolony, bo do tej pory nie przegrałem i oby to się nie skończyło. Nie trafiłem do bramki, ale zaliczyłem trzy asysty i nie przegrałem. Ludzie mogliby powiedzieć, że nie strzelam czy nie asystuję, ale potem wracam do domu i patrzę na medale i jest mi wszystko jedno. Chcę wygrywac trofea.

Czym jest Ardaturanismo?
Podchodzę do futbolu z radością, pracuję dla dobra drużyny i cieszę się z gry, przyjaciół i rodziny, tym jest dla mnie życie. Jeśli Neymar może strzelić gola i ja także, wolę asystować. Zawsze bardziej cieszę się z asyst. Tak powinno być.

Jeśli będziesz miał okazję strzelić w finale Ligi Mistrzów, to już nie asystujesz, prawda?
[śmieje się] Trafiałem już w trudnych meczach przeciwko Porto, Bayernowi, Chelsea... ale czuję, że trafię i w Lidze Mistrzów. Dlaczego nie?

Co zrobisz, gdy zdobędziesz pierwszego gola w Barcelonie?
Nie wiem, ale na pewno upadnę na kolana i podziękuję Allahowi.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (23)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze