Tym razem będzie krótko, bo czas na przypuszczenia, matematyczne gimnastyki oraz szukanie szans w słabej grze przeciwników oraz rywali do tytułu mistrzowskiego się skończył.
Mógłbym mydlić sobie i wszystkim czytającym oczy, iż Barcelona po ostatnim spotkaniu z Deportivo, w którym zdemolowała przeciwnika na jego terenie 8:0, wydaje się tym samym potworem, jaki miesiąc wcześniej zapadł w sen zimowo-wiosenny. Nie minąłbym się wiele z prawdą, wspominając, iż już wcześniejszy mecz z Valencią pokazywał znamiona tego przebudzenia, a do wygranej brakowało po prostu szczęścia.
Racjonalnym wydawałoby się także odniesienie się do słów Enrique z przedmeczowej konferencji. W kontekście ostatnich spotkań Asturyjczyk powiedział: „wszyscy mamy nadzieję, że wyszliśmy z dołka, ale nie uważam, by była to kwestia tylko ostatniego pojedynku. W meczu z Valencią byliśmy znacznie lepsi od rywali, stworzyliśmy nawet więcej okazji bramkowych niż z Deportivo. Wciąż sądzę, że jesteśmy na dobrej drodze, mimo że straciliśmy przewagę, którą mieliśmy. To nie znaczy, że nie jesteśmy w stanie wygrać wszystkich pozostałych meczów, taki jest nasz cel”.
Mógłbym też przypomnieć, iż w ostatnich dziesięciu spotkaniach ze Sportingiem na Camp Nou Barcelona odnotowała komplet zwycięstw, aplikując rywalom 26 bramek, sama tracąc zaledwie 5, a całościowy bilans w historii meczów tych dwóch drużyn na Camp Nou to 37 zwycięstw Blaugrany, 5 remisów oraz zaledwie 1 triumf zespołu z Asturii. Świetnym prognostykiem mogłoby się wydawać wspomnienie daty ostatniego spotkania, w którym Asturyjczycy uniknęli porażki, czyli roku 1992, kiedy to padł remis 1:1, a w środku defensywy Barcelony biegał obecny trener ekipy z Gijón Abelardo.
Z całą pewnością mógłbym także odnieść się do aktualnej sytuacji w tabeli ligowej dzisiejszego przeciwnika. Po zwycięstwie Granady w ostatniej kolejce Sporting osunął się bowiem do strefy spadkowej, a dodatkowo na plecy zaczęło mu napierać Getafe, które również w poprzedniej serii gier wygrało arcyważne spotkanie wyjazdowe z Realem Sociedad. Absolutnie krytycznym mógłby się wydawać fakt, iż przyparty do muru i łaknący każdego punktu przeciwnik, notujący dodatkowo w ostatnich pięciu pojedynkach zwyżkę formy (wygrana z Sevillą oraz Atlético, ponadto dwa remisy i porażka) jest prognostykiem trudnej przeprawy meczowej.
Nie napiszę jednak tego wszystkiego, bo po co? Prawda jest taka, że Barcelonie zostały do rozegrania cztery finały w lidze oraz jeden w Pucharze Króla. Miejsca na błędy już nie ma, a mecz z Gijón wydaje się najmniej zwodniczymi wodami na pozostałym do przepłynięcia oceanie Primiera División. W końcu na Barcelonę czekają jeszcze wyjazdy do Andaluzji na nieprzyjemny stadion Betisu, spotkanie z walczącą o utrzymanie Granadą, a także zwyczajowo ciężkie derby z Espanyolem, który także ma zaledwie pięć punktów zapasu nad strefą spadkową. Vamos Barça!!!
Przewidywany skład Barcelony, czyli zwyczajowo once de gala:
Claudio Bravo, Dani Alves, Gerard Piqué, Javier Mascherano, Jordi Alba, Ivan Rakitić, Sergio Busquets, Andrés Iniesta, Leo Messi, Luis Suárez i Neymar.
Komentarze (38)