Statystyki nie kłamią. Jeżeli Barça zakończy Ligę na pierwszym miejscu w tabeli, będzie to głównie zasługa jej umiejętności reagowania w drugich połowach spotkań.
W meczu przeciwko Betisowi podopieczni Luisa Enrique po raz kolejny w tym sezonie ligowym rozegrali bezbarwną pierwszą połowę. Mogło wydawać się zaskakujące to, z jakim spokojem wybiegli na plac gry Benito Villamarín piłkarze Barçy, którzy mieli świadomość tego, że po zwycięstwach Realu i Atlético są zmuszeni do pokonania andaluzyjskiego zespołu. Zawodnicy Barcelony kolejny raz rozstrzygnęli losy spotkania w drugiej połowie, co jest bardzo widoczną tendencją w ostatnich kolejkach.
Fakt, że Barça prezentuje się lepiej w drugich połowach, ma swoje dwie strony. Pierwsza z nich, ta pozytywna, dotyczy opadania z sił przeciwników. W momencie zadyszki rywala Barça wykonuje krok do przodu i zwiększa swoją wydajność. Z drugiej jednak strony, tej negatywnej, ciężko zrozumieć słaby rytm prezentowany przez Katalończyków w pierwszych połowach meczów. W spotkaniach takich jak w Sewilli zespół aspirujący do zdobycia tytułu mistrza Hiszpanii nie może odpuszczać 45 minut i grać o wszystko dopiero w drugiej części pojedynku. Na Villamarín Barçy dopisało szczęście po tym, jak Westermann otrzymał czerwoną kartkę, a Antonio Adán popełnił spory błąd. Odczucia po meczu były jednak dosyć niepokojące – Barça igra z ogniem.
Drużyna sięgnęła dna po porażce na Camp Nou przeciwko Valencii. Wówczas cały margines błędu został wykorzystany i od tamtego momentu Barça jest zobligowana do zwycięstwa w każdym spotkaniu. W trzech meczach Katalończycy zdobyli szesnaście bramek, nie tracąc ani jednej. Mimo to odczucia w drużynie nie są takie same jak jeszcze przed kilkoma miesiącami, dlatego zespołowi ciężej przychodzi łapanie odpowiedniego rytmu.
Przeciwko Deportivo drużyna Enrique z pierwszej połowy nie miała nic wspólnego z tą z drugiej części. W pierwszych 45 minutach Barça oddała sześć strzałów i zdobyła dwa gole. Po przerwie Blaugrana uderzała na bramkę rywala aż jedenaście razy, sześciokrotnie trafiając do siatki. Przeciwko Sportingowi sytuacja miała się podobnie. W pierwszej połowie Katalończycy oddali sześć strzałów, zdobywając jedną bramkę, a w drugiej części tych uderzeń było aż piętnaście, z czego pięć wylądowało w siatce. Trzeba natomiast przyznać, że w obu przypadkach w końcowych fazach spotkań Deportivo i Sporting spuszczały głowę, widząc, że nie mają już szans na osiągnięcie korzystnego rezultatu.
Przeciwko Betisowi ponownie mieliśmy do czynienia ze scenariuszem, w którym pierwsza połowa została rozegrana na mniejszej intensywności. Jeden strzał Iniesty i jedno uderzenie Neymara to wszystko, co zaprezentowała w ofensywie Barça w pierwszej części meczu na Villamarín. Po przerwie kataloński zespół stworzył sobie więcej okazji, dzięki czemu zdobył dwa gole.
Wydaje się oczywiste, że styl gry Barçy, bazujący na posiadaniu piłki, wymęcza fizycznie rywali w pierwszej połowie, przez co Katalończycy zbierają tego owoce po przerwie. Problemem jest natomiast to, że Barcelona wychodzi na boisko bez pazura, oczekując na swój moment i sądząc, że różnica w jakości prezentowanego futbolu sprawi, że ostatecznie przechyli szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Takie myślenie ciągnie ze sobą ryzyko.
W trwającym sezonie Barça zdobyła w Lidze 104 bramki. 39 z nich padło w pierwszych połowach, zaś 65 goli zostało zdobytych po przerwie. Oznacza to tym samym, że 63% wszystkich trafień miało miejsce w drugich 45 minutach. Rozbijając to jeszcze na kwadransy, podopieczni Enrique zdobywają najwięcej goli pomiędzy 45. a 60. minutą spotkania. W tym okresie Barça strzeliła 26 bramek. W ostatnim kwadransie padły z kolei 22 gole. Dla porównania w pierwszym kwadransie Katalończycy zanotowali jedynie 10 trafień, co jest najgorszym wynikiem, jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie 15-minutowe przedziały.
Jeżeli chodzi o statystykę bramek straconych, to 13 goli zostało puszczonych przez golkiperów Barçy w pierwszej połowie, a 16 - w drugiej. Drużyna Luisa Enrique traci najwięcej bramek w ostatnim kwadransie spotkań (7), choć trzeba zauważyć, że często ma to swoje podłoże w tym, że mecze są już rozstrzygnięte i w końcowych minutach w szeregi Barcelony wkrada się naturalne rozluźnienie.
Komentarze (26)