Już dziś o 21 w podparyskim Saint Denis rozpocznie się pierwszy mecz mistrzostw Europy. Podobnie jak w przypadku Copa América nasza redakcja zmierzyła się z zestawem pytań, by spróbować przewidzieć przebieg turnieju.
Kogo uważasz za faworyta?
Robert Wojtczak: Francuzów. Przede wszystkim za potencjał jaki drzemie w kadrze zawodników. A poza tym są gospodarzami, którym zawsze sprzyjają kibice i nierzadko sędziowie (oby nie tym razem).
Ściah: Francja jako gospodarz - ich kadra wygląda bardzo przyzwoicie i co najważniejsze Deschamps wyczyścił atmosferę w drużynie, nie powołując Benzemy oraz Valbueny. W przeszłości często właśnie morale było przeszkodą Francuzów w osiągnięciu triumfu. Jeśli chodzi o skład, to Trójkolorowi są silni w każdej formacji. Drugi faworyt, to oczywiście Niemcy. Mistrzowie Świata, którzy mają zgraną kadrę i podobnie jak Francuzi, dość łatwą grupę. Kadrowo chyba najsilniejsza drużyna ze wszystkich.
Sylwia Ruła: Nie będę się silić na oryginalność: Francja i Anglia. Mają sporo młodych i obiecujących zawodników, chociaż w przypadku gospodarzy turnieju, kontuzje w defensywie mogą się okazać kluczowe w dalszej fazie turnieju.
n00stress: Jak w każdym wielkim turnieju w gronie faworytów do znudzenia wymienia się Niemców, Hiszpanów, Francuzów, czy ostatnio również Belgów. Z tej czwórki moim zdaniem największe szanse mają Trójkolorowi, głównie ze względu na wsparcie kibiców i niezwykle utalentowaną kadrę. Ja jednak stawiam, że to będzie Euro wielkich niespodzianek. Sam po cichu liczę na Włochów, ale w tym przypadku nadzieja matką głupich.
Makaj: Myślę, że w końcu coś ugrają Francuzi, szczególnie, że turniej rozgrywają w domu. Liczyć powinni się też Belgowie, którzy na papierze skład mają niesamowity, ale czy w końcu odpalą jako zespół?
Eoren: Nikogo. Już eliminacje pokazały, że ten turniej ma potencjał do niespodzianek. W szczególności fakt, że będziemy mieć na mistrzostwach kilku debiutantów może przyczynić się do tego, że ambitne, grające bez presji reprezentacje urwą punkty faworytom. Stawiałabym na mobilizację Francji, jako gospodarza, ale ogólna atmosfera nad Loarą wokół tego turnieju nie sprzyja drużynie. Jeśli gospodarze osiągną tu sukces, będzie to dla mnie takie samo zaskoczenie jak zwycięski marsz Irlandii Północnej.
Julia Cicha: Hmm, Francja, bo gospodarz? Niemcy, bo aktualni mistrzowie świata? Zawsze zastanawia mnie, czy wybór faworytów to takie myślenie życzeniowe, czy wręcz przeciwnie - nakładanie dodatkowej presji, żeby się biedacy spalili. Mój wrodzony pesymizm mówi mi, że żadna z wymienionych przeze mnie drużyn daleko jednak nie zajdzie.
Challenger: Hiszpania, Anglia, Francja, Szwajcaria, Belgia. Niemcy nie tym razem. Ekstra, gdy Belgowie i Szwajcarzy potwierdzą obecność w tym gronie wraz z przebiegiem turnieju. Nowemu pretendentowi dobre otwarcie pomaga szczególnie. Europejski futbol potrzebuje świeżej krwi. Jeśli Anglikom nie przeszkodzi trener, mają moim zdaniem szansę na duży wynik. Głód sukcesu i połączenie w „11” rutyny z młodością często dają dobre efekty. U Francuzów brakuje mi charyzmatycznego przywództwa w polu. Samotnego Evrę otacza chmara zdolnych-młodych – wiekiem albo reprezentacyjnym stażem. Myślę, że zajdą daleko, bo pomocne ściany pomocnie pomogą, ale brak doświadczenia może okazać się przeszkodą na ostatniej prostej. Poza tym gościnni gospodarze dają wygrywać innym, w Polsce coś o tym wiemy.
Kto będzie największym objawieniem Euro?
Robert Wojtczak: Objawienia turnieju upatruję w osobie Marcusa Rashforda, choć w zasadzie to byłoby w zasadzie potwierdzenie świetnej końcówki sezonu młodego piłkarza Manchesteru United.
Ściah: Zawsze ciężko mi się odpowiada na to pytanie, bo taki młody piłkarz nie dość, że musi trafić z formą na turniej, to jeszcze jego reprezentacja też nie powinna zejść poniżej pewnego poziomu, żeby zawędrować przynajmniej do ćwierćfinału. Poza tym nie dysponuję obecnie zbyt wielką wiedzą na temat młodych talentów w europejskim futbolu. Jeśli już mam się na kogoś zdecydować, to niech będzie to Granit Xhaka. W Bundeslidze ma co prawda wyrobioną markę, jednak nie mówi się jeszcze o nim jako o klasowym pomocniku. Być może EURO to zmieni.
Sylwia Ruła: Stawiam na jakiegoś Gala Anonima. Taki kompletny random, który załapał się na turniej rzutem na taśmę.
n00stress: Sławomir Peszko, a poważnie… hmm, każda reprezentacja ma gościa, który nagle może odpalić i zostać gwiazdą turnieju. Nawet tak toporny zespół jak Rumunia ma w swoich szeregach Nicolae Stanciu, chłopaka, który może zrobić furorę.
Makaj: Kingsley Coman. Oglądanie gry tego chłopaka sprawia mi wiele przyjemności, moim zdaniem będzie jedną z ważniejszych postaci w drużynie Deschampsa.
Eoren: Nie jestem pewna czy to pytanie dotyczy reprezentacji, czy zawodnika? Skłonię się ku reprezentacjom. Tu mam wrażenie, że zaskoczyć mogą ci, którzy nie są ani faworytami, ani outsiderami. Mam na myśli takie kadry jak choćby Turcja, która swoje już udowodniła, czy Islandia, przed którą dopiero wszystko do udowodnienia.
Julia Cicha: Islandia! Ten cudowny kraj jest dla mnie fenomenem już od kilku lat i życzę im wszystkiego najlepszego. Jak tu nie lubić państwa, w którym 70% obywateli wierzy w istnienie elfów?
Challenger: Ponieważ miał sezon, jaki miał: Eden Hazard. Krótsze błyski zaliczą młodsi: Coman, Embolo, Renato Sanches i wypatrywany ponoć przez Barçę niedawny mistrz U-21 Szwed Lindelof.
Hipsterzy, którzy nie oglądają Premiership, zdziwią się, ile potrafi Alli. Rewelacyjny sezon w Tottenhamie może go ponieść i na Euro. Będzie też okazja sprawdzić, czy potwierdzą się opinie z Niemiec, że zapłacone przez Arsenal 45 milionów euro za Xhakę jest ceną okazyjną.
„Drużynowo” jestem ciekaw, co pokaże Słowacja.
Która reprezentacja zapowiada się na "czarnego konia" turnieju? W jakiej ekipie widzisz główne rozczarowanie?
Robert Wojtczak: Czarnym koniem mogą być Anglicy. Uważam, że mając na uwadze wyniki w ostatnich latach nie można ich zaliczać do faworytów, ale tym razem mogą sporo namieszać.
Ściah: Podobnie jak w przypadku największego objawienia, trudno przewidzieć "czarnego konia", gdyż wiele zależy od formy drużyny. Może Turcja? Ledwo dostali się na EURO, ale czemu nie? Główne rozczarowanie, to przede wszystkim Hiszpania - moim zdaniem obserwujemy schyłek cudownej epoki tej reprezentacji. Oprócz Hiszpanów postawiłbym na Anglię. Jak zwykle balonik pompowany do granic możliwości, ale kiedy trzeba będzie zmierzyć się z zespołem mocnym taktycznie, to polegną dość szybko.
Sylwia Ruła: Osobiście będę trzymać kciuki za Szwajcarię. Nie tylko przez sympatię do grających tam Źrebaków, ale głównie ze względu na bardzo obiecującą kadrę. Zaczynając od zawodników o uznanej renomie jak Xhaka, Shaqiri, Lichtsteiner czy Rodríguez, poprzez świetnych bramkarzy Sommera i Bürkiego, skończywszy na „młodych gniewnych”: Elvedim, Embolo i Zakarii. W takim towarzystwie nawet Haris Seferovic częściej myśli o grze niż o 10-letniej whisky. Co zaś się tyczy rozczarowań, zdecydowanie Włosi. Niby mówi się o nich, że to drużyna na wielkie turnieje, jednak poza solidną obroną nie mają niemal nic do zaoferowania, zwłaszcza w obliczu zakończenia kariery reprezentacyjnej przez Pirlo i kontuzji Verrattiego. Chyba jedynie Candreva i Pelle są w stanie jakkolwiek pociągnąć grę.
n00stress: Powiedziałem, że będzie to turniej niespodzianek i tego będę się trzymał. Może coś ugra Anglia, Polska spokojnie ma szanse na ćwierćfinał, Chorwacja ma nieprawdopodobną środkową linię, a Islandia trenera, który dokonuje cudów. Dorzuciłbym jeszcze Turcję i w tej grupie można znaleźć jakiegoś czarnego konia oraz ekipy, którym naprawdę warto się przyglądać. Rozczarowanie? Hiszpania i pewnie Niemcy, ponieważ nie sądzę, że pójdą w ślady Hiszpanii (2010-2012) oraz Francji (1998-2000), które po MŚ zdobyły ME.
Makaj: Chciałbym, żeby to był turniej drużyn z Europy Środkowej. Nie miałbym absolutnie nic przeciwko finałowi Polska-Słowacja. Kandydatem do Oscara w kategorii rozczarowania jest Hiszpania, która według opinii wielu już się skończyła.
Eoren: Czarnym koniem pewnie okaże się ktoś z debiutantów. Mam wrażenie, że któraś z tych drużyn namiesza, przynajmniej fazie grupowej. Tu można stawiać na Albanię, zarówno ze względu na poziom grupy A, jak i styl gry Albanczyków w eliminacjach. Wygląda na to, że przy odpowiedniej determinacji zamurują wszystko, a kontra na farcie może przesądzić o wyniku. Deschamps ma powodu my do obaw.
Rozczarowanie? W pierwszej kolejności Francja, Hiszpania i Niemcy. Dlatego, że od nich wymaga się najwięcej. Dla gospodarzy mniej niż półfinał to klęska i dowód na to, że niepokoje społeczne przed Euro miały podstawy. Dla Hiszpanów i Niemców cokolwiek innego niż tytuł będzie w kraju ogromnym niedosytem. A presja rzadko pomaga.
Julia Cicha: Chyba czas już na wprowadzenie do sportu określenia "czarny kot". Nie byłoby pięknie, gdyby wszystkie drużyny grające z Polską dziwnym trafem odpadały?
Powiedziałabym, że rozczarowaniem będzie Hiszpania, ale nie wiem, czy można mówić o rozczarowaniu w momencie, w którym balonik już pękł i nawet sami Hiszpanie powoli budzą się ze snu o swojej świetności.
Challenger: Gdyby Austria miała w składzie jedenastu Arnautoviciów, to miałbym odpowiedź. A tak… myślę, że czeka nas inny turniej niż te z 1992 i 2004. W moim przekonaniu główne nagrody zbiorą ekipy, po których mniej lub bardziej się tego spodziewamy.
Mam za to konkretnego kandydata do rozczarowania turnieju. Niemcy nie mają kim zdobywać bramek. Fala kontuzji też nie pomaga. Skończy się tym, że połowa „jedenastki” wejdzie na boisko o kulach. Do tego od pewnego czasu Joachim Löw wygląda mi na kogoś, kto ma już dość tej roboty. Myślę, że stępi to szanse jego ekipy na ugranie rzeczy wielkich. Ponieważ to Niemcy, nawet porażka w półfinale będzie sensacją.
Podoba Ci się zmiana formatu turnieju z 16 na 24 uczestników?
Robert Wojtczak: Nie jestem entuzjastą tego pomysłu. Ilość najczęściej nie idzie w parze z jakością, a zawsze preferowałem oglądanie Mistrzostw Europy nad Mistrzostwa Świata właśnie ze względu na wyższy poziom turnieju. W lipcu ocenimy, czy była to słuszna decyzja.
Ściah: Zdecydowanie. To już nie te czasy, kiedy w Europie liczyło się kilka reprezentacji, a reszta "biednych kuzynów" była chłopcami do bicia w eliminacjach. Te kwalifikacje pokazały, że poziom reprezentacji na Starym Kontynencie wyraźnie się spłaszczył i ci teoretycznie słabsi nie muszą zbytnio odstawać poziomem od faworytów. Polska jest tego najlepszym przykładem. Więcej meczów pozytywnie wpłynie na atrakcyjność turnieju, a historia pokazuje, że czasami walka kopciuszków, może być dużo ciekawsza od szachów faworytów.
Sylwia Ruła: Pod względem ekonomicznym to zawsze więcej po stronie organizatorów, od strony sportowej nie przekonuje mnie ten format. Mniejsza ilość drużyn podnosiła prestiż i poziom rozgrywek. Obecnie mamy do czynienia z kompletnym wypaczenie rywalizacji zarówno na poziomie eliminacji, jak i samych mistrzostw. W końcu po co się starać, skoro 3 remisy dają 87% szans na awans do fazy pucharowej? Na dobrą sprawę turniej rozpocznie się dopiero w 1/8, gdy co niektórzy zawodnicy nakupują już sobie breloczki z wieżą Eiffla 4 sztuki za euro.
n00stress: Niby mniej szlagierów, meczów, które wywołują emocje, ale nie mam nic przeciwko.
Makaj: Dla mnie to dobry pomysł, który na pewno zwiększy atrakcyjność turnieju.
Eoren: Zdecydowanie mi się podoba. Właśnie fakt obecności potencjalnie słabszych kadr, jak Albania, Irlandia Północna czy Słowacja nadaje tej edycji szczególnej ciekawości. To świeża krew na europejskiej arenie i wspaniały sposób, by rozruszać futbol w krajach, w których nie ma on takiego statusu jak choćby u nas. De facto to przesunięcie jednej fazy eliminacji. Ale finały mistrzostw Europy brzmią dumnie.
Julia Cicha: Tak. Z jednej strony nie wiem, czy gralibyśmy na EURO, gdyby nie ta zmiana. Z drugiej - więcej meczów do oglądania, więcej emocji. Oczywiście także więcej pieniędzy, co (mam nadzieję) zwiększy zadowolenie działaczy, którzy nie zaserwują nam "dobrej zmiany" w postaci choćby elitarnej Superligi (wiem, wiem, to nie jest powiązane).
Challenger: Nie podoba mi się. To rozmydlenie powagi tego turnieju. Granie zacznie się w II rundzie. Skoro na EURO mamy 24 ekipy, to czemu nie 48? To jeszcze więcej „emocji”, „przyjedzie więcej fanów”. Zaprośmy Australię, Meksyk i jamajskich bobsleistów – będzie też śmieszniej. Sympatycy zmienionego formatu są wymarzoną publiką UEFA. Argumenty sportowe o podniesieniu poziomu to tania fasada. Widzę co najmniej pięć ekip, które swoim poziomem nie zasługują grać na turnieju tej rangi. Wyjątkowo nie ma wśród nich Polaków, ale co robią tam Albania, Turcja z grą pokazaną w tych eliminacjach czy Mistrzowie Futbolu Wyrafinowanego z Irlandii i Walii? <szelest liczonych banknotów>
Cieszą się na pewno ludzie bez życia prywatnego mogący oglądać po 3 mecze dziennie. Na zdrowie.
Jak daleko zajdzie Polska? Czy wygra z Niemcami?
Robert Wojtczak: W nowym formacie Euro wyjście z grupy traktuje jako absolutne minimum, na które nas stać. Na papierze mamy najlepsza reprezentację od 20 lat wejście do ćwierćfinału jest realne, ale tylko jeśli cały zespół zostawi serce w każdym meczu.
Ściah: Jeszcze pół roku temu stawiałem na wyjście naszej reprezentacji z drugiego miejsca i finalnie ćwierćfinał. Niestety teraz mam mieszane uczucia. Brak Rybusa będzie bardzo odczuwalny - to był kluczowy zawodnik dla systemu Nawałki - Wawrzyniak to zupełnie nie ta para kaloszy. Dodatkowo brak wartościowego partnera do środka obrony dla Glika, a i sam Kamil wygląda, jakby szczyt kariery miał za sobą. Krychowiak po urazie, Grosicki z podkręconą kostką, Peszko jako alternatywa na skrzydło zamiast pechowego Wszołka, Zieliński niegrający na tej pozycji, na której świetnie się prezentował w Serie A. Do tego ogólna dyspozycja drużyny pozostawia wiele do życzenia. Uważam, że system rozgrywek pozwoli Polakom awansować do 1/8 finału (brak awansu byłby kompromitacją, jeśli na 24 zespoły 16 wychodzi z grupy), ale tam zostaniemy odprawieni z kwitkiem. No chyba, że forma załączy się w pewnym momencie, ale to ciężko przewidzieć. A jeśli chodzi o mecz z Niemcami, to nasi sąsiedzi wygrają dość gładko.
Sylwia Ruła: Kibicuję naszej reprezentacji dość długo by wiedzieć, że nawet przy zerowych oczekiwaniach można się zawieźć, dlatego wolę się nie nastawiać i wszelkie pytania o nasze występy zbywać wymownym milczeniem.
n00stress: Wszystko siedzi w głowach. Jeżeli odpalą już w pierwszym meczu, to ćwierćfinał jest bardzo realny. Dalej to już loteria, więc Polacy zagrają w finale. Z Niemcami wygrają 2:1.
Makaj: Z Niemcami zremisujemy, ale bez problemu wyjdziemy z grupy. A później zagrają głowy i serca, nie nogi, dlatego półfinał jest w zasięgu.
Eoren: Niestety nie umiem wróżyć z fusów.
Julia Cicha: Polska przegra z Niemcami, bo takie jest życie. Inna sprawa, że z grupy uda nam się wyjść, by potem po nijakim meczu odpaść w 1/8 finału. Mój tata ma teorię, że zaczniemy wygrywać dopiero, gdy Szpakowski przestanie komentować. Coś w tym może być...
Challenger: Polska zakończy turniej na drugiej rundzie, gdzie przegra z każdym, kto się nawinie. Ale z Niemcami w jednym meczu wszystko się może zdarzyć. Nawet remis. Zwłaszcza gdy balonik pełen marzeń.
Australia powinna zagrać na Euro?
Robert Wojtczak: Wprawdzie piłkarzy z brodą nie brakuje, tak dopóki nie zobaczę na arenie Mistrzostw Europy zawodników w świecących sukniach do ziemi nie widzę powodu, dla którego UEFA powinna stosować udziwnienia znane z Eurowizji.
Ściah: Skoro azjatyckie Azerbejdżan, Cypr i Izrael są członkami UEFA, to dlaczego niby nie może nim być Australia? Logika europejska potrafi wszystko. Może przy okazji Australijczycy nauczyliby Europę jak prowadzić politykę imigracyjną.
Sylwia Ruła: Tylko pod warunkiem wystawiania piłkarzy o koreańskich korzeniach i braku możliwości punktowania na pierwszym turnieju.
n00stress: Jeżeli Real Madryt wygrał tegoroczną Ligę Mistrzów, to w futbolu już wszystko wolno. Dlatego tak, Australia powinna zagrać na Euro.
Makaj: Mamy już Austrię - dla dziennikarzy z dalekich krajów byłoby za trudno, rozróżnić te dwa kraje, dlatego dobrze, że Kangurów nie ma na EURO.
Eoren: Pozwolę sobie nie odpowiadać na to pytanie, bo tu komentarz jest zbędny.
Julia Cicha: Tylko jeśli dostanę wielkiego, pluszowego kangura.
Challenger: Nie „czy”, a „kiedy”. Piłkarska ekspansja Australijczyków jest procesem w toku. Przecież wyprowadzili się z Oceanii szukając wyższego poziomu. Tylko czekać gdy dojdą do wniosku, że azjatycki też im za niski. Za Azją kolejna Europa. Zbiega się to z planami UEFA na przegonienie Mundialu w liczbie uczestników. Komercyjna atrakcyjność Australii jest przecież wielokrotnie wyższa niż San Marino i Księstwa Liechtensteinu, więc to prosty wybór dla organizatorów.
Jak oceniasz kadrę Hiszpanii? Brak Sergiego Roberto to błąd?
Robert Wojtczak: Według mnie Vicente del Bosque i reprezentacji powinni się rozstać po ostatnich mistrzostwach świata. Era zespołu który wygrał dwukrotnie euro i raz mistrzostwo świata dobiegła już końca i czas na coś nowego. Szkoda, że Sergi Roberto nie dostał powołania, bo swoją grą na to zasłużył. Kto wie czy też nie stałby się odkryciem kadry, jak miało to miejsce w tym sezonie w Barcelonie.
Ściah: Jak już wcześniej napisałem, obserwujemy schyłek pewnej epoki i Hiszpanie nie odniosą sukcesu - są zbyt nasyceni i dużo słabsi, niż ostatnio. Odnośnie braku powołania dla Sergiego, to nie ma to większego znaczenia. I tak grałby tylko w przypadku zaistnienia "kataklizmu kontuzjowego".
Sylwia Ruła: Del Bosque stawia raczej na sprawdzonych zawodników, stąd wiele niezrozumiałych decyzji jak brak w kadrze Saula, powracającego do formy Torresa czy Mario Gaspara. Jakoś nie martwi mnie to specjalnie, zawsze to łatwiejsze zadanie dla Polaków gdyby przyszło nam z nimi zagrać. Co do Sergiego, to na wyjazd na Euro zdecydowanie zasłużył, jednak z perspektywy kibica Barçy, cieszę się, że będzie wypoczęty przed kolejnym sezonem.
n00stress: Problemem Hiszpanii w ostatnich dwóch latach jest Vicente Del Bosque, który już po nieudanych mistrzostwach powinien odpuścić i odejść. Tak znów byliśmy świadkami trzymania się nazwisk i ulubieńców trenera bez względu na formę. Światełkiem w tunelu jest Lucas Vázquez, czy Álvaro Morata, ale brak Saula Nigueza, czy Sergiego Roberto jest dla mnie niezrozumiały. Dlatego nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że Hiszpania powtórzy sukcesy z dwóch poprzednich turniejów.
Makaj: Sergi rozegrał wspaniały sezon i zasłużył na powołanie. Decyzje Del Bosque będziemy jednak oceniać po turnieju. Razi szczególnie linia ataku, która z najlepszej w Europie stała się tylko przeciętna.
Eoren: Błąd, ale tylko jeden z wielu. Znacznie bardziej uderzyło mnie oddalenie Saúla Ñígueza. Szeroka kadra pokazała, że Del Bosque nieco otworzył się na inną perspektywę. Ostateczna 23 wygląda już gorzej. Dobrze, że chociaż jest Aritza Aduriz, bo straciłam wiarę w ludzi.
Julia Cicha: To błąd, ale raczej nie zaważy na losach całej reprezentacji. Hiszpanii potrzebne są zmiany, Roberto mógłby być jedną z nich, ale mimo swojej wszechstronności nie zagra na jedenastu pozycjach na raz.
Challenger: Zagadką dla mnie kadra Hiszpanii w tej konfiguracji. Umieściłem La Roję w gronie faworytów, ale nie podejmuję się prognozy, dokąd konkretnie zajdzie. Niech mnie zaskoczy.
Brak Roberto to ciekawostka. Saúla Ñígueza także. Z drugiej strony śladowa liczba występów nie przeszkodziła Del Bosque zaprosić do samolotu Lucasa Vázqueza, Bellerina, San José i Soriano. Dziś nie ma już znaczenia, czemu wymieniona dwójka została w domu – ja zostaję z wnioskiem, że wybory VdB zweryfikuje wynik.
Czy kontuzja Pawła Wszołka wpłynie na półfinałowe szanse Portugalii?
Robert Wojtczak: Całe plany na ich turniej stanęły pod znakiem zapytania, ale na szczęście Víctor Valdés wziął w obronę gospodarkę wolnorynkową i Lecha Wałęsę.
Ściah: Gdyby Portugalia doszła tak daleko, to bez wątpienia - podobnie jak brak Luisa Figo. Na szczęście sąsiedzi Hiszpanów odpadną z turnieju dużo szybciej - oby. Od 2006 roku i meczu z Holandią na Mundialu przestałem lubić tę ekipę
Sylwia Ruła: Myślę, że Portugalczycy odetchnęli z ulgą, a ich różańce fatimskie nie płoną już niczym wątroba Sławka Peszki po zakończeniu rozgrywek.
n00stress: Matematyka jest bezlitosna, ale na szczęście został jeszcze Peszko.
Makaj: Jak najbardziej. Fatima przeżywa prawdziwe oblężenie wdzięcznych Portugalczyków.
Eoren: Kontuzje kluczowych graczy zawsze odciskają piętno na wynikach kolektywu. Mam poważne wątpliwości czy Cristiano Ronaldo uda się zneutralizować tę absencję.
Julia Cicha: Na pewno obniży prestiż rozgrywek. Turniej nie będzie już taki sam.
Challenger: Fernando Santos to na tyle doświadczony trener, że nawet komplikacje na ostatnią chwilę nie powinny zaburzyć mu wizji gry zespołu.
Będziesz oglądać mistrzostwa Europy?
Robert Wojtczak: Najważniejsze mecze na pewno. Reszta zależnie od wolnego czasu.
Ściah: W przeciwieństwie do Copa América pory rozgrywania meczów są dla mnie bardzo komfortowe. Atrakcyjność turnieju również dużo wyższa. Postaram się obejrzeć tak dużo spotkań, jak to tylko możliwe.
Sylwia Ruła: Oglądać będę na pewno, nie widomo tylko z jaką intensywnością. Niestety sesja nie wie co to Euro.
n00stress: Nie, wybiorę M jak Miłość.
Makaj: Z czystej ciekawości.
Eoren: Mój redakcyjny kolega Piotr będzie w tym czasie oglądać M jak Miłość, ale ja się do niego nie przyłączę. Chyba wybiorę Plebanię.
Julia Cicha: Oczywiście! Do bólu, do oporu, mimo protestów współlokatorek, sąsiadów, wykładowców i kto tam jeszcze może poczuć się dotknięty. Są rzeczy ważne i ważniejsze - sesjo, właśnie spadłaś na dalszy plan.
Challenger: Nie. Bardziej ciekawi mnie przebieg Copa América, a moja doba nie jest z gumy. Jeśli Euro będzie przebiegać wystarczająco ciekawie, może „zajrzę” na półfinały.
Czy wyniki Euro i Copy będą mieć znaczenie przy przyznaniu Złotej Piłki?
Robert Wojtczak: Jeżeli Messi lub Ronaldo wygrają turniej, to zdecydowanie tak. W tej chwili moim faworytem jest Argentyńczyk.
Ściah: Moim zdaniem będą kluczowe. Messi i Cristiano mają jak na razie dobry rok, ale żaden z nich nie wyszedł na zdecydowane prowadzenie w wyścigu o ZP, więc ich postawa na tych turniejach może okazać się decydująca. Przy ich obecnej marce, na razie żaden inny piłkarz nie ma szans na to trofeum.
Sylwia Ruła: Zależy kto wygra poszczególne turnieje. Gdyby Argentynie, Urugwajowi lub Portugalii się poszczęściło, wtedy może to mieć wpływ na głosy, w innym przypadku nie sądzę. Nie ma co się łudzić, że Złotą Piłkę dostałby Iniesta czy Pogba. Nie wymagajmy zbyt obszernej znajomości rynku od głosujących z Wysp Salomona.
n00stress: Wydaje mi się, że mogą być kluczowe. W mijającym sezonie żaden z piłkarzy nie wyróżnił się na tyle, żeby już myśleć o Złotej Piłce, dlatego oba turnieje mogą odegrać w tym względzie znaczną rolę.
Makaj: Gdyby Copa zakończyła się zwycięstwem Urugwaju, Złotą Piłkę zgarnie Suárez. W przypadku zwycięstwa Portugalii w EURO nagroda powędruje do Cristiano. W innym wypadku... Cóż, zostaje Messi.
Eoren: To kolejne wróżenie z fusów bo ZP nie ma jasnych kryteriów oceny. I dobrze, że nie ma, w mojej opinii. Nie wybiera się najbardziej utytułowanych piłkarza, a najlepszego. Tylko co to znaczy najlepszy? Ano właśnie, każdy ma własną definicję, ale sądzę, że ten pluralizm jest szansą na rozsądny balans.
Julia Cicha: Myślę, że tak, ponieważ obecnie ciężko jest mi wskazać faworyta. Nie można jednak oczekiwać dogłębnej analizy turniejów od wszystkich głosujących w tym plebiscycie. Jeśli ktoś nastrzela bramek i trafi na okładki gazet, zbliży się do ZP.
Challenger: Tylko jeśli Portugalia wygra turniej. Coś wątpię w taki scenariusz. Bóg dalej mści się na Cristiano za życie w grzechu w rodzinie złożonej z dziecka, własnej matki i marokańskiego kolegi, więc w kolejnym dużym turnieju wypełnia mu kadrę patałachami. Obecność w składzie na Euro takich nazwisk jak Carvalho, Nani, Quaresma, Eliseu czy Éder wraz z liczbą ich minut w przed turniejowych sparingach zapewniła mi ogromną wesołość.
Komentarze (33)