Nieco ponad siedem lat temu, kiedy Pep Guardiola walczył o zdobycie sekstetu, Marc-André ter Stegen podpisał swój pierwszy kontrakt z Borussią Mönchengladbach. Właściwie umowę podpisała za niego matka Renate, ze względu na młody wiek bramkarza. Zaledwie pięć lat później ter Stegen ze łzami w oczach żegnał się z Borussią, w której wypłynął na szerokie wody. W środę Niemiec będzie mógł ponownie wystąpić na Borussia-Park, przywdziewając jednak inne barwy klubowe.
Ter Stegen urodził się i wychował w Mönchengladbach, zaledwie siedem kilometrów od otwartego w 2004 roku stadionu Borussia-Park. Jego życie od początku było bardzo mocno związane z klubem z jego miasta. Dziadek Marca był policjantem na Bökelberg, poprzednim stadionie Borussii. Natomiast ojciec ter Stegena był pierwszym, który zabrał go na mecz. W połowie lat dziewięćdziesiątych wspólnie podziwiali oni Marcela Keteleara, który stał się pierwszym idolem młodego bramkarza. Mały ter Stegen był tym samym wręcz zmuszony, żeby skierować swoje pierwsze sportowe kroki do zespołu z rodzinnego miasta. I uczynił to bardzo szybko, bo już w wieku czterech lat.
W 1996 roku ter Stegen rozpoczął swoją przygodę w zespołach młodzieżowych klubu z Mönchengladbach. Pracował krok po kroku, przechodząc przez wszystkie szczeble szkolenia, aż w końcu w 2009 roku Borussia zaproponowała mu profesjonalny kontrakt. Dyrektor sportowy tego klubu Max Eberl określił go nawet mianem "jednego z największych talentów w Niemczech". W maju tamtego roku ter Stegen był jednym z najlepszych piłkarzy na mistrzostwach Europy do lat 17, rozgrywanych w Niemczech. Gospodarze zdobyli tytuł mając w składzie takich zawodników jak Götze, Mustafi czy Leno, a sam ter Stegen był określany jako jeden z najlepszych bramkarzy na turnieju. "Mini-Kahn", jak nazywano go w ojczyźnie, zaczął pukać do podstawowego składu Borussii. W kwietniu 2011 roku udało mu się wreszcie zadebiutować w zwycięskim 5:1 meczu z Köln. Nie miał wtedy nawet dziewiętnastu lat.
Pierwszym mentorem ter Stegena był Uwe Kamps. Trener bramkarzy Borussii jest w klubie człowiekiem-instytucją. Pracuje w nim od 34 lat, wcześniej jako piłkarz, a później w sztabie szkoleniowym. To on jako pierwszy dostrzegł zalety ter Stegena i jego potencjał w grze nogami. - On jest po prostu najlepszym bramkarzem. Ja mogłem robić na boisku tylko kilka rzeczy, nie mogłem grać piłką, nie mogłem spełniać roli ostatniego obrońcy. Marc może robić niemal wszystko - chwalił swojego wychowanka Kamps.
Teraz ter Stegen wraca do domu, aby pokonać drużynę swojego życia. Usłyszy hymn Ligi Mistrzów na stadionie, gdzie wszystko się zaczęło. To będzie dla niego szczególny powrót i niezapomniane spotkanie.
Komentarze (7)