Każda bramka Juventusu w meczu z Barceloną, a padły ich trzy do 55. minuty, była okrutnym pokazem słabości defensywy Katalończyków. Problem z grą w obronie jest jednym z największych, z którym musi zmierzyć się Barça.
Przy pierwszym golu Paulo Dybala wykorzystał stateczne zachowanie aż czterech piłkarzy Blaugrany. Zaczęło się od wejścia w pole karne Juana Cuadrado przy całkowitej bierności Jérémy’ego Mathieu. Gdy piłkę otrzymał Dybala, zaskakującą pasywnością we własnym polu karnym wykazał się Gerard Piqué, który nie zaatakował Argentyńczyka. Obrona Barcelony sprawiała wrażenie zdezorientowanej także przy kolejnym golu Dybali, tym razem z lewej strony boiska. Sergi Roberto pozwolił na dośrodkowanie Mario Mandżukiciowi, a Javier Mascherano zbyt późno zareagował na dobre ustawienie Dybali na linii 16 metra.
Zawodnicy Barcelony wolno wracali do defensywy, a zespół bronił się niemal zawsze we własnym polu karnym, gdzie był zamknięty i bezradny. A im bliżej obrona była Marca-André ter Stegena, tym niebezpieczniej było dla Barçy, która straciła trzeciego gola po strzale głową Giorgio Chielliniego. Włoch w zasadzie nawet nie musiał skakać do dośrodkowania, ale mimo to można było zauważyć różnicę w warunkach fizycznych strzelca (187 cm wzrostu) i kryjącego go Mascherano (174 cm).
Problem obrony przy dośrodkowaniach wcale nie został rozwiązany przez Barcelonę. Każda stracona w ten sposób bramka była w rzeczywistości historią błędów i nieładu. W meczu z Juventusem Mascherano został przesunięty do linii obrony, aby Barcelona mogła lepiej kontrolować grę, ale ostatecznie koszmar znów ożył.
Komentarze (21)