Alen Halilović przyszedł do Barçy jako wielki talent z Chorwacji. Zabrakło mu jednak cierpliwości i regularnej gry, aby udowodnić, że trafił do odpowiedniego miejsca. Został wypożyczony do Sportingu Gijón, a następnie sprzedany do HSV, skąd trafił na wypożyczenie do UD Las Palmas. Dziś zmierzy się ze swoją byłą drużyną. Chorwacki pomocnik w rozmowie ze Sportem opowiedział o swojej dotychczasowej karierze oraz dzisiejszym meczu.
Sport: Odnalazłeś swoje miejsce w Las Palmas?
Alen Halilović: Jestem zadowolony tutaj, to dobre miejsce, by rozgrywać mecze i nabierać pewności siebie.
Jednak nie grasz w pierwszym składzie.
Gram w prawie każdym meczu. Oczywiście, że chciałbym więcej, ale pozostał mi jeszcze rok wypożyczenia i mam nadzieję, że w przyszłym sezonie zadomowię się w pierwszym składzie. Chcę się dobrze do tego przygotować latem.
Masz dopiero 20 lat, a już nosiłeś koszulki pięciu różnych klubów.
Tak, wciąż jeszcze mam 20 lat, a po dobrym sezonie w Gijón podpisałem umowę z Hamburgiem…
To była zła decyzja?
Prawie w ogóle nie grałem, to był bardzo trudny czas dla mnie, ale wiele się nauczyłem w Niemczech. Problem w tym, że nie grałem, a potrzebowałem tego, by nabierać pewności siebie.
Straciłeś ją w pewnym momencie?
Tak, w Niemczech straciłem pewność, ponieważ prawie nie grałem, a to nie jest łatwe.
Odzyskałeś już tę pewność siebie?
Chciałem wrócić do Hiszpanii i ją odzyskać, zacząć dobrze trenować, grać. Człowiek widzi, że może grać na Bernabéu i rywalizować z tymi zawodnikami. Teraz czuję się bardzo komfortowo.
Jednak brakuje ci regularności.
Tutaj trenuję bardzo, bardzo dobrze, ale to zależy od trenera, żeby dał piłkarzowi dwa, trzy, cztery mecze i nawet jeśli się potknie, dalej na niego stawiał.
Zobaczymy, kto będzie trenerem w przyszłym sezonie…
Ostatecznie wszystko zależy ode mnie i czy otrzymam te cztery czy pięć meczów, w których widać, czy zawodnik gra dobrze, czy źle.
Jak ty siebie oceniasz?
Dobrze, mieszkam z fizjoterapeutą, który mi pomaga, przygotowuję się z nim codziennie na poziomie fizycznym, ale również dietetycznym.
Piłka to nie wszystko.
Najważniejsze jest to, by być piłkarzem, który potrafi bronić, atakować, zachowywać w pewnych momentach spokój… A to nie jest tylko talent, najważniejsze jest dobre trenowanie oraz życie prywatne.
I cierpliwość.
Tak, cierpliwość jest bardzo ważna. Ja mam 20 lat, a byłem w Barcelonie, Gijón, Hamburgu… Mam cierpliwość i inni również będą ją mieli, jeśli będę się prowadził jak profesjonalista i myślał o futbolu. To właśnie robię.
Zabrakło ci tego wszystkiego, kiedy byłeś w Barcelonie?
Trafiłem tam, gdy byłem bardzo młody, miałem tylko 18 lat. A naprzeciwko miałem Neymara, Suáreza, Messiego… Ciężko jest otrzymywać szanse, ja miałem jeszcze pięć lat kontraktu, ale jestem człowiekiem, który nie lubi siedzieć na ławce i myśleć tylko o cieszeniu się życiem. Chciałem grać oraz by inni mogli zobaczyć, że jestem w stanie to robić.
Dobrze wspominasz swój etap w Barcelonie?
Oczywiście, to spektakularne miasto i jestem bardzo zadowolony, że tam byłem oraz że grałem w jednym zespole z najlepszymi zawodnikami świata. Jednak kiedy się nie otrzymuje minut, a czas leci, nie jest się zadowolonym.
Mecz przeciwko Barcelonie pomoże ci udowodnić, że twój transfer nie był błędem.
Nie muszę niczego udowadniać. Chcę wystąpić w meczu z Barçą, jednak zależy mi tylko na tym, by zagrać dobrze i pomóc moim kolegom. Jesteśmy w stanie zrobić więcej niż robimy w ostatnich spotkaniach, a w pojedynku z Barceloną patrzy na nas cały świat.
Co czujesz, mierząc się ze swoją przeszłością?
Szacunek, mam duży szacunek do Barçy i do jej zawodników, którzy są moimi przyjaciółmi, ale takie jest życie…
Dla Barçy stawka jest dużo większa.
To ważny mecz dla Barcelony, ale dla nas też, ponieważ to nasze ostatnie spotkanie u siebie, a wygranie z Barceloną po dwóch czy trzech nie tak dobrych miesiącach byłoby wyjątkowe dla naszych kibiców.
Odebranie mistrzostwa Barcelonie?
Kwestia mistrzostwa nie zależy od Barçy, a w tym roku Real Madryt gra bardzo dobrze. Zobaczymy, co się wydarzy…
Rozmawiasz czasami z którymś z byłych kolegów?
Z Rakiticiem, z nim rozmawiam dużo, z Piqué, Jordim Albą… Leo i Neymarem. Spędziłem z nimi dobre chwile. To moi przyjaciele.
Widzisz siebie kiedyś w wielkim klubie?
Tak, widzę. Patrzę na przykład Dybali czy Griezmanna, którzy w wieku 19 czy 20 lat nie rozwijali się w najlepszych drużynach świata, ale kiedy otrzymuje się szanse i zagra się jeden czy dwa dobre sezony… Widzę siebie w wielkim klubie, ale muszę się rozwijać.
Komentarze (35)