Sezon podsumowany jednym meczem

Daniel Olbryś

21 maja 2017, 19:10

907 komentarzy

FC Barcelona

FCB

Herb FC Barcelona

4:2

Herb FC Barcelona

SD Eibar

EIB

  • David Junca 63' (sam.)
  • Luis Suárez 73'
  • Lionel Messi 76' (k.), 92'
  • 7', 61' Takashi Inui 
  • Niedziela, 21 maja 20:00
  • Camp Nou
  • Eleven

Barça pokonała Eibar 4:2 na Camp Nou i zakończyła sezon na drugim miejscu w tabeli. Mistrzem Hiszpanii (bez niespodzianki) został Real Madryt, który na La Rosaleda uczynił to, czego nie potrafiła Barcelona - pokonał Málagę 2:0. Bramki na Camp Nou zdobywali Messi (dwie), Suárez, Junca (samobój), zaś dla Eibaru dwukrotnie trafiał Inui. 

Od początku spotkania wiadomo było, że Blaugrana musi liczyć na cud w Máladze, by zdobyć ligowy tytuł, jednocześnie samemu pokonując Eibar. Już w 2. minucie meczu na La Rosaleda marzenia Barçy o tytule zostały jednak zredukowane do minimum, po tym gdy Cristiano Ronaldo wyprowadził Królewskich na prowadzenie. Na domiar złego, zaledwie pięć minut później odważnie grający Eibar przeprowadził świetną kontrę prawą stroną boiska, która zakończyła się dośrodkowaniem do kompletnie niekrytego Inuiego i przepięknym trafieniem Japończyka. Na własne życzenie Barça skomplikowała sobie zatem życie jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa. Później nie było dużo lepiej - co prawda wysoko atakujący Eibar cofnął się nieco po bramce na 1:0, lecz Neymar, Suárez i spółka nie byli w stanie w żaden sposób tego wykorzystać. Szczególnie Urugwajczyk dosłownie w minutę  po golu miał znakomitą okazję na wyrównanie, jednak tylko w sobie znany sposób spudłował w sytuacji sam na sam z Yoelem. Barça uzyskała zdecydowaną przewagę w posiadaniu, dominowała nad rywalem, jednak gdy tylko znajdowała sposób na oszukanie obrony rywala... fatalnie pudłowała. Oprócz Suáreza do swoich szans dochodzili jeszcze Neymar czy Messi, ale i oni (delikatnie mówiąc) nie mieli swojego najlepszego dnia. Eibar był za to bliski podwyższenia rezultatu, jednak w znakomitej sytuacji nie trafił świetnie grający tego wieczoru Inui. Na przerwę Barça schodziła więc w kiepskim nastroju, przegrywając 0:1.

Drugą połowę Azulgrana rozpoczęła z animuszem, choć zapewne świadoma rezultatu w Máladze. Świadomość, że nawet w przypadku nie wiadomo jak wysokiego zwycięstwa mistrzem zostanie Real nie podziałała na graczy Luisa Enrique zbyt motywująco. Udowodnił to Inui, który w 60. minucie w bliżniaczy sposób (wolejem z kilku metrów, odbijając piłkę od poprzeczki) pokonał ter Stegena i podwyższył prowadzenie ekipy z Kraju Basków. Poirytowana Barça podejmowała coraz więcej prób sforsowania obrony Eibaru, jednak cóż z tego, gdy Messi pudłował nawet mając przed sobą pustą bramkę. Na kontaktowego gola ze strony Blaugrany nie trzeba było długo czekać, choć znów nie obyło się bez odrobiny szczęścia - w słupek trafił Neymar, a nadbiegający Junca nie zdążył wyhamować i wbił piłkę do własnej bramki. Barça poszła za ciosem - kolejny atak i wejście Jordiego Alby w pole karne przyniosły... jeden z najbardziej niezasłużonych rzutów karnych w historii. Lewy obrońca Barçy próbował oddać strzał prawą nogą, lecz fatalnie skiksował i przewrócił się na murawę. Zrobił to jednak z taką gracją, że sędzia.. podyktował jedenastkę. Jednak... jak nie idzie, to nie idzie. Messi huknął jak z armaty, ale karnego obronił Yoel. Trzy minuty później było już wiadomo, że mimo setki zmarnowanych sytuacji Barça tego meczu nie przegra. Dośrodkowanie Neymara z rzutu rożnego przedłużył Paco Alcácer, a do siatki z najbliższej odległości piłkę skierował Luis Suárez. Ekipa Dumy Katalonii "rosła" z każdą minutą, zaś Eibar stracił zupełnie zapał do walki o cokolwiek więcej niż punkt. Z pomocą Barçy zaledwie dwie minuty po trafieniu Suáreza przyszedł.. sędzia. Po wejściu Andera Capy od tyłu w nogi Neymara podyktował on rzut karny i wyrzucił obrońcę Armeros z boiska. Powtórki pokazały jednak, że o karnym nie mogło być mowy, gdyż Capa nie trafił nawet w nogi Brazylijczyka. Na zmianę decyzji było już za późno - Messi podszedł do jedenastki i pewnie (choć po rękach bramkarza) umieścił piłkę w bramce. Po szalonej pogoni za wynikiem, świadoma straconego już mistrzostwa (Real wygrywał 2:0) Barça nie forsowała tempa, kontrolując sytuację i co i rusz starając się wykorzystać zmęczenie rywala. Nie nastąpiło to jednak aż do 90. minuty, gdy w doliczonym czasie Messi indywidualnym rajdem przedarł się przez środek pola i prawą nogą wykończył akcję, zapewniając sobie tytuł króla strzelców, a Barçy zwycięstwo 4:2.

Mecz ten był idealnym zobrazowaniem kończącego się właśnie sezonu w wykonaniu Barçy. Potknięcia na własne życzenie (porażki w Máladze, La Coruñii, remisy w Sewilli (Betis) czy San Sebastián oraz późniejsze gonienie rywali, zaś w tle pomyłki sędziowskie na korzyść (lub niekorzyść) tej czy innej drużyny. Ambitna gra rywala kolejny raz obnażyła słabości taktyczne ekipy prowadzonej przez Luisa Enrique. Asturyjczyk ewidentnie stracił pomysł na dalsze zarządzanie drużyną i z pewnością wielu culés oczekuje z niecierpliwością na ogłoszenie nazwiska następcy Lucho na ławce trenerskiej. Tymczasem... pozostał jeden mecz - finał Pucharu Króla na Vicente Calderón. Rywal wydaje się z pozoru prosty, aczkolwiek... finały, jak wiadomo rządzą sie swoimi prawami. Tym bardziej zatem pozostaje nam wierzyć, że na pożegnanie Luisa Enrique (i zakończenie tego pełnego wzlotów i upadków sezonu) Messi i spółka postarają się dać całemu barcelonismo przynajmniej odrobinę radości.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (907)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze