Barcelona kontynuuje passę zwycięstw. Katalończycy pokonali Sporting 1:0 w drugiej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów. Bramka na wagę trzech punktów dla Barçy padła po samobójczym trafieniu Coatesa. Ósma z rzędu wygrana w tym sezonie umocniła Blaugranę na pozycji lidera grupy D.
Sporting rozpoczął od wysokiego pressingu, chcąc szybko odebrać piłkę i zagrozić bramce Barcelony. Goście cierpliwie rozgrywali, od czasu do czasu starając się zaskoczyć rywala dalekim podaniem za plecy obrońców. Piłkarze Sportingu jednak skutecznie uniemożliwiali Barcelonie stworzenie klarownych sytuacji bramkowych.
W 15. minucie Suárez uderzył zza pola karnego ponad bramką. Chwilę później podobny strzał oddał Piccini. Piłkarz portugalskiej drużyny był bliższy szczęścia, jednak piłka również poszybowała nad poprzeczką. Kilka sytuacji miał też Messi, m.in. po podaniu Jordiego Alby i przepuszczeniu piłki przez Suáreza. W końcówce pierwszej połowy boisko opuścił kontuzjowany Doumbia, którego zastąpił Bas Dost. Katalończycy nie potrafili poradzić sobie z agresywnym naciskiem rywali i do przerwy nie padła żadna bramka.
Tuż po przerwie Barcelona objęła prowadzenie za sprawą samobójczego trafienia Coatesa. Piłka po dośrodkowaniu Messiego z rzutu wolnego szczęśliwie trafiła do Luisa Suáreza. Urugwajczyk instynktownie uderzył głową, a piłkę do siatki skierował interweniujący obrońca Sportingu.
W 56. minucie Messi mógł stanąć oko w oko z bramkarzem drużyny przeciwnej, jednak piłkę spod jego nóg wybił dobrze dysponowany tego wieczora Jérémy Mathieu. W drugiej połowie Sporting częściej prowadził grę, a najlepszą okazję do wyrównania miał w 70. minucie. Fernandes nie wykorzystał jednak stuprocentowej sytuacji – jego strzał bez większych problemów wybronił ter Stegen. Niedługo przed końcowym gwizdkiem przed podobną szansą stanął Paulinho, który pojawił się na boisku w drugiej połowie. Brazylijczyk również nie sprawił jednak kłopotów bramkarzowi drużyny przeciwnej.
W spotkaniu rozgrywanym na stadio José Alvalade oglądaliśmy prawdziwy festiwal żółtych kartek. Rumuński arbiter chętnie karał zawodników Sportingu, którzy od początku zdecydowanie powstrzymywali rywali. Kibice domagali się również indywidualnych upomnień dla piłkarzy Barçy, ale sędzia zaspokoił ich pragnienia dopiero w 69. minucie, pokazując żółty kartonik Nélsonowi Semedo. Warto podkreślić, że fani Sportingu w trakcie całego meczu żywo dopingowali swój zespół, jednocześnie starając się zdeprymować Barcelonę gwizdami.
Komentarze (362)