Mestalla łagodzi stosunki z Paco Alcácerem

Grzegorz Zioło

26 listopada 2017, 13:00

Sport

7 komentarzy

Paco Alcácer wraca dziś na Estadio Mestalla w zdecydowanie bardziej przyjaznej atmosferze niż ta, z którą musiał zmierzyć się jedenaście miesięcy temu na stadionie Valencii.

Tamto spotkanie miało miejsce zaledwie półtora miesiąca po tym, jak zawodnik podpisał kontrakt  z Barceloną. Operacja została przeprowadzona przez działaczy Valencii w taki sposób, żeby wyglądała na wymuszoną przez Alcácera, podczas gdy w rzeczywistości to Peter Lim, właściciel Nietoperzy, był najbardziej zainteresowany sprzedażą napastnika za 30 milionów euro.

Alcácer nie wyszedł wtedy na boisko, ale i tak został wrogo przyjęty przez fanów gospodarzy, którzy śpiewali o nim obraźliwe przyśpiewki. Jeden z kibiców rzucił nawet w jego kierunku torebką pestek słonecznika, a Alcácer momentalnie zyskał przydomek "pipero" (z hiszp. pipas - pestki). Była to aluzja do faktu, że zawodnik częściej siedział na ławce rezerwowych, niż grał, a w Hiszpanii kibice na trybunach bardzo często jedzą pestki słonecznika.

Z roku na rok sytuacja nieco się zmieniła. Fani Valencii są teraz pełni entuzjazmu wobec swojej drużyny i walki o fotel lidera w lidze. Powrót Alcácera, który tym razem ma większe szanse na występ, przechodzi bez większego echa. Również sam zawodnik nie dolewał oliwy do ognia. Pomimo tego, że działacze Nietoperzy postawili go na świeczniku, Paco nie szukał rewanżu i zawsze traktował swój były klub z dużym szacunkiem. W tym tygodniu piłkarz zrezygnował z udzielania wywiadów, żeby żaden z dziennikarzy nie miał możliwości przekręcenia jego słów.

Pomimo lekkiego ocieplenia stosunków pomiędzy kibicami a Alcácerem, gwizdy wydają się nieuniknione. Napastnik Barçy jest na nie przygotowany i podejdzie do sprawy z pełnym profesjonalizmem, bez niepotrzebnych gestów, czy ostrej gry. Nie ma również zamiaru cieszyć się ostentacyjnie w akcie zemsty, jeśli uda mu się strzelić bramkę. Były piłkarz Valencii nie zapomina o swoich latach spędzonych na Estadio Mestalla, ani o przyjaciołach, którzy nadal grają w zespole Nietoperzy, takich jak Dani Parejo czy José Gayà.

Alcácer jest jednym z kandydatów do zajęcia miejsca po prawej stronie ataku, tak jak miało to miejsce w wygranych meczach z Sevillą i Leganés. Dublet w stolicy Andaluzji i wypracowanie pierwszej bramki na Butarque spowodowały, że 24-latek jest uważany za bardzo wartościowego gracza w zespole Ernesto Valverde.

Napastnik musiał sporo się napracować, żeby odzyskać miejsce w pierwszym składzie. Fizycznie daje z siebie wszystko w każdym spotkaniu. W ostatnich dwóch meczach schodził z boiska wyczerpany, ponieważ oprócz wypełniania obowiązków w ofensywie musiał też często cofać się i wspomagać kolegów po prawej stronie obrony. 

Alcácer daje sobie radę z takim obciążeniem dzięki świetnemu przygotowaniu fizycznemu. Piłkarz Barcelony bardzo dba o jakość swojego żywienia i nie pije nawet kropli alkoholu. Nie lubi zarywać nocy i ma dobrze zorganizowany plan dnia. Dzięki temu może pełnić nie tylko funkcję "dziewiątki", ale też skrzydłowego.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (7)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze