Andoni Zubizaretta, były piłkarz i dyrektor sportowy FC Barcelony, opowiedział w rozmowie z El País o swoim odejściu z Blaugrany. Obecnie Zubizaretta pracuje w Olympique'u Marsylia, który w środę zmierzy się w finale Ligi Europy z Atlético Madryt.
Tęskniłeś za byciem ważną postacią w świecie piłki?
Odejście z Barcelony w taki sposób (Bartomeu niespodziewanie zwolnił Zubizarettę w sezonie, w którym drużyna wywalczyła tryplet pod wodzą Luisa Enrique - red.) zostawiło we mnie pewien ślad, czułem, że nie spisałem się źle, ponieważ drużyna osiągnęła sukces. Tęskniłem za futbolem, ponieważ bardzo lubię tę pracę, myślenie o strukturach i podtrzymywanie tych, którzy grają. Rozwój, podejmowanie decyzji - od zawsze wydawało mi się to atrakcyjne.
Czy zwolnienie jest trudniejsze od zakończenia kariery piłkarskiej, ponieważ nigdy nie wiesz, co się później z tobą stanie?
Zakończenie kariery zawodnika jest dużo bardziej dramatyczne, ponieważ jako piłkarz zawsze jest się ważną postacią. To samo powiedziałem prezesowi i właścicielowi Marsylii: "jeśli nie jesteśmy na stadionie, nikt na trybunach nie będzie o nas pytał. Ludzie przychodzą oglądać piłkarzy". Przejście od grania do pracy poza boiskiem to ogromna zmiana.
Czy oglądanie meczów Barcelony tuż po twoim zwolnieniu było dla ciebie bolesne?
Tak, na początku wiele mnie to kosztowało i w pewien sposób ciągle kosztuje. Od momentu odejścia nie widziałem drużyny aż do finału Ligi Mistrzów w Berlinie. Jorge Valdano powiedział mi: "praca dyrektora sportowego to katastrofa, ponieważ sukcesy to zasługa wszystkich, ale jeśli dzieje się coś złego, odpowiedzialność spada na nas". Tak właśnie jest, chociaż czas leczy rany. Myślę, że odejście wywołało we mnie przesadną gorycz. Być może stało się tak dlatego, że zostałem w Barcelonie i wszystko działo się dookoła mnie. Czułem mieszankę dumy z tego, co osiągnąłem, z kroplą goryczy.
Czy drugi raz zachowałbyś się tak samo?
Oczywiście, ponieważ taki jestem. Gdybym mógł zmienić coś w przeszłości... obroniłbym jeden rzut karny więcej, kiedy byłem bramkarzem. Zawsze wierzyłem, że dobro klubu jest ponad wszystkimi. Osoby związane z klubem mogą tam pracować, czasem się mylić, ale nigdy nie mogą stawiać siebie na pierwszym miejscu.
Znalazłeś jakieś logiczne wyjaśnienie swojego zwolnienia?
Są sytuacje, w których nie szukam wyjaśnień. Teraz byłoby łatwiej je znaleźć, ponieważ już nie czuję tego co wtedy. Po raz pierwszy wyrzucono mnie z Barçy po porażce 0:4 z Milanem w finale Pucharu Europy w Atenach. Takie sytuacje stanowią naukę na całe życie, pozwalają relatywizować krytyczne momenty.
Nie sądzisz jednak, że krytyka w twoim kierunku była przesadzona?
Trudno jest spojrzeć na to z dzisiejszej perspektywy. Zaczęło się od choroby Tito, Abidala, zwolnienia Pepa, sytuacji z prezydentem... Było zbyt dużo elementów, walka emocji, która trwa. Być może nauczyłem się, że nie należy się wychylać, ponieważ trzeba później ponieść konsekwencje. To trochę smutna nauczka, ponieważ można zrozumieć krytykę dotyczącą błędnych decyzji, ale jeśli później piłkarze wygrywają wszystko... Liczysz na to, że ktoś powie: "wychodzi na to, że jednak przesadzaliśmy". Tak się jednak nie stało i to wydaje mi się najsmutniejsze.
Komentarze (22)