Powiedziałeś w wywiadzie udzielonym El País, że nie rozumiesz pozostawienia Andrésa Iniesty na ławce rezerwowych w meczu Hiszpanii z Rosją.
To prawda. Dalej tak uważam. Było mi przykro i czułem złość z tego powodu. Zresztą, nie tylko ja. Oglądałem tamten mecz razem z całą drużyną Chorwacji. Wszyscy mnie pytali, wliczając w to naszego selekcjonera, czy rozmawiałem z Iniestą. Nikt nie potrafił zrozumieć, czy chodziło o kontuzję, czy może o jakiś inny powód. To było niezrozumiałe. Kiedy zobaczyliśmy wyjściową jedenastkę Hiszpanów, nikt nie mógł uwierzyć, że nie było tam Andrésa. Coś nieprawdopodobnego. Pytano mnie o to bez przerwy. Jeśli inni nic z tego nie rozumieli, to wyobraź sobie moje zdziwienie. Przecież znam Andrésa, gram u jego boku i podziwiam go.
Bardzo cię zabolała ta decyzja?
Tak. Szanuję wybory trenerskie, ale ja zawsze wybrałbym Iniestę do składu mojej drużyny. Jest Andrés i potem 10 innych piłkarzy. No i on naprawdę wyglądał bardzo dobrze na tych mistrzostwach. Widziałem go w meczu z Marokiem oraz w dwóch wcześniejszych spotkaniach i to był ten stary, dobry Iniesta. Wnosił do gry bardzo dużo. Widać było, że jest w formie, a Andrés nie jest z tych, którzy są w stanie oszukać kibica. Od razu widać, kiedy czuje się dobrze. Bez wątpliwości był jednym z najlepszych hiszpańskich piłkarzy na tym mundialu. Wciąż nie rozumiem tej decyzji.
Jak odpowiesz Xaviemu na jego komplementy względem ciebie? Na łamach Mundo Deportivo powiedział, że twój transfer jest jednym z najlepszych w całej historii Barcelony.
Niech mi da znać, jak przyjedzie do Barcelony. Zaproszę go na kolację. Mówiąc na poważnie, jego opinia napełnia mnie dumą. Nie ma takich słów, które mogłyby opisać to, co Xavi reprezentuje jako piłkarz i jako człowiek. Zawsze twierdziłem, że od Xaviego można nauczyć się nie tylko wiele na temat piłki, ale również o tym, jak być dobrą osobą. Można nauczyć się od niego zachowania w szatni, właściwego traktowania innych ludzi i generalnie zachowania w świecie futbolu. Xavi to mistrz przez wielkie "M".
No to teraz muszę ci zadać to pytanie - widzisz siebie z opaską kapitana Barçy na ramieniu?
To nie zależy ode mnie. Jeśli jednak moi koledzy i trener Valverde widzieliby mnie w tej roli, to przyjąłbym tę odpowiedzialność z wielką dumą. Byłbym gotowy do podjęcia się tego zadania. W drużynie Sevilli byłem pierwszym kapitanem, w reprezentacji narodowej jestem drugim. Wiem, na czym to polega. Znam klub i jestem piłkarzem Barcelony już wystarczająco długo, aby pełnić taką rolę.
Spodziewałeś się, że Samuel Umtiti zagra w tym turnieju na tak wysokim poziomie i będzie strzelać gole, takie jak ten z Belgią?
Samuel gra tak, jak przyzwyczaił nas do tego w Barcelonie. To świetny obrońca, prezentujący wyjątkową jakość. Przy okazji bramki strzelonej drużynie Belgii wyprzedził Fellainiego i wykorzystał w znakomity sposób swoją siłę wyskoku. Rywale pozwolili mu na łatwe wbiegnięcie w pole karne, a on w takich okolicznościach jest nie do zatrzymania. W koszulce Barçy strzelił w ten sposób już kilka bramek. Gol zdobyty z Belgią był wspaniały i decydujący o awansie do finału. Cieszę się z jego powodu.
Krążą informacje na temat jego dolegliwości lewego kolana...
To nie ma znaczenia i na pewno zagra w meczu z nami. Nikt nie chce przegapić szansy na grę w takim spotkaniu. Ja też robiłbym wszystko, żeby zagrać. Gdyby to zależało ode mnie, to zagrałbym tylko z jedną nogą. Drugą zarzuciłbym sobie na plecy i jazda. Samu zachowa się właśnie w ten sposób. Życzę mu jak najlepiej, ale poza meczem finałowym. Przecież chcę, żeby wygrała Chorwacja. Francuzi już zdobyli swoją gwiazdkę za mistrzostwo w 1998 r. Pokonali nas w półfinale.
Zlatko Dalić wiele się naopowiadał na temat twojej współpracy z Luką Modriciem tak na boisku, jak i poza nim.
Ha, przecież to już 11 lat wspólnej gry. Patrzymy na siebie i od razu wiemy, czego wzajemnie od siebie potrzebujemy. Wiemy, jak możemy pomóc drużynie naszą grą. No i wreszcie znalazł się selekcjoner, który wystawia nas na naszych nominalnych pozycjach (poprzednik Dalicia Ante Čačić upierał się przy ustawianiu ich na równoległych, defensywnych pozycjach w środku linii pomocy). Poza tym drużyna korzysta na tym, że w składzie występują piłkarze Barcelony, Realu Madryt, Interu i innych wielkich klubów.
Znakomita większość chorwackich piłkarzy występuje w zagranicznych drużynach.
Zgadza się i to jest dobre, ponieważ każdy z nas wnosi do reprezentacji coś z poszczególnych ekip. To zawsze daje dobre efekty.
Rozmawiałeś kiedyś z Modriciem na temat jego niedoszłego, choć bliskiego, transferu do Barcelony?
Wiele razy żartuję sobie z niego i mówię mu, żeby się nie denerwował, ale jest większym culé niż ja. Każde dziecko ma jakąś ulubioną drużynę i nie jest żadną tajemnicą, że Luka kibicował właśnie Barcelonie. Teraz jednak muszę powiedzieć, że "straciliśmy" go bezpowrotnie. To wielki profesjonalista i obecnie stuprocentowy madridista. Wystarczy tylko zobaczyć, w jaki sposób gra przeciwko nam we wszystkich El Clásico. Ciężko byłoby teraz znaleźć większego madridistę od niego. Czasami mierzymy się ze sobą i po meczu, wymieniając się koszulkami, żartuję sobie: "teraz masz wreszcie twoją ukochaną koszulkę i możesz ją sobie zabrać do domu". Szkoda, że nie trafił na Camp Nou. Z drugiej strony to wielki zaszczyt walczyć przeciwko niemu w lidze hiszpańskiej czy w Lidze Mistrzów. Dla całej Chorwacji to wielka sprawa móc podziwiać jego talent.
Zmieniając nieco temat - zdziwiliście się z Luką, że Cristiano przeszedł do Juventusu?
Tak, oczywiście. Wydaje mi się, że czytałem wywiad, w którym Luka wyraził przekonanie co do pozostania Ronaldo w Realu Madryt. Muszę pogratulować Juventusowi ogromnej siły potrzebnej do zakontraktowania takiego piłkarza. To będzie coś pozytywnego dla całego futbolu we Włoszech.
Udało ci się zasnąć po meczu półfinałowym? Dociera do ciebie, że jesteś finalistą mistrzostw świata?
Marzy się o czymś takim od dziecka. Po meczu z Anglią rozmawiałem z Raquel, moją żoną, i powtarzałem bez przerwy: - słuchaj, jesteśmy w finale MŚ, Chorwacja jest finalistą, zagramy w niedzielę z Francją.
Pewnie była rozemocjonowana.
No pewnie, że tak. Przyjedzie do Moskwy na finał. To oczywiste, że się wzruszyła. Przecież dobrze wie, co to znaczy dla mnie i jak dużo nas kosztowało osiągnięcie tego celu. Rozmowa z nią była czymś wzruszającym. Dzieląca nas odległość sprawiła, że wszystko było jeszcze trudniejsze.
Twoje córki rozumieją tę sytuację?
Starsza córka, Althea, rozumie. Powiedziała mi, że na pewno wygram ten mundial. Adara, młodsza córka, jeszcze tego nie rozumie.
Jaka była pierwsza rzecz o której pomyślałeś w momencie, kiedy arbiter gwizdnął po raz ostatni w meczu z Anglią?
To niesamowity moment zarówno w wymiarze osobistym, jak i grupowym. Wyznałem Arturo (Arturo Canales, zaufany człowiek i agent Rakiticia), że w przeddzień meczu miałem 39 stopni gorączki. Po rozmowie z lekarzem powiedziałem też o tym naszemu trenerowi. Leżałem w łóżku i rozmyślałem, czy dam radę zagrać w tak ważnym spotkaniu... Zgubiłem 4 kilogramy w trakcie meczu, przebiegłem 14 kilometrów. Nie wiadomo, skąd człowiek czerpie siły, ale to robi. Wyciąga się je z głębi ciała.
Anglicy za dużo gadali przed meczem?
Zapewniali, że fizycznie będą wyglądać dużo lepiej niż my i w tym aspekcie będą nad nami górą. Ostatecznie było zupełnie na odwrót. To my narzuciliśmy im nasze warunki, zagraliśmy lepiej w drugiej połowie i w dogrywce. Odnieśliśmy sprawiedliwe zwycięstwo. Chorwacja była lepszą drużyną.
Jesteście jedną z nielicznych ekip, które naprawdę grały w piłkę na tym turnieju.
Spodziewałem się takiego mundialu. Ciężkiego, bardzo siłowego, z drużynami skupionymi na zamknięciu drogi do własnej bramki. Wiadomo, że każdy gra w stylu najbardziej mu odpowiadającym i używając własnej broni. Mi jednak bardziej odpowiada taki sposób gry, jaki pokazujemy w Barcelonie. W Chorwacji gramy podobnie. Podobał mi się też styl reprezentacji Hiszpanii, ale ten mundial potwierdził, że dużo trudniej jest atakować, niż bronić. To właśnie te szczegóły decydują o powodzeniu i dzięki Bogu akurat nam wszystko się udało.
Zwróciłeś uwagę na fakt, że to właśnie ekipy finalistów są jedynymi, które pokonały Argentynę? Zespół, w którym występuje twój przyjaciel z Barcelony Lionel Messi.
Nie zdawałem sobie z tego sprawy. To dosyć ciekawe.
Messi złożył ci gratulacje?
Prawdę mówiąc, to nie mam zielonego pojęcia. Mój telefon jest zapełniony wiadomościami i muszę je wszystkie odczytać. Na pewno to sprawdzę. Leo zawsze mnie wspierał i jestem mu za to bardzo wdzięczny. Inni koledzy z Barcelony czy z Sevilli również to robią. To są zawsze takie ładne gesty, które podnoszą cię na duchu i pokrzepiają przed i po mundialowych spotkaniach.
Myślałeś już o drużynie Francji? To straszny przeciwnik.
To silna drużyna, zgadza się. Zasłużyła na grę w finale ze względu na sposób gry i to, w jaki sposób decydowała o wynikach meczów. To będzie bardzo trudny finał. To również historyczny mecz dla nas i damy z siebie wszystko. To spotkanie z gatunku tych, którymi należy się cieszyć, i nie przestanę tego powtarzać. Zawsze marzy się o takim finale. Zwróćmy uwagę, że Chorwacja to kraj o populacji zaledwie 4,5 miliona ludzi. I to akurat my jesteśmy w finale. Wielu nas wspiera i Francja musi wiedzieć, że nie będzie mieć łatwego zadania.
Chorwacka linia pomocy jest jedną z najlepszych na świecie. Ze względu na sportową jakość przypomina trochę środkową linię Barçy...
Najważniejsza jest drużyna, a nie poszczególni zawodnicy. Zawsze twierdziłem, że montując drużynę z 11 najlepszych piłkarzy na świecie, nie otrzymasz najlepszego zespołu na świecie. Przegra on z graczami, którzy naprawdę stworzą zespół i będą się dla siebie wzajemnie poświęcać. Najważniejsze jest, aby jeden piłkarz rozumiał się z drugim i był jego dopełnieniem.
Wasz selekcjoner Zlatko Dalić powiedział wam, abyście wyszli na boisko i cieszyli się grą. Wiedziałeś, że podobne słowa wygłosił Johan Cruyff do piłkarzy Barcelony przed finałem LM na Wembley w 1992 roku?
Dalić powtarza nam to bez przerwy, zaczął jeszcze przed mundialem. Według niego musimy cieszyć się każdym meczem, każdą akcją. Zgadzam się z nim, ale on też musi się dobrze bawić. On jest istotnym punktem tej drużyny. Jego przybycie było bardzo ważne, ponieważ cierpieliśmy w eliminacjach do Mistrzostw w Rosji.
Dalić lubi dużo rozmawiać z piłkarzami i uważnie wysłuchuje sugestii. Ostatecznie to jednak on podejmuje swoje własne decyzje.
Tak jest i myślę, że najważniejsza w tym wszystkim jest jego bliskość w stosunku do ludzi. Lubi słuchać pomysłów zawodników, ale sam też ma jasną koncepcję gry i wie, czego chce. Łatwo to sobie przyswoić. Trzymamy się razem i to jest część naszej siły. Jeśli trener robi jedno, a piłkarze drugie, to wtedy jest źle.
Wyrównujący gol Perisicia w meczu z Anglią był ważny z psychologicznego punktu widzenia?
Tak, ponieważ angielscy stoperzy są bardzo silni, wielcy i bardzo kompletni. Ciężko było znaleźć jakąś wyrwę w ich obronie. Gol Perisicia był wartościowy, ponieważ zmusił Anglików do większego otworzenia się na placu gry i zostawienia nam większych przestrzeni. Wykorzystaliśmy to w naszej świetnej drugiej połowie i w czasie dogrywki.
Zauważyłeś, że Mario Mandžukić nie chciał być zmieniony pod koniec pierwszej części dogrywki, mimo że wcześniej przeżył mocne starcie z Pickfordem?
Nikt nie chciał zejść z boiska, tym bardziej Mandžukić. To nasza zaleta. Nikt nie chce opuścić drużyny, tylko walczyć do samego końca. Nie można zawieść kraju, który w całości kibicuje i wspiera.
Widziałeś, że piłkarze z poprzedniej generacji, którzy dotarli do półfinału w 1998 r., byli bardziej wzruszeni niż wy?
Tak. Pięknie było zobaczyć, jak Davor Šuker, prezydent naszej federacji, aż tak się wzruszył naszym występem. Zvone Boban również. Wszyscy życzyli sobie, abyśmy wygrali, i wsparli nas przed samym spotkaniem. Mario Stanić odwiedził nas w hotelu... Wszyscy nam kibicowali i trzeba za to podziękować. Teraz to oni są z nas dumni, a wcześniej to nas wypełniało to uczucie. Byli naszymi idolami.
W Chorwacji urządzono niezłą imprezę po półfinale!
Ciężko to sobie wyobrazić, nie będąc tam na miejscu, ale to było coś wspaniałego. Widziałem niesamowite obrazy przedstawiające radość ludzi. To było jak Feria de abril w Sewilli [lokalne święto - przyp. red.], ale na wielką, krajową skalę.
Twój sposób gry w reprezentacji Chorwacji bardzo się różni od tego, jaki demonstrujesz w zespole Barcelony?
Już na wejściu masz w Barcelonie piłkarzy pokroju Messiego, Suáreza, Busquetsa, wcześniej był Iniesta... To wielcy zawodnicy, którzy bardzo ułatwiają grę. W drużynie Chorwacji też mamy wspaniałych graczy, ale różnią się oni od tych grających w moim klubie. Nie żebym narzekał na grę z Modriciem, Perisiciem, Rebiciem czy Mandžukiciem z przodu. Chodzi mi o to, że trzeba się przystosować do indywidualnej charakterystyki każdego zawodnika. W Sevilli grałem bardziej swobodnie z przodu, ale również na pozycji bliżej środka pola. Zależy od potrzeby. Gdyby było trzeba, to zagrałbym też na pozycji bocznego obrońcy.
Czy fakt, że to właśnie Mandžukić był autorem zwycięskiego gola, cieszy cię w szczególny sposób?
Tak, oczywiście. On nie znalazł się w tamtym miejscu przez przypadek. To znakomity napastnik i jest nie do zastąpienia w naszej ekipie. Jest w stanie zagrać przez 200 minut na pełnych obrotach, poświęcając się dla dobra drużyny.
Wyobrażasz sobie samego siebie wchodzącego do szatni Barcelony jako mistrz świata?
Jeśli Bóg pozwoli, to byłby zaszczyt dla mnie i dla klubu, którego barw bronię. Zawsze mówię, że gram dla mojego kraju, ale jednocześnie reprezentuję Barcelonę. Tak jak Samuel Umtiti czy Ousmane Dembélé. To ważne dla klubu. Miło, że w finale mundialu zagrają piłkarze Barçy.
Komentarze (17)