Arthur udzielił wywiadu brazylijskiemu Globoesporte i poruszył głównie tematy związane z grą w Barcelonie. Były piłkarz Grêmio zdradził również, jak wygląda jego znajomość z Neymarem, z którym ostatnio spędził noc sylwestrową.
Neymar: Nasza relacja narodziła się w reprezentacji. To bardzo normalny gość, bardzo lubi żartować. Stał mi się bardzo bliski i bardzo mi pomógł w reprezentacji Brazylii. Połączyła nas więź osobista, nie tylko jako kolegów z pracy. Kiedy wpadł z wizytą do Barcelony, zadzwonił do mnie i zaproponował wyjście na kolację, zrobienie czegoś wspólnie. Gramy przez internet w gry i rozmawiamy prawie każdego dnia. Kiedy gra ze mną w jednej drużynie, wygrywa. Kiedy gra przeciwko mnie, przegrywa (śmiech).
Komplementy od Leo Messiego: To był szok. Zupełnie nie spodziewałem się komplementów z jego strony pod moim adresem. Podziwiam go i w mojej opinii, oraz w opinii wielu innych, jest najlepszym piłkarzem w historii. Pomaga mi na treningach i w czasie meczów. Pochwały od takiego zawodnika dodają pewności siebie. Jestem mu bardzo wdzięczny za jego słowa. Również za postawę względem mnie i wszystkich innych w szatni.
Treningi z Messim: Chciałbym, abyście mieli możliwość zobaczenia Messiego na treningach, bo dopiero wtedy zrozumielibyście, jak wielkim jest piłkarzem. Robi takie rzeczy, że... Zazwyczaj jest tak, że kiedy kryje się jakiegoś piłkarza, to w dryblingu można się spodziewać zejścia na prawą nogę, może jakiegoś innego konkretnego rozwiązania. Przy Messim można się spodziewać 15 czy 20 różnych możliwości. On naprawdę dysponuje wieloma opcjami. Porusza się w tę i w tamtą stronę. Kryjący go piłkarz nie wie, co ma robić. Messi to naprawdę fenomenalny zawodnik, najwspanialszy w historii piłki.
Szybka aklimatyzacja w Barcelonie: Wszystko poszło o wiele szybciej niż się tego spodziewałem. Ja i moja rodzina wiedzieliśmy, że na początku zawsze jest ciężko. Nie znasz nikogo w klubie i jesteś trochę bardziej nieśmiały niż zazwyczaj. Nie czujesz się aż tak swobodnie w trakcie spotkań i treningów. Na to wszystko potrzeba czasu. Myślę, że wszyscy przyjęli mnie tutaj bardzo dobrze. Wszyscy zaakceptowali mój styl gry. Mam na myśli kibiców, sztab szkoleniowy i moich kolegów z drużyny. To sprawiło, że przeskoczyłem od razu kilka etapów adaptacji. Jestem bardzo szczęśliwy i to jest najważniejsze.
Pochwały ze strony hiszpańskiej prasy: Od kiedy stałem się profesjonalnym piłkarzem, starałem się nie słuchać ani nie czytać tego, co pojawiało się na mój temat w mediach. Potem oczywiście różne rzeczy pojawiają się dookoła i człowiek czegoś się dowiaduje. Nie jestem jednak gościem, który specjalnie ogląda telewizję czy kupuje gazety, aby dowiedzieć się czegoś na swój temat. Jestem bardzo szczęśliwy z powodu tej życzliwości, uznania mojej pracy i tych wszystkich pochwał. Kto nie lubi otrzymywać pochwał? Uwielbiam komplementy! Czasami konstruktywna krytyka również jest bardzo pomocna. A zatem nie śledzę doniesień medialnych, ale rzeczywiście na początku mojej przygody w Barcelonie media poświęciły mi wiele ciepłych słów i jestem bardzo zadowolony z tego powodu.
Taktyczne porównanie Barçy i Grêmio: W moim byłym zespole trener Renato grał dwoma środkowymi pomocnikami w systemie 4-4-2. Zazwyczaj występował Maicon i zawsze było dwóch pomocników ustawionych w środku. Oczywiście ja też wychodziłem na boisko. Renato dawał swobodę, ale musiałem również pomagać w defensywie. Tutaj w Barcelonie wszystko jest nastawione trochę bardziej na ofensywną grę. Nasze ustawienie to 4-3-3 i ja występuję po lewej stronie. Jestem trochę bardziej wysunięty do przodu i gram prawie jako ofensywny pomocnik. Wymagają ode mnie, abym wychodził do przodu trochę bardziej. Najważniejsze, że adaptacja przebiega bardzo dobrze.
Wdzięczność dla Renato Gaucho: To on sprawił, że stałem się profesjonalnym piłkarzem. Zaufał mi i pozwolił mi grać regularnie. Bardzo mi pomógł. Był kluczowy w moim obecnym sukcesie. Jestem mu zatem bardzo wdzięczny. Chociaż często jawi się jako żartowniś, jest bardzo poważny i skoncentrowany w pracy. Dużo się uczy, chociaż ludzie mówią inaczej. Ponadto ma tę przewagę, że w przeszłości sam był piłkarzem. Wie doskonale, co się dzieje na boisku i co tak naprawdę siedzi w głowie zawodnika.
Ernesto Valverde: Przyjął mnie bardzo dobrze. Zachował się z dużym taktem, ponieważ wiedział, że przychodzę z innej szkoły, gdzie wszystko działa w trochę inny sposób. Daje mi rady i wskazówki. To wspaniały strateg. Wie bardzo dużo na temat taktyki. Można powiedzieć, że mam szczęście do trenerów.
Inspiracja grą Xaviego: Zawsze go podziwiałem. Wszystko to, co on robił na boisku, starałem się potem naśladować. To fenomenalny zawodnik. Robi takie rzeczy, że choćbyś dużo trenował i starał się je wykonać tak samo, nie uda się tego powtórzyć. Zawsze podziwiałem styl jego gry. Bardziej niż cokolwiek innego, jest oparty w głównej mierze na myśleniu. Zawsze starałem się przenieść to na mój sposób gry w piłkę. Myślę, że działa całkiem dobrze.
Numer odziedziczony po Inieście: Tak szczerze mówiąc, to najważniejszy jest herb na koszulce, prawda? Jednak przejęcie numeru po idolu ma wyjątkowy smak. W pierwszej chwili pozwolili mi wybrać numer i każdy mi pasował. Do klubu zaczęli przychodzić nowi piłkarze i żaden nie wybrał numeru 8. Wtedy pomyślałem: "nic nie szkodzi spróbować i poprosić o ten numer". Wybrałem zatem "ósemkę" i jestem bardzo szczęśliwy, że mogę nosić numer należący do mojego idola Iniesty. Mam nadzieję, że będę w stanie odpowiednio uhonorować koszulkę, która dała kibicom Barçy tyle radości.
Komentarze (26)