Angielskie przygody Gerarda Piqué

Grzegorz Zioło

8 kwietnia 2019, 18:45

Sport

8 komentarzy
  • Gerard Piqué wyjechał do Manchesteru w wieku 17 lat i w drużynie United rozpoczął swoją przygodę z profesjonalną piłką
  • W swojej biografii Katalończyk wspomina trudne początki w nowym otoczeniu i w obcym kraju z nieprzyjazną pogodą i koszmarnym jedzeniem
  • Wychowanek Barçy musiał walczyć o miejsce w składzie Czerwonych Diabłów z wieloma znakomitymi piłkarzami i nigdy nie przebił się na dobre do podstawowej jedenastki

– Dziesięć lat temu było mi cholernie trudno. Moje życie mogło potoczyć się innym biegiem gdyby nie sir Alex Ferguson. Przyjechałem do Manchesteru jako dziecko i wyjechałem jako mężczyzna. To były dla mnie szalone czasy, ponieważ nigdy nie byłem tak daleko poza domem – wspomina swój pobyt w Manchesterze United Gerard Piqué. W wieku 17 lat wychowanek Barçy miał przed sobą jeszcze długą drogę do zostania jednym z najlepszych środkowych obrońców na świecie, jednak znosił presję nowego otoczenia w swoim stylu. Im większe wymagania stawiali mu kolejni rywale, tym lepsza była jego gra. Różnice pomiędzy hiszpańską i angielską piłką również nie wydawały się dla Piqué przeszkodą, ale o wiele trudniej było mu się przyzwyczaić do kuchni i pogody.

– Z czasem zdałem sobie sprawę, że zostawiłem za sobą więcej rzeczy, niż miałem zamiar. Porównywałem wszystko i nic nie miało koloru: pogoda, jedzenie, język... gubiłem się we wszystkim – opowiada Piqué w swojej biografii. Po lądowaniu w Manchesterze na piłkarza czekali Linda i Toni, jego nowi "rodzice", którzy mieli opiekować się nim na miejscu. Początki ich relacji nie były łatwe. 

– Wciąż pamiętam pierwszy wspólny posiłek z nimi. Przypuszczam, że pierwszego dnia chcieli mnie zaskoczyć i przygotowali swoją specjalność, która była wyjątkowo trudna do przełknięcia. Punktem kulminacyjnym były desery, przede wszystkim słodkości. Do końca życia nie zapomnę ciasta cytrynowego na ciepło, które mi podali. Było katastrofalne! Czułem, że rośnie mi gula w gardle i nie mogłem przełknąć. Cytryny są kwaśne, więc do oczu zaczęły napływać mi łzy. Oczywiście zauważyli to – relacjonował Katalończyk.

Thomas Edward Lee ma 33 lata i pracuje w akademii w Sheffield jako trener bramkarzy. Dwa lata temu poważna kontuzja zmusiła go do zakończenia kariery po rozegraniu ponad 300 meczów w barwach Chesterfield. Wcześniej, kiedy był nastolatkiem, grał jednak w młodzieżowych zespołach Manchesteru United. Tam poznał Gerarda Piqué, z którym miał okazję mieszkać pod jednym dachem. – Był z przedmieść Manchesteru, dlatego też mieszkał z nami. Zawsze przychodził do mojego pokoju, żeby mnie powkurzać. Próbowałem dobrze się z nim dogadywać, ale kiedy pewnego dnia wszedł do pokoju i zaczął jeść piankę do golenia, poddałem się. Nie mogłem w to uwierzyć – wspomina Piqué.

Mimo wysiłków Thomasa Lee życie Piqué w Manchesterze było dosyć rutynowe. Pobudka, trening w Carrington, jedzenie, kolejny trening, siłownia. – W Barcelonie chodziłem rano do szkoły i trenowałem po południu, a w Manchesterze zostałem profesjonalnym piłkarzem. Często było tak, że wracałem do domu o czwartej po południu i już robiło się ciemno, przez co nie mogłem uwolnić się od uczucia samotności. Wszystko to było bardzo przygnębiające – twierdzi obrońca.

W drugiej drużynie Manchesteru Piqué mógł czuć się jak na wymianie z Erasmusa. – Byli piłkarze z Niemiec, Belgii, Włoch... i to z nimi miałem najbliższe relacje. Niemiec nazywał się Markus Neumayr i do dziś mamy dobry kontakt. Kiedy Barcelona grała ze Stuttgartem w 1/8 finału Ligi Mistrzów, odwiedził mnie w hotelu, żeby powiedzieć, że zostanę ojcem chrzestnym jego córki – pisze Piqué w swojej biografii. Belg nazywał się Floribert N'galula i miał kongijskie korzenie. To on zaznajomił Katalończyka z czarną muzyką. Grupę przyjaciół dopełniał Włoch Rossi. – Pamiętam, że od początku powstała między nami więź.

Tamta drużyna wygrała ligę i puchar w swojej kategorii, jednak najważniejszym momentem dla Gerarda Piqué był debiut w pierwszym zespole 26 października 2004 roku w meczu z Crewe Alexandra FC w Carling Cup. Później obrońca otrzymał szansę występu w Lidze Mistrzów w wygranym 3:0 spotkaniu z Fenerbahçe.

Podczas swoich pierwszych dni w dorosłym zespole Piqué szybko zdał sobie sprawę z panującej w szatni hierarchii. – W wieku 17 lat byłem w szatni United, gdzie zabronione było używanie telefonów, kiedy przemawiał Keane. Moja komórka była ustawiona w trybie wibracji i zaczęła brzęczeć. Nigdy nie zapomnę tego spojrzenia. To jest właśnie strach – opowiadał Piqué w 2008 roku w wywiadzie dla Sportu. Słowa Keane'a również pozostaną w jego pamięciu na długo. – Czyj do diabła jest ten cholerny telefon? – spytał Irlandczyk.

W tamtym okresie Piqué starał się stać częścią grupy wśród osób, z którymi najlepiej się rozumiał. – Miałem największy kontakt z Heinze i Cristiano, ale przede wszystkim z bramkarzem Ricardo – wspomina Katalończyk, który spędził trzy sezony w pierwszej drużynie Manchesteru (2004/05, 2005/06 i 2007/08). W sezonie 2006/07 grał na wypożyczeniu w Realu Saragossa. Piqué nigdy nie zdołał wywalczyć sobie na stałe miejsca w wyjściowej jedenastce i wciąż pamięta swój błąd w przegranym 0:1 meczu z Boltonem 24 listopada 2007 roku. W tamtym spotkaniu stoper nie upilnował Nicolasa Anelki, o co pretensje miał do niego sir Alex Ferguson. – Po tamtym dniu wszystko się zmieniło. Ferguson przestał mi ufać – twierdził Piqué.

Na środku obrony Manchesteru grała wówczas para Rio Ferdinand-Nemanja Vidić, a Piqué musiał rywalizować o miejsce w składzie także z Wesem Brownem, Johnem O'Sheą i Mikaelem Silvestrem. Niewielka liczba minut wpłynęła na jego decyzję o powrocie do Barcelony. 

Pobyt w Manchesterze ukształtował piłkarsko Gerarda Piqué. W tym czasie piłkarz cieszył się też większą wolnością, mógł być sobą i dawał się ponosić młodzieńczej fantazji. – Urządziliśmy z drużyną bitwę na pistolety do paintballa. Od dziennikarzy oddzielała nas siatka i w pewnym momencie ktoś zaczął odliczać: "one, two, three...". Wtedy wszyscy zaczęliśmy strzelać. Następnego dnia te zdjęcia obiegły okładki wszystkich brukowców – opowiadał Piqué.

Fot. GeriShakSpain / CC BY-NC 2.0

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (8)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze